Szukasz miłości na całe życie? Posłuchaj, co podpowiada ci podświadomość – radzą naukowcy. Ona rzadko się myli.
Gdzie rodzi się miłość? W sercu, oczywiście – odpowiada większość ludzi. Dowodzą tego walentynki. „Zakochani wręczają sobie nawzajem kartki, wisiorki i czekoladki w kształcie serca. Wyznajemy: „Moje serce należy do ciebie". Tylko fanatyczny neurolog mógłby wysłać ukochanej kartkę walentynkową z wizerunkiem mózgu – gąbczastej kuli przypominającej gnijący kalafior. Ale to właśnie w mózgu, a nie w sercu, rezydują nasze uczucia" – pisze Leil Lowndes, specjalistka w dziedzinie komunikacji, w książce „Chemia miłości".
W jaki sposób mózg kieruje naszymi decyzjami? Co sprawia, że ludzie dobierają się w pary? Co decyduje o tym, że jedne związki trwają całe życie, a inne rozpadają się po kilku miesiącach, choć wszyscy przekonywali, że są na zabój zakochani? Takie pytania od dawna stawiali sobie naukowcy, ale dopiero teraz udaje im się odsłaniać tajemnice miłości.
Co nam w mózgu gra
Na razie ustalili, że „miłość zamieszkuje tam, gdzie wszystkie uczucia, czyli w obszarze mózgu nazywanym układem limbicznym" – pisze Lowdes. A najbardziej podatna na emocje jest jego część zwana ciałem migdałowatym, które „w miłości potrafi być zwariowane i postępować zupełnie nieracjonalnie" – dodaje. Na straży miłosnych szaleństw stoi co prawda kora przedczołowa, która skrupulatnie analizuje wszystkie informacje docierające z układu limbicznego i stara się ocenić, czy aktualny partner jest dla danej osoby odpowiedni, ale większość świeżo zakochanych wcale nie słucha tych sygnałów. Jak zatem pracuje mózg, gdy na naszej drodze pojawia się atrakcyjna kobieta lub przystojny mężczyzna? Informacje o frapującym partnerze płyną od wszystkich zmysłów – przede wszystkim wzroku, słuchu, powonienia – do znajdującego się w mózgu układu limbicznego, który jest powiązany z emocjami. Mogą być tam dostarczane dwiema drogami – dłuższą albo krótszą.

W pierwszym przypadku obraz osoby, która nas pociąga, najpierw trafia do racjonalnej kory przedczołowej, gdzie podlega ocenie, a dopiero na końcu do układu emocjonalnego. Wtedy najpierw myślimy, potem czujemy, a na koniec działamy. Możemy więc świadomie podjąć decyzję. Sygnały ze zmysłów mogą jednak wybrać krótszą drogę – pominąć obszary odpowiedzialne za rozumowanie i popłynąć wprost do układu limbicznego. Decyzje podejmuje za nas wtedy intuicja. Która droga jest lepsza, trudno jednoznacznie odpowiedzieć.
Na podstawie badań na zwierzętach wydaje się, że dla zdrowia przyszłego potomstwa należałoby raczej zawierzyć podświadomości. Naukowcy z Instytutu Etologii Konrada Lorenza w Wiedniu wykazali właśnie, że samice myszy precyzyjnie dobierają sobie partnerów seksualnych, a nie decydują się na przypadkowy związek. Kierują się przy tym intuicyjną troską o zdrowie przyszłego potomstwa. Uczeni podzielili gryzonie na dwie grupy. W pierwszej samice mogły same dobierać sobie partnera, a w drugiej grupie uczeni przydzielali im samca. Wydawało się, że małe, które przyszły na świat, niczym się od siebie nie różnią. Dopiero gdy zwierzęta zakażono groźną dla nich bakterią, okazało się, że ich układ odpornościowy pracuje inaczej. Myszy, które pochodziły z naturalnie dobranych par, zdecydowanie lepiej poradziły sobie z infekcją niż gryzonie z drugiej grupy, w której związki zaaranżowali uczeni. Więcej zwierzątek z pierwszej grupy przeżyło, a choroba nie pozostawiła trwałych śladów w ich organizmach.
Tajemnicze geny
Na razie naukowcy nie potrafią wyjaśnić, czym kierowały się myszy przy wyborze przyszłego ojca dla swych dzieci. Przypuszczają, że decydującą rolę odgrywa specyficzny zapach, który wydziela każde zwierzę. W ubiegłym roku naukowcy z Uniwersytetu Eberharda Karola w Tybindze oraz Uniwersytetu Kraju Saary w Niemczech wykazali, że myszy są w stanie na podstawie zapachu wyczuć określone białka kodowane w genach tworzących główny układ zgodności tkankowej (ang. major histocompatibility complex ­ MHC). Jest to grupa białek, która pełni niezwykle istotną funkcję w układzie odpornościowym. Informuje odpowiednie komórki tego układu o pojawieniu się w organizmie groźnych mikrobów. Im więcej różnorodnych białek MHC ma dane zwierzę, tym więcej chorobotwórczych bakterii, grzybów czy wirusów może wykryć jego organizm, czyli – mówiąc krótko – tym bardziej jest skuteczny w walce z chorobami. Uczeni przekonują, że podobny mechanizm rządzi ludźmi. Kobiety również na ojca swych dzieci szukają podświadomie mężczyzny wyposażonego w zdrowe geny. Intuicyjnie wybierają tego mężczyznę, którego geny istotnie różnią się od ich genów. U ludzi, podobnie jak u zwierząt, kluczową rolę przy wyborze odgrywają geny kodujące białka MHC. A im większa jest ich różnorodność, tym lepiej dla potomstwa. Tym mniejsze ryzyko, że urodzi się ono obciążone wadami genetycznymi.
Wywąchać partnera
Teorię tę potwierdził słynny test brudnego podkoszulka. Najpierw rozdano mężczyznom takie same podkoszulki i poproszono ich, by przez cały dzień w nich chodzili. Potem poproszono kobiety, by wybrały ten podkoszulek, który ich zdaniem należy do najbardziej atrakcyjnego mężczyzny. Panie mogły się więc kierować wyłącznie zapachem. Po dokonaniu wyboru naukowcy przeanalizowali geny tak dobranych par i ustalili, że kobiety bezbłędnie wybrały mężczyzn, którzy mieli inne niż one geny zgodności tkankowej. Wybrały więc tych panów, którzy z punktu widzenia biologii byli najlepszymi kandydatami na ojców ich dzieci. System działał bez zarzutu, dopóki panie nie stosowały pigułek antykoncepcyjnych. W kolejnym badaniu wykazano bowiem, że tabletki najwyraźniej zaburzają odbieranie zapachów. Stosujące je kobiety nie potrafiły bezbłędnie wyczuć mężczyzny wyposażonego w odmienny zestaw białek MHC. – To może się odbić nie tylko na zdrowiu przyszłego potomstwa, ale też wpłynąć na przyszłość związku ­ mówiła dla popularnonaukowego tygodnika „NewScientist" dr Christine Garver­ Apgar, psycholog z Uniwersytetu Stanu Nowy Meksyk. Uczona wykazała bowiem, że im większa różnorodność genów, tym większa szansa, że para stworzy trwały związek. Im więcej podobieństw w białkach MHC u partnerów, tym większe prawdopodobieństwo zdrady. Co ciekawe, na niewierność decydowały się najczęściej kobiety i to zazwyczaj w dni płodne. Zupełnie jakby podświadomość dawała im subtelne znaki, że najlepszy dla nich mężczyzna to ten, który przekaże dobre geny ich dzieciom. Czyżby to więc natura dokonywała za nas wyboru?
Dorota Romanowska

Prześlij komentarz

Obsługiwane przez usługę Blogger.