Odpowiedź może wydawać się dziwna, ale niestety jest prawdziwa. Często brak wiedzy, ale i brak czasu lub chęci, żeby zaplanować pełnowartościowe menu dla rodziny powoduje coraz większe problemy ze zdrowiem i nadwagą w rodzinach. Często dziecko do szkoły zamiast  kanapki, owoców i butelki wody dostaje parę zł, żeby kupiło sobie „coś” w sklepiku szkolnym. Co do tej pory dzieci kupowały w sklepiku szkolnym? Słodkie bułki, chipsy, słodycze, batony i słodkie napoje. Teraz kupują to, po drodze do szkoły i zamiast jednego pączka i puszki coca-coli kupują 4 pączki i litr coca-coli, żeby wystarczyło na cały dzień. Tak wygląda nasza smutna rzeczywistość. Pomimo nakazów sprzedawania w sklepikach szkolnych tylko zdrowej żywności, dzieci i tak kupują słodkie jedzenie tyle, że po drodze do szkoły, bo w szkole już nie ma. Statystyki są jeszcze bardziej przerażające, a mianowicie:
- Pod względem otyłości dzieci, Polska przypomina Afrykę. U nas, jak w krajach Trzeciego Świata, najgrubsze dzieci pochodzą z zamożnych rodzin.
- Podczas kiedy w krajach Zachodu, tuczące jedzenie złej jakości jest tanie, za dużo ważą najubożsi. W Polsce za dużo ważą dzieci z rodzin zamożnych (dochód na osobę 1–1,5 tys. zł lub więcej), z dużych miast, jedynacy, zwłaszcza chłopcy. Problem z utrzymaniem wagi ma 27 % spośród nich.
- Z badań Zakładu Zdrowia Publicznego Centrum Zdrowia Dziecka: 18 % spośród wszystkich polskich dzieci cierpi na nadwagę lub otyłość.
- 50 % dzieci otyłych w wieku 6 lat, wyrasta na otyłych dorosłych, a 70 % otyłych nastolatków będzie otyła w wieku dorosłym. 
- Mimo coraz większej liczby osób otyłych uprzedzenia wobec nich przybierają na sile. 
- Więcej niż połowa nastolatków z otyłością ma depresję. 
- Z analiz Instytutu Żywności i Żywienia: podczas gdy w ostatnich 30 latach liczba dzieci z nadwagą i otyłością w USA zwiększyła się 3 razy, w Warszawie wzrosła 10 razy!. 69 kg przy wzroście 162 cm u 13-latki lub 100 kg przy 170 cm wzrostu u 15-latka – to jeszcze nie są ekstremalne proporcje ciała uczniów stołecznych szkół.
- Z obserwacji Anny Łukaszewskiej, kierownika kliniki rehabilitacji pediatrycznej, od 2011 r. prowadzącej turnusy terapeutyczne dzienne dla dzieci z otyłością: tusza 20 % pacjentów wynika z problemów zdrowotnych. Inne dzieci po prostu źle i za dużo jedzą. Ich kilogramy biorą się, owszem, z niedostatku - miłości, uwagi i czasu rodziców.
- Z badań wrocławskiego wydziału Szkoły Wyższej Psychologii Społecznej: ponad 20% polskich dzieci nie je śniadań codziennie, ale najwyżej trzy razy w tygodniu. Większość każdego dnia wypija około dwóch szklanek coli, fanty lub innego słodkiego płynu i dwa razy dziennie skubie słodkie oraz słone przegryzki. Dorośli prawie zawsze pozwalają im po nie sięgnąć.
- Z wykładu dr Magdaleny Makarewicz-Wujec z Warszawskiego Uniwersytetu Medycznego: jeden obiad w Fast foodzie to przeciętnie 187 kilokalorii  jest to więcej niż domowy posiłek. Systematyczne zastępowanie obiadów zestawami w Mc’Donalds, KFC lub podobnej restauracji daje przyrost 2 kg wagi w ciągu roku. Dzieci, które lubią słodkie picie, pochłaniają dziennie średnio o 200 kilokalorii więcej niż te, które mogą bez niego żyć. A niektóre – tylko na takim piciu – dostarczają swojemu organizmowi nawet tysiąc dodatkowych kilokalorii. 
- Z raportu NIK o lekcjach wychowania fizycznego: w starszych klasach podstawówek na WF nie ćwiczy ok. 18 % uczniów, w gimnazjach i liceach – nawet 30 %. A w szkołach ponad gimnazjalnych aż 18 % uczniów ma długoterminowe zwolnienie od lekarza. Jak kontrolerzy dowiedzieli się od uczniów, unikają oni lekcji WF przede wszystkim dlatego, że zniechęca ich sposób oceny wyników oraz nuda.
- Coraz bardziej powszechna otyłość i brak ruchu spowoduje, że dzisiejsi 10-latkowie będą żyli krócej niż ich rodzice
Doniesienia z badań naukowców dowodzą, że grubych ludzi na świecie jest coraz więcej, a otyłość to problem coraz poważniejszy. Nadwaga powoduje, że ruszamy się coraz mniej, jesteśmy coraz mniej sprawni, coraz mniej zdrowi, a potem produkujemy takie samo potomstwo i błędne koło się zamyka. Otyłości to już nie medialny wymysł, to coraz większy problem realny naszych czasów. To my, dorośli - rodzice,dziadkowie - robimy z naszych dzieci grubasy. I te grubasy, w swoim dorosłym życiu coraz ciężej będą chorować na tzw. choroby cywilizacyjne: otyłość, choroby serca, cukrzycę typu II, nowotwory, choroby układu pokarmowego  i znacznie ciężej będzie im schudnąć. Ktoś zapyta – „co ja takiego robię źle?” Rozejrzyjmy się na ulicy ile maluchów jedzie w wózku i trzyma w pulchnej rączce słodką bułę albo parówę. Często widziałam taki obrazek: dziecko chce wyjść z wózka (żeby pobiegać), ale mama nie pozwala i żeby dziecko siedziało spokojnie dostaje batona, lizaka lub słodką bułę. I potem w tym małym żołądeczku musi się jeszcze zmieścić obiad (oczywiście tyle ile mama uzna, nie tyle ile dziecko potrzebuje). Potem deser i od nowa. Spacer w wózku bez biegania, a zamiast tego  „coś” w coraz grubszą łapkę dla świętego spokoju.
Dzieci powinny jeść regularne posiłki. To nie jest tylko przepis dla odchudzających się dorosłych, to jest recepta dla nas wszystkich, od najmłodszego brzdąca do człowieka w wieku bardzo zaawansowanym. Ważne jest też to, aby spalać energię pozyskaną z jedzenia – to również nie jest recepta tylko dla odchudzających się. Rozłożenie dzieciom posiłków w czasie łączy się też z faktem, że wielu rodziców nie ma świadomości potrzeb energetycznych swojego dziecka - dla kilkuletniego dziecka szklanka soku to  już niemal gotowy posiłek pod względem energetycznym! W 99 % przyczyną nadwagi i otyłości u dzieci jest zła dieta i zły tryb życia - zarówno nadmiar kalorii, jak i brak możliwości ich wykorzystania, czyli wystarczającej ilości ruchu.
Moja koleżanka – dyrektor przedszkola, pedagog z ponad dwudziestoletnim doświadczeniem w pracy z przedszkolakami i ich rodzicami, opowiadała mi, że – często mamusie przychodzą do przedszkola i mówią: „Moje dziecko nie je tego i tego, bo nie lubi. Proszę mu tego nie podawać”. Ale po tym, jak raz dziecko się skrzywiło np. na widok marchewki, brokuła, czy surówki, rodzice nawet nie próbują mu podać tego samego po raz drugi, nawet w innej formie. To w jaki sposób dziecko może dowiedzieć się co lubi, a co nie, skoro my rodzice nie dajemy mu nawet takiej szansy! 
Największy jednak problem stanowią słodycze, czipsy, chrupki, batoniki. Słodycze traktujemy jako nagrodę, jakąś formę rekompensaty i tak też uczymy nasze dzieci. Nie umiemy wytworzyć innych mechanizmów nagradzania się. A można, zamiast kupować batoniki, pojechać na wycieczkę rowerową lub do kina, na spacer, na plac zabaw. To my dorośli powinniśmy uczyć dzieci, że słodycze są takim samym jedzeniem jak każde inne, a nie wyjątkowym rarytasem, który sprawia wyjątkową przyjemność. Wówczas słodycze spowszednieją i nie będą tak atrakcyjne. A jeśli koniecznie chcemy zadowolić dziecko czymś słodkim, to można to zrobić rozsądnie. Zamiast pączka kupmy dziecku lody, najlepiej sorbetowe.
Jeśli jednak już coś musimy podjadać, to niech to będą  warzywa. Przekonanie dziecka do schrupania marchewki zamiast batonika będzie trudne i nie nastąpi z dnia na dzień, ale warto spróbować. A poza tym warto samemu to robić, wówczas jest większa szansa, że dziecko szybciej się przekona do takiej przekąski. Dziecko chce być tak jak mama czy tata i bardzo uważnie nas obserwuje, a więc dla wspólnego dobra i zdrowia - jedzmy warzywa. Można też zachęcać dzieci rozrywkową formą poznania warzyw. Jeśli mamy ogródek, to pozwolić im zasadzić jakieś warzywa albo zaangażować w obieranie warzyw, które też może być zabawą dla wszystkich.
Ale uwaga! Ważne jest takie ustalenie reguł z rodziną i dzieckiem, które są możliwe do przestrzegania dla całej rodziny. Nie można drastycznie zmniejszać liczby kalorii spożywanych przez dzieci, co bywa dopuszczane w dietach dla dorosłych. Dziecko rozwija się, rośnie i potrzebuje materiałów budulcowych.
Czy wiesz, co zjada Twoje dziecko każdego dnia, ile kalorii przyjmuje? Jakie produkty dominują w jego diecie i ile razy dziennie je? Zaburzenia odżywiania u dziecka mogą wystąpić na każdym etapie jego życia, dlatego niezwykle ważne jest kontrolowanie tego co, kiedy i jak często dziecko zjada. Niestety często złe nawyki żywieniowe dzieci zawdzięczają swoim rodzicom. 
Dlatego nawyki żywieniowe dziecka warto kształtować od początku życia. Od około 1 roku życia do wysłania dziecka do przedszkola to czas kiedy największym autorytetem jest mama i tata. W tym czasie dziecko bardzo uważnie obserwuje swoich rodziców, jakie są ich nawyki żywieniowe i nie tylko. Bardzo chętnie uczestniczy we wspólnych posiłkach. Jest to świetna sytuacja, by dziecko dowiedziało się i nauczyło, że posiłek jest to taki czas kiedy cała rodzina spotyka się przy stole, rozmawia, jest to czas budowania więzi, nie tylko jedzenia. 
To właśnie rodzice powinni zachęcać dzieci do ruchu na świeżym powietrzu, a nie tylko narzekać, że za ich czasów to wszystkie dzieci całymi dniami przesiadywały na podwórku. Pokażmy naszym pociechom, jak fajnie jest razem spędzać czas na świeżym powietrzu. Pierwszym krokiem do zmiany złych nawyków rodzinnych może być np. wspólny spacer lub wycieczka rowerowa. Kolejnym, wspólne przygotowywanie i potem jedzenie w miłej atmosferze zdrowego posiłku. Takie działanie może procentować w poprawieniu dalszych relacji rodziców z dziećmi oraz zdrowiu całej rodziny. 
Powodzenia       Ewa Pudłowska
Ewa Pudłowska
Psycholog, terapeuta TSR, pedagog, psychodietetyk, doradca zawodowy
Pracuje w szkole ponad gimnazjalnej jako psycholog szkolny i doradca zawodowy.

Prześlij komentarz

Obsługiwane przez usługę Blogger.