Skóra chroni nas przed szkodliwymi substancjami, które są w powietrzu. Pod wpływem chemii w kosmetykach może tracić swoje obronne właściwości. Ratunkiem są kosmetyki naturalne
Czym różnią się tzw. ekokosmetyki od zwykłych produktów z drogerii? Ogólnie przyjęto, że nie zawierają chemicznych konserwantów, barwników i substancji zapachowych. Nie ma w nich olejów mineralnych, czyli wazeliny i parafiny, ani sylikonów – pochodnych ropy naftowej. Nie są też testowane na zwierzętach. Kto będzie chciał znaleźć bardziej szczegółową definicję, skazany jest na porażkę. Bo nie ma jej w polskim prawie. Za to terminów stosowanych w odniesieniu do kosmetyków przyjaznych skórze i środowisku jest kilka, m.in.: naturalne, ekologiczne, organiczne, biologiczne. Jak się w tym wszystkim połapać? 
O wyjaśnienia poprosiliśmy ekspertów. – Kosmetyk naturalny to taki, którego składniki w 100 proc. lub prawie w 100 proc. są naturalne. Potwierdzają to organizacje przyznające specjalne certyfikaty – wyjaśnia Marcin Szpak, przedstawiciel marki Lavera, pod którą sprzedawane są kosmetyki naturalne z certyfikatem jakości NaTrue i BDiH. – Składniki ekologiczne to takie, które pochodzą z upraw ekologicznych. A więc krem, w którym 100 proc. składników jest naturalnych, a 60 proc. z nich pochodzi z upraw ekologicznych, będzie w 100 proc. kosmetykiem naturalnym, a w 60 proc. – ekologicznym – tłumaczy Szpak. 
Nieco prościej sprawę przedstawia Agnieszka Sienkiewicz, ekspertka sieci delikatesów Organic Farma Zdrowia, w której kupimy certyfikowane kosmetyki. – Nie jesteśmy bezradni wobec braku uregulowań prawnych – przekonuje Sienkiewicz. – Zasada jest prosta: jeśli kosmetyk nosi nazwę ekologiczny, naturalny, biologiczny lub organiczny, należy szukać na opakowaniu logo niezależnej organizacji certyfikującej. Takie organizacje nakładają na producentów kosmetyków wiele warunków do spełnienia, co daje pewność klientom o ich naturalności. Taki produkt można wtedy brać w ciemno – zapewnia specjalistka.
Strażnicy jakości
Do najbardziej znanych organizacji pilnujących jakości kosmetyków naturalnych należą: ECOCERT, COSMOS, BDiH, Soil Association oraz NaTrue. Według zasad ECOCERT minimalna ilość naturalnych surowców mineralnych i roślinnych w składzie kosmetyku powinna wynosić 95 proc. Surowce roślinne z kontrolowanych upraw ekologicznych muszą stanowić minimum 50 proc. składu kosmetyku. Zabronione jest też stosowanie surowców roślinnych, które są modyfikowane genetycznie, oraz surowców pochodzących z martwych zwierząt. Francuski ECOCERT przyznaje certyfikaty pojedynczym produktom, a niemieckie BDiH firmom, jeżeli 60 proc. ich produkcji spełnia wyżej wymienione założenia. NaTrue certyfikuje aż na trzech poziomach: kosmetyków naturalnych, naturalnych z częścią organiczną oraz produktów organicznych. Ostatni poziom (oznaczony trzema gwiazdkami) jest najbardziej restrykcyjny dla producentów.
Zielone oszustwo
Co robić, jeżeli na opakowaniu kremu zamieszczony jest certyfikat, którego nie znamy, lub kosmetyk po prostu nazwany jest „ekologicznym"? Do takiego produktu warto podejść z rezerwą. – Większość dostępnych na rynku kosmetyków oznaczonych jako „naturalne" czy „organiczne" jest taka tylko z nazwy. Produkty, które zawierają czasem 1–2 proc. składników organicznych, często nazywane są już „naturalnymi". Ich producenci próbują na siłę zarobić na modnym trendzie – przekonuje Angelika Popiołek, PR menedżer marki Phenome, której kosmetyki produkowane są wyłącznie ze składników pochodzących z certyfikowanych upraw. – Konsumenci mają wciąż zbyt małą wiedzę, by samodzielnie ocenić składniki opisane na etykiecie. Takie praktyki, znane na świecie od dawna, mają nawet swoją nazwę – greenwashing. W wolnym tłumaczeniu oznacza to „zielone oszustwo" – wyjaśnia Popiołek.
Lekcja chemii
Jedynym sposobem, by nie dać się nabrać na nieuczciwe hasła reklamowe, jest samokształcenie i dokładne czytanie składu kosmetyku. Według prawa Unii Europejskiej producentów obowiązuje ujednolicony system nazewnictwa składników kosmetyków, tzw. International Nomenclature of Cosmetic Ingredients. Według INCI związki chemiczne użyte do produkcji kremu mają nazwy angielskie, a rośliny – łacińskie. Osoby, które na sam widok obco brzmiących nazw dostają bólu głowy, nie powinny się zniechęcać. – Nie jest to aż tak skomplikowane. Np. „dimethicone" czy inne nazwy z końcówką „-methicone" oznaczają sylikony, które są zakazane w kosmetykach naturalnych. „Paraffin" lub „mineral oil" to z kolei niedozwolone w kosmetykach naturalnych pochodne ropy naftowej. Naturalne na pewno nie będą też produkty zawierające PEG, PPG czy propanediol (glikole). Unikajmy też występujących w żelach do mycia i szamponach SLS, SLES (syntetycznych środków spieniających) oraz wyrobów z phenoxyethanolem i składnikami kończącymi się na „-paraben". To sztuczne konserwanty – wylicza Popiołek.
Warto natomiast zwrócić uwagę na nazwy ekstraktów roślinnych, olejów oraz innych surowców naturalnych. Ich zawartość powinna stanowić minimum 95 proc. składu.
Trądzik i alergia
Kto ma wątpliwości, czy warto poświęcać czas na studiowanie etykiety żelu pod prysznic, powinien pamiętać, że skład kosmetyków ma bezpośrednie przełożenie na kondycję skóry. Substancje chemiczne, które barwią lub nadają zapach kosmetykom (oznaczone jako perfume lub fragrance), to potencjalne alergeny. – Syntetyczne detergenty (SLS i SLES) mogą powodować podrażnienia skóry. Natomiast surowce syntetyczne zawierające PEG (rozpuszczalnik, emulgator) zwiększają przepuszczalność skóry na substancje toksyczne z otoczenia – wyjaśnia Agnieszka Sienkiewicz z sieci delikatesów Organic Farma Zdrowia.
Sylikony (syntetyczne połączenie krzemu i tlenu), które często wchodzą w skład kremów oraz fluidów, u osób z cerą wrażliwą mogą wywołać trądzik. – Natomiast kosmetyki ekologiczne zawierają emulgatory pochodzenia roślinnego, są naturalne dla skóry – dodaje Sienkiewicz.
Nie tylko wnętrze
O tym, czy kosmetyk jest naturalny, decyduje nie tylko jego skład, ale także opakowanie. Zgodnie z wytycznymi organizacji certyfikujących powinno ono powstać z materiałów pochodzących z recyklingu i być biodegradowalne. Ważny jest sam projekt pudełeczka – przyjazne środowisku jest jak najmniejsze, co ogranicza ilość odpadów. – Często informacje o produkcie umieszczamy na etykietach. Wtedy opakowanie z kartonu jest niepotrzebne – mówi Angelika Popiołek. Do projektu opakowań dużą wagę przykładają twórcy marki Tołpa. Ich kartonowe pudełka zadrukowane są na zewnątrz oraz wewnątrz. W ten sposób niepotrzebna staje się ulotka. Phenome prowadzi zbiórkę zużytych opakowań swoich produktów. Inne firmy też, niekoniecznie „eko". Producent kosmetyków kolorowych MAC prowadzi akcję „Back 2 MAC". Za sześć pustych opakowań dostaniemy za darmo szminkę. Akcję zbiórki opakowań po kosmetykach raz do roku organizuje Sephora. – W zamian za dowolne zużyte opakowanie produktu do makijażu lub pielęgnacji klient może kupić jego odpowiednik marki Sephora z rabatem 40 proc. Wymieniamy np. opakowanie po cieniu do powiek na cień Sephory. W ostatniej akcji zutylizowaliśmy ponad 100 tys. opakowań – wyjaśnia Sergiusz Osmański, artistic & PR director Sephory.

Prześlij komentarz

Obsługiwane przez usługę Blogger.