Zastanawialiście się kiedyś, dlaczego filmy katastroficzne przeważnie są szare, horrory niebieskie, a science fiction zielone? To bardzo świadomy zabieg ich twórców.
 
Koło kolorów Munsella, narysowane przez Johanna Wolfganga Goethego: od apatii przez pobudzenie ku radości.


No dobra, nikt się zwykle świadomie nie zastanawia, jakie uczucia wzbudzają w nas kolory, a jednak twórcy filmów wydają niemałe pieniądze na korektę barw. W fachowych tekstach o tworzeniu filmów znajdziemy zaś setki rad, jak tworzyć nastrój z użyciem barwy oraz jakie emocje wywoła w widzu dany kolor.

Wiedza ta stosowana jest przez wszystkich twórców sztuk wizualnych - od projektantów okładek pism (podobno zielony kolor nie sprzedaje gazety), przez reżyserów filmowych, aż po osoby odpowiedzialne za kreowanie wizerunku polityków.

Ciekawi mogą na przykład prześledzić spoty telewizyjne tworzone przez sztab Baracka Obamy, który konkurował w wyborach z Mittem Romneyem. Obama przedstawiany był w ciepłej, żółtej scenografii, podczas gdy Romney niemal zawsze na zimnym, niebieskim tle. Jaka stoi za tym logika?

Otóż taka, że zdaniem speców od emocji kolor niebieski wprowadza dystans i chłód (może dlatego, że taką barwę ma odległe niebo czy dalekie szczyty gór). Żółty natomiast zdaniem psychologów odbierany jest jako czysty, ciepły, przyjacielski.

Unika się agresywnych czerwieni: kojarzą się z intensywnymi uczuciami - może to być miłość i pożądanie, może też jednak agresja i przemoc. Czerwony przyspiesza akcję serca (to w końcu niepokojący kolor krwi, zwiastujący niebezpieczeństwo). Ale psychologowie twierdzą też, że czerwony pobudza apetyt - może dlatego, że na drodze ewolucji nauczyliśmy się, iż taki kolor noszą zwykle dojrzałe owoce.

Nie wiadomo, co o ewolucji wiedzieli twórcy logo fastfoodowych sieciówek - ale wiele z nich używa właśnie tej barwy często w połączeniu z żółtym. Dlaczego? Bo najpierw chcą ludziom uświadomić, że są oni głodni. A potem, że zjedzą szybko.

Czerwony w filmie to z kolei często kolor pasji - przepojone nim są sceny filmów, w których bohaterami miotają głębokie uczucia. Pojawia się w komediach romantycznych i romansach.

I choć dziś nauka o kolorach to domena fizyków, psychologów i neurobiologów, to mało kto wie, że podwaliny pod nią położył mało się z nauką kojarzący romantyczny niemiecki poeta Johann Wolfgang Goethe. W 1810 roku opublikował pracę pt. "Nauka o kolorze". Do rozważań na temat psychologii barwy popchnęły go obserwacje cieni na białym śniegu. Skończyło się zaś na tym, że Goethe podjął dyskusję z Isaakiem Newtonem.

Newton uważał, że światło da się rozmontować na elementy składowe. Można to zrobić za pomocą pryzmatu, który ujawni złożoną naturę światła. Goethe uważał natomiast, że światło jest homogeniczne, kolorem prymarnym jest biel, a w naturze występują tylko dwa czyste kolory, od których pochodzą pozostałe. Te dwa to niebieski i żółty.

Poeta (który notabene - inaczej niż potomni - bardziej cenił swoją twórczość naukową od artystycznej) jako pierwszy zwrócił uwagę na psychofizyczny charakter koloru. Podejrzewał, że barwa jest tylko "ulotnym działaniem i kontrdziałaniem samego oka", a nie obiektywną cechą światła. Podobnie zresztą twierdził Newton, którego doświadczenia dowiodły, że barwa nie należy do przedmiotów - wcześniej sądzono, że to właśnie światło ją z nich wydobywa.

Oponenci nie wierzyli: jak to, przecież po zmroku, gdy światła jest mało, wszystkie koty wydają się szare! - twierdzili.

Dlaczego widzimy kolory i że to jednak kwestia naszego wzroku i mózgu, dowiódł w 1956 roku badacz Gunnar Svaetichin.

W siatkówce oka ryby znalazł trzy rodzaje fotoreceptorów (nazywanych czopkami). Są to komórki szczególnie wrażliwe na trzy różne długości fali świetlnej odpowiadające barwom: niebieskiej, zielonej i czerwonej. Kilka lat później badania Svaetichina potwierdzili naukowcy z Johns Hopkins University, studiując siatkówkę oka małp, i zaraz potem biolodzy z Harvard University opisali fotoreceptory w oku człowieka.

No dobrze, ale co z tymi emocjami? Zaraz, zaraz - emocje mają tu sporo do powiedzenia, bo sprawa jest dużo bardziej skomplikowana niż tylko automatyczne rejestrowanie barwy przez kamerę, jaką jest oko. Bodźce, które ono odbiera, odpowiadające określonej długości fali świetlnej, przetwarzane są na impuls elektryczny i nerwem wzrokowym wędrują do mózgu. Tu dopiero, w korze wzrokowej, składane są doznania zmysłowe - mniej więcej wspólne dla wszystkich ludzi.

Mniej więcej, bo - jak się okazuje - na percepcję barwy wywierają wpływ płeć, kultura, w jakiej się wychowujemy, otoczenie, w jakim wzrastamy, język, jakim się posługujemy, no i stan emocjonalny. Jednym słowem - widzenie barw to dość subiektywne doznanie.

Dlaczego płeć? Naukowcy dywagują, że może dlatego, że to kobiety częściej niż mężczyźni zajmowały się zbieraniem owoców i warzyw. Panowie myśliwi podobno lepiej za to rejestrują ruch. Czy to prawda, czy nie - nie wiadomo, faktem jest, że to niektóre panie mają nie trzy, ale aż cztery czopki pozwalające im dużo dokładniej różnicować odcienie między zielonym a niebieskim. I to mężczyźni cierpią na genetycznie uwarunkowaną ślepotę barw, czyli daltonizm.

A co z emocjami? Całkiem niedawno w czasopiśmie "Psychological Science" ukazała się praca dowodząca, że uczucie smutku wpływa na postrzeganie kolorów. Zwłaszcza zaś zaburza rozpoznanie barw leżących na osi żółty - niebieski.

Naukowcy z University of Rochester (USA) wykazali, że osoby odczuwające smutek gorzej radzą sobie z rozpoznawaniem odcieni żółtego i niebieskiego niż badani przebywający w neutralnym lub pogodnym nastroju. "Wyniki naszego badania sugerują, że emocje i nastrój mogą wpływać na sposób, w jaki postrzegamy świat" - mówi koordynator badania Christopher Thorstenson.

Dlaczego jednak tak się dzieje? Inne badania pokazują związek między postrzeganiem barw na osi żółty - niebieski z poziomem neuroprzekaźnika, dopaminy w mózgu. Wiadomo też, że poziom dopaminy spada u ludzi z depresją i pogrążonych w smutku. Może dlatego w percepcji takich osób świat szarzeje, a określenie "czarna rozpacz" przestaje być jedynie metaforą.

No to teraz znów wróćmy do tego, jak przekaz wizualny manipuluje naszymi emocjami z użyciem barw. Popatrzmy na to analitycznie: dlaczego filmy przedstawiające obce, dalekie światy są często szare? Czemu James Bond (ten z Craigiem) skąpany jest w kolorach ochry i pomarańczu, a komedie romantyczne biją po oczach wysyceniem kolorów niespotykanym w rzeczywistości?

Czy robi to na nas wrażenie? Ano robi. Naukowcy nie umieją jednak rozstrzygnąć, czy dlatego, że jesteśmy w sposób biologiczny uwarunkowani na barwę - to w końcu czyjś niezdrowy kolor pomagał nam chronić się przed chorobą i zepsuciem - czy też dlatego, że kiedyś ktoś użył jakiejś barwy - ona zyskała kulturowo skojarzenie z jakąś emocją i teraz już działa to na nas jak dzwonek na psy Pawłowa.

Bo że kultura ma tu głos, można prześledzić choćby na przykładzie kolorów niebieskiego i różowego. Myślicie, że landrynkowy róż zawsze kojarzony był z infantylną dziewczynkowatością?

Genderyzacja koloru nastąpiła dopiero po II wojnie światowej. Była przy tym na początku dość niestabilna - różowy jako odcień żywego czerwonego przypisywano raczej chłopcom, jasnoniebieski - jako delikatniejszy - był dziewczęcy. Do tego w kulturze chrześcijańskiej róż był kolorem chrystusowym, błękit zaś maryjnym.

Co sprawia, że zabawki i ubranka dla dziewczynek są różowe, a dla chłopców niebieskie?

O tym, że trend zaczął się odwracać, mówi określenie, które pojawiło się w latach 70. XX w. anglosaskim świecie: "różowe kołnierzyki". Spopularyzowane przez pisarkę Louise Kappe Howe oznaczało kiepsko płatne i mało prestiżowe (w odróżnieniu od białych kołnierzyków) zawody sfeminizowane: sekretarki, nauczycielki, pielęgniarki. I tak różowy zaczął się przyklejać do dziewczyn. Dziś w naszej głowie nie ma innego skojarzenia.

Podobnie jak na dużym ekranie: róże nie są traktowane poważnie, a chłodne niebieskie barwy rezerwują filmy grozy. Że wyzwala to w nas natychmiastowe skojarzenie? Może to tylko kwestia kultury. W końcu w Japonii to biały, a nie czarny jest kolorem śmierci. Dlaczego?

Nie mam zielonego pojęcia.
 
http://wyborcza.pl/1,145452,19234380,sterowanie-emocjami-jak-manipuluja-nami-kolory.html

Prześlij komentarz

Obsługiwane przez usługę Blogger.