Perfekcjonizm jest stresogenny, bo nigdy nie będziemy w stanie osiągnąć tego, co chcemy. Zawsze – we własnej opinii – jesteśmy pod kreską. To źle wpływa na naszą wydajność – mówi Wojciech Eichelberger w rozmowie z Agatą Wiewiórą. 

Skąd się bierze perfekcjonizm, jakie jest jego źródło?


Jest wiele źródeł perfekcjonizmu. Ale pierwotnym źródłem wszystkich innych jego źródeł jest lęk. Dotyczy on najczęściej złudnego przekonania, że posiadamy jakąś wadę, niedoskonałość, że jesteśmy nieczyści, grzeszni itp. Innym pierwotnym lękiem, który próbujemy zagłuszyć perfekcjonizmem jest lęk przed przemijaniem i rozpadem, czyli przed entropią świata form. Wtedy nie jesteśmy w stanie przyjąć do wiadomości, że entropia jest zarazem procesem powstawania nowych form, że rozpad i kreacja są równoczesne, że na tym polega doskonałość, perfekcyjność życia. Podejmujemy więc z góry skazaną na klęskę walkę z entropią. Sami będąc życiem usiłujemy kontrolować życie. Utrwalamy i cyzelujemy wszystko wokół nas – także własne ciała – i wszystko co wychodzi spod naszej ręki.

Podczas wykładu na Kongresie Kadry mówił Pan, że perfekcjonizm wynosimy też z domu. Podał Pan przykład, że zaczyna się np. od szkoły: dziecko dostało 5, a rodzic zamiast chwalić, pyta, ile osób w klasie też dostało 5. W ten sposób rodzice wciąż podnoszą dzieciom poprzeczkę, oczekują coraz więcej…

Perfekcjonizm – podobnie jak inne nasze cechy i ograniczenia – wynosimy z naszych wczesnych doświadczeń. Opisana wyżej sytuacja rodzi perfekcjonizm pierwszego typu: skoro rodzice są ze mnie stale niezadowoleni, to pewnie jest ze mną coś nie tak. Więc by zasłużyć na ich aprobatę muszę być perfekcyjny, najlepszy we wszystkimi co robię. Ale jest jeszcze jedno tło, które może nas skłaniać do perfekcjonizmu. To wzrastanie w środowisku aksjologicznego i emocjonalnego chaosu. Rodząca się z takiego doświadczenia ogromna potrzeba porządku, harmonii i czystości może skutkować tendencją do perfekcjonizmu np. w nieustannym sprzątaniu, porządkowaniu i dekorowaniu własnego domu, w porządkowaniu biurka, szuflad i komputera itp.
Wojciech Eichelberger nf.pl
W ogóle jest sposób, abyśmy uniknęli perfekcjonizmu?
Oczywiście, że tak. Na szczęście nie wszyscy ludzie są perfekcjonistami. Co prawda wielu z nich dąży do jakiś łagodniejszych form perfekcjonizmu. Skłania nas do tego przekaz medialny i reklamowy. Marketing lubi mobilizować i angażować w osiąganie celów sprzedażowych powszechną potrzebę bycia lepszym – co jest łagodną formą perfekcjonizmu: „Jeśli chcesz być lepszy/bardziej perfekcyjny, to musisz sobie kupić to i to”. „Jeśli chcesz mieć perfekcyjne ciało to bierz nasze suplementy”.

Czy to nie jest tak, że w dzisiejszym świecie największa „nagonka” na bycie perfekcyjnym jest nakierowana na kobiety? Mamy program „Perfekcyjna Pani Domu”, wybory miss, w reklamach występują piękne modelki o wspaniałych figurach i kobieta wtedy „głupieje”. Tak, jak mówił Pan na swoim wykładzie, muszę być perfekcyjna już od rana – mieć piękny makijaż, fryzurę, zrobić wspaniałe śniadanie, punktualnie dotrzeć do pracy, być kreatywną itd.

To prawda. Bo kobiety są bardziej podatne na zarażenie się perfekcjonizmem. W transpokoleniowym doświadczeniu kobiet zapisane jest przeświadczenie o byciu gorszym od mężczyzn podgatunkiem. Zawsze były w podrzędnej pozycji, więc musiały być dwa razy lepsze od mężczyzn by w męskim świecie mieć jakiekolwiek szanse. Teraz kobiety słusznie aspirują do tego, aby mieć równoważne z mężczyznami szanse zawodowe i społeczne. Ale odziedziczona tendencja do perfekcjonizmu ciągle w nich działa, a rynek ją bezlitośnie wykorzystuje.
Podczas wykładu poruszył Pan również wątek wszechogarniającego stresu, który towarzyszy perfekcjonizmowi. Czy są jakieś sposoby, żeby radzić sobie ze stresem związanym z perfekcjonizmem, który nas wyniszcza?
Najpierw trzeba coś zrobić z perfekcjonizmem, bo inaczej nie ruszymy z miejsca ze stresem. Na perfekcjonizm nie łatwo jest znaleźć lekarstwo. Często trzeba głęboko sięgnąć do prawdziwej przyczyny. Bez tego, jakiekolwiek narzędzie terapii dalibyśmy perfekcjoniście do ręki, to zamęczy się i zniechęci perfekcyjnie je używając. Na przykład: Przychodzi do mnie perfekcjonista i mówi, że ma problemy z zarządzaniem emocjami i stresem. Proponuję więc jakieś ćwiczenia relaksacyjno-koncentrujące. Potem okazuje się, że bardzo szybko zrezygnował z ćwiczeń w domu, bo strasznie się męczył i stresował chcąc wykonać je perfekcyjnie. A perfekcyjny stosunek do uspokajania się nie pozwala się uspokoić. Żeby się uspokoić i odprężyć trzeba odpuścić kontrolę. Ale kontroli też nie da się odpuścić perfekcyjnie. Dlatego spragniony wypoczynku perfekcjonista nie wypocznie na urlopie – bo będzie realizował scenariusz perfekcyjnego urlopu. A każde zakłócenie w tym scenariuszu – np. gorsza pogoda – stanie się przyczyną jego udręki.
Wojciech Eichelberger nf.pl
Wojciech Eichelberger
Psycholog, psychoterapeuta, trener. Współtwórca IPSI (Instytut Psychoimmunologii). W swoich projektach szkoleniowych i terapeutycznych odwołuje się do koncepcji terapii integralnej, która oprócz psychiki bierze pod uwagę ciało, energię i duchowość człowieka. Autor wielu popularnych książek z pogranicza psychologii, antropologii i duchowości (m.in.: „Pomóż sobie daj światu odetchnąć”, „Kobieta bez winy i wstydu”, „Zdradzony przez ojca”, „Alchemia Alchemika”, „Życie w micie”). Publikuje m.in. w „Gazecie Wyborczej”, „Zwierciadle”, „Charakterach”, „Wysokich Obcasach”, „Newsweek’u ”.

 http://nf.pl/manager/i-tak-nie-osiagniesz-tego-co-chcesz-czyli-przeklenstwa-perfekcjonizmu,,51905,1

Prześlij komentarz

Obsługiwane przez usługę Blogger.