Poziom szczęścia jest wysoki u 20-latków, by potem spaść na dekady i odbić się dopiero w latach późnej dojrzałości - tak wskazują wyniki ostatnich badań. Kiedy dokładnie następują spadki i wzrosty oraz co za nie odpowiada? I czy możemy zmienić trajektorię krzywej?
Złota dekada - te najbardziej beztroskie lata życia. Kiedy wypadają? Możliwe, że masz je już za sobą. Nigdy później w życiu nie doświadczamy takiego poczucia wolności, beztroski i dreszczy emocji jak w wieku mniej więcej 20 lat - potwierdzają najnowsze badania. Potem czeka nas okres spadkowy: zmartwienia związane z pracą, finansami, dziećmi i dorosłym życiem. I tak przez około 40 lat. Dobra nowina według naukowców: potem będzie lepiej. W wieku 65 lat poziom satysfakcji zaczyna rosnąć, aby osiągnąć punkt kulminacyjny mniej więcej w 80. urodziny. Autorzy ostatniego badania twierdzą, że krzywa szczęścia w trakcie życia człowieka ma kształt litery U: szczęście w młodości, spadek satysfakcji w środkowym okresie życia i jej odzyskanie w latach późnej dojrzałości. Na ile to pocieszająca wiadomość? To pewnie rzecz dyskusyjna.

Dr Ioana Ramia z University of New South Wales w Australii mówi: "Satysfakcja z życia zaczyna spadać po 20. roku życia, aby przez około 40 kolejnych lat utrzymywać poziom minimalny i w wieku średnio 65 lat wzbić się ku górze". Podczas swojego wystąpienia w konferencji "Australian Social Policy Conference" przedstawiła wyniki badań, w których sprawdzono, jak zadowolenie z życia zmienia się wraz z wiekiem. Celem była pomoc przy budowaniu strategii postępowania pozwalających dotrzeć do konkretnych grup wiekowych. Jakie dokładnie wyniki uzyskali badacze?

Dr Ramia wraz z zespołem odkryli, że najwyższego poziomu szczęścia doświadczały osoby pomiędzy 15. a 24. rokiem życia oraz osoby po 75. roku życia. Krzywa szczęścia, zdaniem badaczy, przebiegała według przewidywalnej trajektorii.

Troski związane z finansami, pracą, mieszkaniem - zmory środkowego okresu życia

Naukowcy zastanawiali się, co odpowiada za tak znaczący spadek zadowolenia w środkowym okresie życia. Odkryto silny związek spadku satysfakcji życiowej z problemami finansowymi i zawodowymi, które to w okolicach 20., 25. roku życia zaczynały mieć zasadnicze znaczenie. Ta sytuacja utrzymywała się przez kolejne dekady. Pieniądze i praca - te dwa czynniki, jak się okazało, przyczyniały się najbardziej do obniżenia nastroju. W starszym wieku ich znaczenie malało.

Co ciekawe, zanotowano, że pary deklarowały najwyższy poziom satysfakcji tuż przed narodzeniem ich pierwszego dziecka i powolny jej spadek od jego pierwszego roku życia aż do 6. roku życia, kiedy to dziecko szło do szkoły.

Mieszkanie i jego standard miały mały wpływ na poczucie szczęścia wśród najmłodszej grupy badanych. Dla wszystkich jednak miało znaczenie to, czy mieszkają blisko miejsca pracy, rozrywek czy przyjaciół. Zaobserwowano, że presja związana z miejscem zamieszkania, jego standardem, prestiżem okolicy czy sąsiedztwem rosła w wieku średnim. "W tym czasie poziom szczęścia plasuje się na najniższym poziomie i zaczyna rosnąć jedynie w przypadku, gdy ludzie koncentrują się na innych aspektach życia, jak np. czas wolny" - zaznacza dr Ramia.

Poczucie bezpieczeństwa okazało się ważnym aspektem warunkującym satysfakcję z życia niezależnie od wieku. Zdrowie natomiast odgrywało znaczącą rolę dla poczucia szczęścia pierwszy raz w okolicach 35. roku życia, kiedy to pojawiała się pierwsza świadomość fizycznej zawodności i choroby oraz kolejny raz w późniejszej dorosłości, gdy zdrowie zaczynało szwankować.

Dr Ramia zaznacza, że choć jej badanie rzuciło pewne światło na tematykę szczęścia, to wciąż kwestia skoków i spadków jego poziomu w trakcie życia, pozostaje nie do końca wyjaśniona.

"Poziom szczęścia jest najwyższy w okolicach 80. roku życia, więc jest na co czekać" - pociesza dr Ramia. Czy rzeczywiście trzeba czekać aż tak długo? Co takiego dzieje się z człowiekiem wraz z upływem czasu, co kształtuje szczęście bądź jego brak?

Dojrzałość psychologiczna: szczęście niezależne od okoliczności zewnętrznych

Wymiernikiem dojrzałości psychologicznej człowieka jest swojego rodzaju niezależność emocjonalna od warunków zewnętrznych. Bynajmniej nie chodzi tu o znieczulicę, brak empatii czy emocjonalności, raczej o nieuzależnianie swojego samopoczucia na tyle od tego, co / ile mamy, co robią inni wokół. Dojrzała osoba zdaje sobie sprawę, że nie ma wpływu na zachowanie innych czy zdarzenia losowe. Zdaje sobie jednak sprawę, że ma wpływ na to, jak zareaguje w odpowiedzi na to, co się dzieje. Nie uzależnia już w takiej mierze swojego szczęścia bądź jego braku od zewnętrznych okoliczności. Dzięki temu może być szczęśliwa nawet, gdy "realnie" nie ma ku temu takich powodów, jakich często szukają młodsi: np. nie ma wielkich bogactw, olśniewającej urody, prężnie rozwijającej się kariery w toku czy doskonałego zdrowia itd.

Oczywiście nie wszystkie starsze osoby to osoby szczęśliwe. Sama zmiana związana z przejściem na emeryturę wymaga wykształcenia nowego trybu życia i zaadaptowania się do niego, a także przedefiniowania siebie samego: kim teraz jestem, jaką rolę teraz pełnię itd. Wszystko to może być bardzo obciążające i powodować stres - nawet w przypadku, gdy zmiana ta była wcześniej radośnie wyczekiwana.



Zgodnie z teoriami rozwoju psychospołecznego człowiek w trakcie życia doświadcza kryzysów typowych dla danego etapu życia. Rozwiązanie płynących z nich trudności skutkuje rozwojem dodatkowych cnót i przejściem na kolejny etap. Erik Erikson w opracowanej przez siebie koncepcji zakłada, że ostatnim kryzysem rozwojowym jest pojawiający się w jesieni życia kryzys między integralnością a rozpaczą. Przed każdym z nas stoi wtedy wyzwanie związane z oceną swojego życia. Może pojawiać się wtedy z jednej strony rozgoryczenie, że nie tak to miało wyglądać. Z drugiej, poczucie satysfakcji ze zgromadzonych unikalnych doświadczeń (jakiekolwiek by one nie były).

W wyniku prawidłowo rozwiązanego kryzysu doświadczamy poczucia pełni i sensu, a także zyskujemy mądrość życiową. Pojawia się akceptacja dla swojego istnienia i swojej niepowtarzalności jako jednostki, a także niepowtarzalności swojej drogi życiowej. W wyniku niewłaściwie rozwiązanego kryzysu zaś poczucie bezowocności swojego istnienia, poczucie bezsensu i rozpaczy. Taka osoba nie jest w stanie pogodzić się z przebiegiem swojego życia, ale wie, że nie może go cofnąć. Trudno jej zaakceptować fakt skończoności istnienia. Niepogodzona z życiem, które przeżyła, wykształcają lęk przed śmiercią, która by to życie zakończyła.

Autorka artykułu Małgorzata Skorupa - psycholog, dziennikarka, redaktorka serwisu Zdrowie.gazeta.pl, konsultantka Telefonu Zaufania dla Osób Dorosłych w Kryzysie Emocjonalnym przy Instytucie Psychologii Zdrowia Polskiego Towarzystwa Psychologicznego w Warszawie. Autorka wielu publikacji z zakresu psychologii oraz rozwoju osobistego. 
 

Prześlij komentarz

Obsługiwane przez usługę Blogger.