Nie bójmy się realizować własnych marzeń...
Dlaczego jedni ludzie sprawiają wrażenie jakby szli przez życie jak trąba powietrzna – przebojem, a inni czują, że nic im się nie uda i nie mogą ruszyć nawet małych spraw do przodu? Co sprawia, że mamy siłę i odwagę oraz przede wszystkim chęć realizować swoje marzenia?
Często przychodzą do mnie osoby, które nie są zadowolone ze swojego życia. Na co dzień muszą mierzyć się z ciężkimi do zniesienia uczuciami niemocy, bezradności, frustracji. Mają wrażenie, że świat jest wielki, a oni malutcy – jak małe trybiki w wielkim, bezdusznym mechanizmie, który nieubłagalnie kręci się we własnym kierunku, nie pytając ich o zdanie. Tym mechanizmem może być państwo, system demokratyczny, podatkowy, ZUS, opieka medyczna, zakład pracy…
Szczerze powiedziawszy bywają dni, gdy sama też tak się czuję i wyobrażam sobie, że bezradność i frustracja oraz poczucie braku wpływu na cokolwiek są w mniejszym lub większym stopniu, w jakimś momencie ich życia, udziałem wszystkich ludzi. Jednak, o ile dla jednych takie uczucia bywają przejściowe, o tyle dla innych stan bezradności jest chlebem powszednim w takim stopniu, że doświadczają życiowego paraliżu.
Osoby te często skarżą się na własną niemoc, sądzą, że ich życie od nich nie zależy. Efektem jest tkwienie – czasem latami – w niewygodnych i niekorzystnych dla nich układach w pracy lub w relacjach z bliskimi. Ludzie ci trafiają do mnie na przykład z powodu depresji, lęku społecznego lub wypalenia zawodowego.
Gdy opowiadają o swoim życiu, czasami zauważam jak zaczynam im wierzyć, że nic nie da się zrobić, by cokolwiek naprawić. Bezradność bywa zaraźliwa! Upominam się wtedy, że muszę być czujna, a moim zadaniem jest pomóc im w pozbyciu się tej pesymistycznej wiary.
Bojąc się działania, naprawdę boimy się życia. Wydaje się ono nieprzewidywalne, niczego nie można być pewnym. Czujemy strach przed tym, że poczujemy przegrani i bezradni, że okażemy się niezdolni do dokonania ważnych dla nas rzeczy, że życie przeleci nam przez palce. Wreszcie boimy się, że będziemy się bać.
Często rzeczywiście trudno zmienić nieciekawą sytuację życiową na bardziej korzystną i nie wszystko od nas zależy, ale bywa i tak, że w jakiejś mierze my sami jesteśmy twórcami układu, który nam nie pasuje. Punktem zwrotnym w tym poczuciu beznadziei i niemocy może być poszukanie w sobie tej części nas samych, która jest winna zaniechania, która przyczynia się do kształtowania tego życia niepomyślnie dla nas.
Wzięcie odpowiedzialności za te niepożądane działania (lub za brak pożądanych) może być pierwszym krokiem do złapania steru życia we własne ręce. Nawet, jeśli miałoby to wiązać się z odczuciem lęku przed własną odpowiedzialnością, to na pewno zmniejszy poczucie bezradności i frustracji i doda koloru naszej egzystencji.
Wybitna psychiatra Karen Horney, w książce Neurotyczna osobowość naszych czasów, która weszła już do kanonu literatury psychologicznej mówi, że człowiek naturalnie dąży do rozwoju, a jeżeli tego rozwoju nie ma, to znaczy, że coś go blokuje. Zadaniem psychoterapeuty jest pousuwanie spod nóg swojego klienta przeszkód, a zmiana nastąpi samoistnie.
Jestem podobnego zdania – wierzę, iż ludzie chcą żyć pełnią życia i w głębi duszy dobrze wiedzą czego potrzebują, aby osiągnąć szczęście. Przeszkodami na drodze do sukcesu, rozwoju i szczęścia może być niewiara we własne możliwości oraz lęk przed życiem. Aby uzyskać inną perspektywę, można sobie wyobrazić siebie u krańca życia i spróbować ocenić swoje zadowolenie z przeżytych doświadczeń.
Czy myśl o niepodejmowaniu przez całe życie działań mających na celu jego poprawę mogłaby wtedy boleć? Myślę, że tak. Na pewno bardziej niż walka i odniesienie porażki. Zwykle w końcu przychodzi sukces, nawet jeśli jego ceną jest kilka porażek. Na tym zresztą polega smak życia – raz się wygrywa, raz przegrywa, jednak samo granie ma ogromne znaczenie.
Za co się zabrać, żeby przerwać spiralę marazmu i niemocy? Olbrzymią rolę pełnią tu marzenia. Otworzenie się na własne marzenia i zanurzenie w nich całym sobą ma siłę wzbudzania chęci do życia, „zapraszania motylków do brzucha”. Potem już tylko wystarczy zaufać sobie i odważyć się sięgnąć po to, czego chcemy.
Justyna Gmurek-Lewandowska
fot. Dorota Zielińska
Autorka jest psychologiem, psychoterapeutką osób dorosłych i założycielką Pracowni Terapeutycznej STATEK Psychologia w Warszawie, gdzie wraz z zespołem terapeutów oferuje psychoterapię indywidualną, małżeńską oraz konsultacje seksuologiczne i psychiatryczne dla dorosłych i dzieci. Jest mamą 3-letniej dziewczynki i półrocznego chłopca.

Prześlij komentarz

Obsługiwane przez usługę Blogger.