Ile razy przyszło ci doświadczać tego uczucia? Wstyd, pretensje, rozczarowanie, ale też gniew - to cały repertuar emocji, które możesz odczuwać w obliczu niepowodzeń. Naukowcy dowodzą, że gorycz spowodowana porażkami nie tylko psuje nam nastrój, ale może również odcisnąć się na naszym zdrowiu fizycznym. Jak uniknąć negatywnych konsekwencji?
 
Błędy są naturalną częścią naszego życia. Niepowodzenia uczą pokory, pokazują, nad czym jeszcze musimy pracować. W czym tkwi problem? Psycholodzy zgodnie uważają, że nie w tym, co się faktycznie wydarzyło, a w emocjach, których możemy doświadczyć przy okazji niespełnienia oczekiwań, swoich lub cudzych. Co czujemy, gdy robimy gafę, tam gdzie wydaje się, że nigdy nie powinna się zdarzyć? Dużej części z nas towarzyszy wtedy gorycz - twierdzą naukowcy z Concordia University. Co się kryje za tym pojęciem? W odróżnieniu od żalu, który objawia się obwinianiem siebie za niepowodzenia, gorycz skutkuje również gniewem, zrzucaniem winy na czynniki zewnętrzne, oskarżaniem innych- informują kanadyjscy eksperci. Gorzkie odczucia mogą działać na nasze zdrowie jak trucizna.

Gorycz niszczy zdrowie

Naukowcy z Concordia University dowodzą, że istnieje związek między goryczą odczuwaną w wyniku porażki, a jakością życia i zdrowiem fizycznym - informuje serwis EurekAlert. Co to oznacza?

- Ciągłe zgorzknienie, gniew i wrogość, jeśli są wystarczająco silne, mogą negatywnie wpłynąć na zdrowie fizyczne - mówi Carsten Wrosch, profesor z Wydziału Psychologii Concordia University i członek Centre for Research in Human Development. Co konkretnie może ucierpieć?

Jeśli odczuwasz gorycz przez dłuższy czas, może się pogorszyć twój metabolizm, odporność, funkcjonowanie organów, zwiększa się podatność na choroby - ostrzegają badacze. Brzmi mało optymistycznie. Czy jesteśmy skazani na powyższe następstwa? Niekoniecznie. Porażek nie da się co prawda wyeliminować, ale niszczące emocje owszem.

Porażka i co dalej?

Jeśli po porażce spróbujemy znaleźć inny sposób osiągnięcia celów, możemy uniknąć doświadczenia goryczy - twierdzi Wrosch i jego współpracownicy. Nadmierna koncentracja na problemie, złości i rozczarowaniu może stać się problemem samym w sobie. Dlaczego? Działania, które podejmujemy pod ich wpływem, o ile w ogóle jakiekolwiek podejmujemy, są zazwyczaj mało konstruktywne. Warto dać sobie przyzwolenie na ich odczuwanie, ale także podjąć kroki, które przyczynią się do ich zażegnania - twierdzą psycholodzy. Co możemy zrobić?

To, co nierzadko uniemożliwia nam wyjście z trudnej sytuacji, to skupianie się na problemie i braku zasobów do poradzenia sobie z nim - przestrzegają psycholodzy podejścia skoncentrowanego na rozwiązaniach (TSR). Gdy koncentrujemy się na "ciemnych stronach", trudno nam dostrzec potencjał, który drzemie w każdej, nawet tej najgorszej, sytuacji - dodają. Łatwo powiedzieć, ale jak to wprowadzić w życie? Warto najpierw sprecyzować, jakie dokładnie cele chcemy osiągnąć, to ułatwi budowanie planu działań. Następnie gdy już wiemy, do czego dążymy, powinniśmy zastanowić się, jakie cechy i czynniki sytuacyjne mogą nam pomóc w realizacji zamierzeń. Co to oznacza w praktyce?

Zawaliłeś ważny projekt w pracy, przytrafił ci się poważny błąd, teraz czujesz, że inni mają do ciebie pretensję albo oceniają cię w negatywny sposób? To naturalne, że takie myśli powodują dyskomfort. Spróbuj więc je zmienić. Zastanów się, w jaki inny sposób możesz osiągnąć cel, czy są jakieś czynniki, które działają na twoją korzyść. Masz wolny czas do zagospodarowania, bo przesunęły ci się terminy w pracy lub ktoś wyręczy cię w obowiązkach domowych? Świetnie, możesz go wykorzystać. Często naszym zasobem są także cechy charakteru. Jesteś uparty, więc gdy wyznaczysz nowy plan, z pewnością go zrealizujesz, a może zjednujesz sympatię otoczenia i ktoś z chęcią podpowie ci, jak szybko naprawić szkody. Warto szukać. Może się okazać, że możliwości jest więcej niż ci się wydawało, wystarczy tylko zmienić perspektywę.

Nie wyszło? Znajdź alternatywę

Nie jesteś hurraoptymistą, uważasz, że niektórych problemów po prostu nie da się rozwiązać? Czasem nie mamy wpływu na wydarzenia. Co robić, gdy sytuacja wydaje się bez wyjścia? Jeśli nie udaje nam się znaleźć żadnego rozwiązania, powinniśmy porzucić bezowocne wysiłki i zaangażować w coś innego, równie ważnego - twierdzą kanadyjscy naukowcy.

W wielu przypadkach ludzie leczą zranione serca, poświęcając się obowiązkom zawodowym, a gdy nie idzie im w pracy, oddają się życiu rodzinnemu, zapisują się na kursy językowe czy zajęcia sportowe. Takie zabiegi mogą na jakiś czas poratować nastrój i samoocenę. "Nie wyszło mi na danej płaszczyźnie, ale za to jestem cenionym pracownikiem, dobrym rodzicem, dbam o zdrowie lub dokształcam się" - tak zdają się myśleć zwolennicy takiego rozwiązania. Jeśli to ci służy, a nie cierpią na tym inne osoby, rób tego więcej - twierdzą terapeuci TSR.

Proces odrywania się od porażek i angażowania w nowe przedsięwzięcia nazywany jest też autoregulacją (ang. self-regulation). Termin ten odnosi się do naszych możliwości zmiany zachowań, tak żeby były one oparte głównie na własnych wartościach, celach i motywacji, a nie na presji i wymaganiach otoczenia.

Choroba ze zgorzknienia?

Michael Linden z Wolnego Uniwersytetu Berlińskiego w 2003 roku zaproponował, by zgorzknienie zakwalifikować jako chorobę. Nazwał ją "zespołem zgorzknienia pourazowego" (post-traumatic embitterment disorder; PTED). Według niego na to schorzenie cierpi ok. 1-2 proc. populacji. Dzięki uznaniu PTED za chorobę mogliby oni uzyskać właściwą pomoc- twierdzi Linden.

W świecie medycyny i psychologii zdania są podzielone. Wyodrębnianie jednostek chorobowych ma swoje zalety, ale jednocześnie przyczynia się do etykietowania pacjentów, którzy w wielu przypadkach, nie zawsze słusznie, już na zawsze pozostają naznaczeni schorzeniem. Czy zgorzknienie w wyniku doznanej porażki rzeczywiście zostanie uznane za zaburzenie - czas pokaże. Już dziś warto jednak wziąć pod uwagę to, że porażką będzie jedynie fakt, który sami tak zinterpretujemy i nazwiemy. 
 
 

Prześlij komentarz

Obsługiwane przez usługę Blogger.