Skuteczne zarządzanie domowym budżetem to nie lada sztuka  /  fot. Milos Tasic  /  źródło: Fotolia
Nasze dochody nie rosną, a wciąż pojawiają się nowe wydatki. Jak zatem zachować równowagę finansową przez cały rok? To możliwe, pod warunkiem że ustalimy rozsądny plan działania i nie zabraknie nam konsekwencji.
Początek lata sprzyja podejmowaniu zobowiązań i postanowień – także tych o charakterze finansowym. Z reguły z optymizmem patrzymy wówczas w przyszłość i snujemy odważne plany zakupów, remontów czy wyjazdów. Śmiało obiecujemy sobie, że zaczniemy oszczędzać lub inwestować. Kolejne tygodnie bezlitośnie weryfikują nasze zamierzenia: portfel przez wakacje schudł w przeciwieństwie do pliku rachunków do zapłacenia. Do tego na każdym kroku kuszą nas wyprzedaże i sklepowe superokazje, którym nie zawsze potrafimy i chcemy się oprzeć.
W zarządzaniu domowym budżetem dobra jest stara i sprawdzona metoda spisywania wszystkich dostępnych środków i koniecznych wydatków. 
Najgorszą rzeczą, jaką możemy zrobić – zarówno dla naszych finansów, jak i samopoczucia – to zapomnieć o noworocznych postanowieniach i poddać się falom kolejnych wydatków. Niezależnie, czy wyznaczyliśmy sobie jakieś cele na ten rok, czy nie, wykorzystajmy pierwsze tygodnie na to, by dokładnie przyjrzeć się budżetowi.
Dobry plan
W pierwszej kolejności weźmy pod lupę najbliższy miesiąc. Spiszmy na kartce lub w komputerze wszystkie środki, jakimi będziemy dysponować: pensja plus inne pewne dochody, a następnie czekające nas opłaty sztywne, takie jak czynsz, rachunki, raty oraz kwoty, które musimy przeznaczyć na życie: żywność, środki czystości, komunikacja, utrzymanie samochodu i inne wydatki, które z pewnością nas nie ominą. W ten sposób zorientujemy się, czy będziemy dysponować nadwyżką – wolną kwotą, którą możemy przeznaczyć na inne cele. Po podsumowaniu najbliższego miesiąca weźmy do ręki kalendarz i spróbujmy podobnie przeanalizować – miesiąc po miesiącu – cały rok. Tak stworzymy całoroczny ramowy plan zawierający projekcję przyszłych wpływów i wydatków – także tych związanych np. z podjęciem nauki przez dziecko, kolejnymi świętami i spodziewanymi wydarzeniami w życiu rodziny, jak komunia święta, chrzest, ślub czy wakacje. Przy planowaniu niewskazany jest nadmierny optymizm – zawsze lepiej pomylić się tak, by potem ewentualnie móc się cieszyć nadwyżką.
Nie wszystko oczywiście da się przewidzieć. Nasz plan zatem będzie zawsze miał charakter jedynie orientacyjny i niewykluczone, że rozmaite okoliczności zmuszą nas do jego skorygowania. Skonstruowanie go pozwoli nam jednak z dystansu spojrzeć na całoroczne finanse.
Ujemny bilans
Stworzenie całorocznej „mapy drogowej" rodzinnych finansów jest stosunkowo proste, a budżet domowy niezagrożony, jeśli z wyliczeń wynika, że możemy liczyć na jakąś nadwyżkę. Co jednak zrobić, gdy bilans jest ujemny i nie ma szans na zwiększenie dochodów?

Oczywiście wiele zależy od skali niezbilansowania. W pierwszej kolejności warto szukać rozwiązań najprostszych (to wcale nie znaczy, że łatwych) i bezkosztowych (ale niekoniecznie bezbolesnych), przede wszystkim polegających na racjonalizacji wydatków. Przyjrzyjmy się dokładnie stałym rachunkom. Może wprowadzenie drobnych korekt w życiu codziennym pozwoli na zmniejszenie opłat? Dzięki np. zmianie sposobu zmywania naczyń, zastąpieniu kąpieli w wannie prysznicem, wyłączaniu nieużywanych w danym momencie urządzeń elektrycznych (ładowarki, telewizora) czy dopasowaniu rozmiaru garnków do wielkości palników można zaoszczędzić sporo pieniędzy. A przecież takich prostych i w miarę bezbolesnych sposobów na oszczędzanie jest wiele. Nie zaszkodzi też poszukać innych dostawców niektórych usług – tańszego banku czy operatora telefonii.
Postarajmy się również starannie przyjrzeć naszym zakupom. Chodźmy na nie z uprzednio przygotowaną listą produktów i nabywajmy tylko to, co się na niej znajduje. Unikniemy w ten sposób zakupu rzeczy przypadkowych, przeważnie – jak się później okazuje – zupełnie niepotrzebnych. Nie każdemu oczywiście odpowiada model zakupowy pod hasłem: wpaść, zgarnąć to, co najpotrzebniejsze, i wyjść. Jeśli ktoś lubi zakupy i ceni sobie w nich pewną dozę nieprzewidywalności albo chce od czasu do czasu ulec małym kaprysom, może spróbować zapanować nad swoim temperamentem, ustalając z góry, jeszcze przed wyjściem na sklepowe łowy, nieprzekraczalny, bezpieczny dla domowych finansów limit, kwotę, której nawet w największej gorączce zakupowej nie przekroczy. 
Nie pożyczaj
W sytuacji, gdy budżet domowy wciąż nie chce się dopiąć, wiele osób ulega pokusie skorzystania z oferty pożyczek. To błąd.
Jeśli planujemy większy zakup, a nie mamy poważniejszych problemów finansowych albo nasze kłopoty są tylko przejściowe i mamy pewność, że szybko miną, to skorzystanie z oferty kredytowej będzie miało sens. Kredyt po prostu ułatwia nam wtedy życie – dzięki niemu nie musimy oszczędzać latami, by kupić samochód lub pojechać na wymarzoną wycieczkę.
Polska odpowiedź na kryzys? Oszczędzanie
Jeżeli jednak co miesiąc nie możemy związać końca z końcem, a pożyczka ma nas tylko na chwilę wybawić z trwałych kłopotów, trzymajmy się z dala od tego typu rozwiązań. Kredyt nie zlikwiduje trwale braków, a w kolejnych miesiącach najprawdopodobniej nie będziemy w stanie spłacać rat, co pogłębi nasze problemy finansowe. W efekcie jako osoby, których budżet domowy ma bilans ujemny, a więc jako klienci bez tzw. zdolności kredytowej, będziemy skazani wyłącznie na najdroższe oferty. Za moment radości lub chwilowy oddech finansowy zapłacimy więc wpadnięciem w pętlę zadłużenia, z której bardzo trudno będzie się wydostać.
Jan Wrzesiński

Prześlij komentarz

Obsługiwane przez usługę Blogger.