Grała na ulicy i w marnych kabaretach, ale gdy nagrała już płytę Europa znów zatęskniła za Paryżem. W listopadzie ZAZ zaśpiewa na trzech koncertach w Polsce.


 źródło: Materiał prasowe
NEWSWEEK: Zanim jednak zaczęłaś odnosić duże sukcesy, różnie się w twoim życiu układało.
ZAZ: Cały czas czegoś szukam. Wyjechałam z rodzinnego miasta do Paryża i zaczęłam pracować w kabaretach. Nie bardzo to lubiłam, ale musiałam jakoś zarabiać. Potem zdarzało się, że wcale nie miałam pracy. Wówczas po prostu śpiewałam na ulicy. Bywało, że występowałam w dziwnych knajpach i klubach za marne grosze. Wszystko zmieniło się gdy producent i kompozytor Kerredin Soltani napisał dla mnie piosenkę „Je veux”...
NEWSWEEK: Jedak nim stałaś się piosenkarką porównywaną do legendarnej Edith Piaff minęło trochę czasu. Jak zaczęła się twoja przygoda z muzyką?
ZAZ: Od konserwatorium. Rodzice chcieli, bym miała klasyczne wykształcenie muzyczne. Najpierw się buntowałam, a dziś... Faktycznie, konserwatorium dało mi techniczną wiedzę o śpiewie i graniu. Drugi fakt jest taki, że... nudziłam się tam okropnie (śmiech).
W moim życiu nie było momentu, w którym powiedziałam sobie: „OK, od teraz będę piosenkarką”. Śpiewałam od zawsze, kiedy tylko mogłam. Chyba troszkę zamęczałam tym śpiewem znajomych. W końcu ktoś najbardziej znużony tymi moimi popisami powiedział, że skoro już muszę ciągle śpiewać, to może lepiej byłoby gdzieś na scenie... Pomyślałam: ma rację. Swój pierwszy zespół założyłam, kiedy miałam 20 lat.
NEWSWEEK: Twoje piosenki są bardzo emocjonalne. Nawet jeśli ktoś nie zna francuskiego, z łatwością trafiają do niego uczucia, które przekazujesz.
ZAZ: Fajnie to słyszeć. W życiu szybko zdałam sobie sprawę, że uczucia są ważniejsze niż pieniądze. Lubię czynić dobro. Czytam dużo książek na temat naturalnych metod leczenia, fascynuje mnie energia człowieka i możliwości oddziaływania na innych. Ta lektura pozwala mi poznawać siebie, otwierać się na innych. Chcę się dowiedzieć, co mogę wnieść do życia innych ludzi, choćby przez muzykę, bo chyba o to chodzi w sztuce.
NEWSWEEK: Skąd pomysł na pseudonim ZAZ?
ZAZ: Wymyśliłam go, bo chciałam oddzielić życie codzienne od scenicznego. Na imię mam Isabelle, a pseudonim traktuję trochę symbolicznie. Jest to ostatnia, pierwsza i znów ostatnia litera alfabetu. Trochę jak alfa i omega – coś obumiera i rodzi się na nowo. Wieczne odradzanie się.
NEWSWEEK: Czemu służy projekt Zazimut?
ZAZ: To pomysł, który ma pobudzać innych do działania. Ze współpracownikami chcemy na przykład zorganizować festiwal, któremu towarzyszyłyby warsztaty edukacyjne. Mogę powiedzieć, że trochę pogniewałam się na system kształcenia – mi szkoła muzyczna absolutnie nie dała tego, co powinna. Na własnym przykładzie wiem, co sprawiło, że mogłam się rozwijać. I chciałabym zrobić coś dla takich dzieci jak ja.
Źródło: Materiał prasowy
NEWSWEEK: Jak komponujesz? W studiu, na żywo, w domu?
ZAZ: Nie ma reguł. Czasem komponuję z przyjaciółmi, czasem sama. Kiedy mocno i intensywnie coś przeżywam, mam ochotę to wyrazić. Na przykład po wejściu i zaśpiewaniu na Mont Blanc miałam w sobie tyle wrażeń, że musiałam przelać je na papier.
NEWSWEEK: Gdzie jest Twój dom? Dokąd wracasz pomiędzy koncertami?
ZAZ: Tak naprawdę nie mam jeszcze swojego miejsca. Marzę o domu w Pirenejach, bo kocham góry. Myślę, że końcówkę życia spędzę właśnie w górach.
NEWSWEEK: Grałaś jazz blues, rap, latino. Wygląda na to, że dobrze się czujesz w każdym stylu.
ZAZ: Dopóki czuję, że się bawię, to każdy styl mi odpowiada. Zespół, z którym grałam rap, to moi przyjaciele. Świetnie się nam razem tworzy. Bawimy się znakomicie, a przy tym powstaje coś nowego.
NEWSWEEK: Trzecia studyjna płyta „Paris”, na której są nowe aranżacje słynnych francuskich piosenek, powstała we współpracy z Quincy Jonesem. Jak ci się z nim pracowało?
ZAZ: Nikt z mojego otoczenia nie wierzył, że do tego dojdzie. Kiedy Quincy Jones się zgodził, wszyscy przecierali oczy ze zdumienia. Pracowało mi się z nim znakomicie. Bawiliśmy się przy tym jak dzieci.
NEWSWEEK: Nagrywałaś też duety z Charlesem Aznavourem czy Nicole „Nikki” Yanofsky. Co daje współpraca z innymi muzykami?
ZAZ: Uwielbiam grać z innymi muzykami! To jest niesamowicie pozytywna wymiana energii. Jednak śpiewanie z kimś w duecie nie jest łatwe. Trzeba mieć w sobie chęć obdarowywania innych własnymi emocjami. Ale miło jest dawać.
NEWSWEEK: W połowie października wszedł do kin film zatytułowany „Sur la route”. Skąd pomysł na to, żeby nagrać trasę koncertową? Czy myślisz o tym, żeby zająć się też aktorstwem?
ZAZ: Bardzo by mi się to podobało. Wcielanie się w różne postacie to coś, co pobudza moją wyobraźnię. Oczywiście, nie jestem zawodowcem i musiałabym się wiele nauczyć. Ale lubię konfrontować się z czymś, czego nie znam. Lubię przekraczać kolejne granice swoich możliwości. A wracając do filmu „Sur la route”. Powstał ponieważ wielokrotnie we Francji zdarzało mi się usłyszeć: „podobno śpiewałaś za granicą”. Ludzie w moim własnym kraju nie wiedzą jak jestem odbierana gdzie indziej. Chciałam im to pokazać. Chciałam też – tak zupełnie dla siebie – zachować atmosferę tych koncertów.
Źródło: Materiał prasowy
NEWSWEEK: Czy masz szansę poznać kraje, w których koncertujesz? Jak odbierasz Polskę?
ZAZ: Tak, oczywiście. Zawsze staram się poznać kraj, w którym występuję. Czasem jest to niestety bardzo trudne, bo w trasie jest niewiele czasu na odpoczynek. Ale udało mi się poznać polską kuchnię, co mnie bardzo cieszy.
NEWSWEEK: Jaką oceniasz koncerty w Polsce? Czy różnią się czymś od występów w innych krajach?
ZAZ: Mam wyłącznie pozytywne wrażenia. Cieszę się, że polska publiczność czeka na mnie i moją muzykę. Cieszę się, że to, co robię, jest dla niej ważne. Polacy są pełni uczuć, emocji. W ogóle w krajach Europy Wschodniej odnajduję dużo wrażliwości i romantyzmu – jest to bardzo ładne. Uważacie, że Francja uosabia piękno i uczuciowość, a tymczasem mam wrażenie, że macie tego więcej niż my. I to mnie w was wzrusza i rozczula.
NEWSWEEK: Czy podczas twoich listopadowych koncertów w Polsce usłyszymy nowe utwory?
ZAZ: Nie będą to piosenki nowe, ale pojawią się nowe brzmienia – pop rock i electro. Może będzie to trochę zaskakujące, ostrzejsze niż wcześniej, lecz to też leży w mojej naturze i teraz chcę wyrazić siebie w taki sposób. Nie wiem, czy ludzie będą z tego zadowoleni. Oczywiście będzie też swing manouche i delikatniejsze aranżacje. Będzie wszystkiego po trochu.
NEWSWEEK: Czy w takim razie następna płyta też będzie utrzymana w takim duchu?
ZAZ: Nie wiem. Nie chcę się zamykać w żadnej klatce. Mam ochotę robić tyle różnych rzeczy! Jednego jestem pewna – będę tak śpiewać i grać, żeby muzyka dawała mi energię. I żebym mogła tę energię dawać innym.
 http://kultura.newsweek.pl/zaz-nowa-edith-piaff-przyjedzie-do-polski,artykuly,373343,1.html

Prześlij komentarz

Obsługiwane przez usługę Blogger.