Nie mów tego pierwsza, nie mów tego za często, nie mów tego, póki nie jesteś pewna. Całe życie przestrzega się nas przed „kocham cię”, jakby rzucało zły urok. A przecież jest to fraza, która wszyscy chcemy słyszeć! 

W święta wszyscy mówią "kocham cię", zapominając o przesądach, w które wierzą przez 364 pozostałe dni. W dzieciństwie słyszymy od surowego ojca wyznanie miłości tylko raz, gdy stłuczemy sobie kolano. Potem koleżanki przestrzegają przed wychodzeniem przed szereg z tą całą miłością, bo przecież chłopaki nie chcą się wiązać, a na dźwięk magicznych trzech sylab ulatniają się jak kamfora.
„Kocham cię” słyszymy do znudzenia w filmach, piosenkach i serialach, więc jakimś sposobem uznajemy, że mamy z głowy, a nawet nie warto. Bo spowszechniało, strywializowało się, wyświechtało. Będę się z tym kłócić. Tak jak miłości nie ubywa, gdy się nią dzielimy, tak im więcej razy miłość wyznamy, tym więcej jej we wszechświecie. A jeśli to nikogo nie przekona, może zasada wzajemności do ut des wyda się sprawiedliwa. Mów kocham, żeby je usłyszeć, a potem, mogę się założyć, będzie jak z prezentami - choć miło je otrzymywać, najwspanialej dawać. Oto moje ulubione „kocham cię”, od zmierzchu do świtu.

To pierwsze „kocham cię”
 
To, którego dziewczyna nie może powiedzieć pierwsza, bo chłopak się przestraszy, poczuje zbyt pewnie albo wyśmieje. Wydaje mi się, że świadome swoich uczuć kobiety są atrakcyjne. W młodości z nadmierną lekkością wyznawałam miłość, określając tym mianem każdą fascynację, namiętność i zauroczenie. I pewnie za dużo razy mówiłam „kocham cię”. Nie żałuję. Gdybym nie powiedziała, nie wiedziałabym, co myśli ta druga strona. A gdy wiesz, że spotkałaś na swej drodze tego jedynego, powiecie to w tym samym momencie, może już na pierwszej randce.

„Kocham cię” po przebudzeniu

Bo prawdziwa miłość jest nie tylko wtedy, gdy znosisz sińce pod oczami, zmierzwione włosy, a nawet poranny oddech, ukochanego, ale także wtedy, gdy pierwszą rzeczą, jaką chcesz mu powiedzieć jest nie pretensja, że budzik nie zadzwonił, tylko że każdy dzień jest wart życia, jeśli jest w nim on.

„Kocham cię” przy śniadaniu

Bo mój mąż robi najlepsze jajka na miękko, jajka w toście i jajecznicę! A „kocham cię” wydaje mi się adekwatne w momencie, gdy całkiem ktoś bezinteresownie poświęca mi swój czas. Jeśli „kocham cię” może zastąpić „proszę” i „przepraszam”, powitanie i pożegnanie, to dlaczego nie „dziękuję”?

„Kocham cię” pisane w każdym liście, mailu, SMS-ie

„Kocham cię” to mój ulubiony znak przestankowy. Nie wystarczą mi żadne buziaki ani xoxo na końcu, miłość musi być wszędzie, a może być całą treścią wiadomości. Wbrew pozorom, wyznania czynione często nie stają się automatyczne, bezmyślne i zdawkowe. Mnożą się i nabierają mocy.

„Kocham cię” ze smutku, wdzięczności albo złości

Ślubujemy, że nie opuścimy się w zdrowiu i w chorobie. Co nie znaczy, że nie będziemy mieli na to ochoty. Dlatego, gdy świat się rozpada, czasem tylko „kocham cię” może go odbudować. Nie ma też nic milszego niż pierwsze wyznanie po strasznej kłótni albo w ciężkiej depresji. To ustawia perspektywę, pokazując, że wiemy, co jest najważniejsze.

„Kocham cię”, bo tak dobrze się z tobą bawię

Mam zwyczaj mówienia „kocham cię” po każdym celnym komentarzu, ironicznym tekście i dowcipnym dowcipie. Na szczycie wieży Eiffla, w samolocie i na dobrym obiedzie. „Kocham cię” mówi: „czuję się z tobą dobrze”, „jestem szczęśliwa”, „warto zapamiętać tę chwilę”. I znowu - jeśli ktoś kocha cię tak jak ty ją/jego, zrozumie, co kryje się pod tym konkretnym wyzwaniem.

„Kocham cię” przed, w trakcie i po

Chodzenie do łóżka bez miłości to nie problem, gorzej, gdy w trakcie miłość się pojawi i wymsknie się nieśmiałe „kocham cię”. Z mężem tego problemu nie ma. „Kocham cię” jest na zachętę, na dowód uniesienia i na potwierdzenie satysfakcji. To milsze niż „o Boże” lub nie daj Boże: „Krysiu!”, jeśli nazywasz się Kasia.

„Kocham cię” na weselu, w rocznicę, na urodziny

Zamiast albo na dodatek do prezentu. To „kocham cię” trochę konwencjonalne, trochę okazjonalne, trochę tradycyjne nie musi być kurtuazyjne. A jeśli będzie szczere, nigdy nie będzie wytartą formułką. Gdy myślę o idealnych życzeniach dla ukochanego, w końcu zawsze dochodzę do tego, że żadne jesteś moim „słońcem”, „słodyczą”, „rozkoszą”, nie zastąpi proste „I love you”. To nie przypadek, że tak kończy się większość filmów.

„Kocham cię” dla mamy, taty, siostry, brata, babci, dziadka, cioci, wujka, uff...

Nawet jeśli w domu panują surowe zasady, a mężczyznom „nie wypada się roztkliwiać”, „kocham cię”, które zbyt często rezerwujemy dla partnera, wywołuje łzy wzruszenia. Nawet napisane w SMS-ie z pytaniem o przepis na makówki. Nie popadając w banał „śpieszmy się kochać”, z tyłu głowy mam zawsze myślę, że któreś „kocham” może być ostatnie.

„Kocham cię” dla najlepszych przyjaciółek

Wypowiadane po winie, przez łzy albo odruchowo, na wpół ironicznie. Wychodzę z założenia, że nie tylko ważni mężczyźni „zasługują” na wyznania, a jak lepiej powiedzieć: „jesteś dla mnie ważna”, „twoja przyjaźń mnie ratuje”, „znamy się od miliona lat” niż prostym „kocham cię”.

„Kocham cię” dla słodkich sierściuchów

Jak każda świeżo upieczona psia mama, wyznaję mojej Dziuni miłość co piętnaście minut. Choć jej odpowiedzią bywa pisk, a rzadziej warknięcie, nie zrażam się. Wiem, że gdy słowom towarzyszy głaskanie, przysmak albo zabawa, Dziunia też ma coś z tych łzawych wynurzeń.

„Kocham cię” dla dawnych miłości

Niekoniecznie w twarz, może też niekoniecznie przez telefon (zwłaszcza jeśli planujesz rzucić słuchawką) albo w rzewnych SMS-ach. Twoje wyznanie nie powinno nosić znamion stalkingu. Przyznaj się po prostu przed samą sobą, że kochasz ludzi, którzy cię ukształtowali, kochasz wasze wspólne wspomnienia, niektórych kochasz jako przyjaciół. W święta możesz to powiedzieć po jemiołą, będziesz kryta.

„Kocham cię” dla samej siebie

Last but not least. Nie żyję w Ameryce ani na YouTubie, więc nie powtarzam sobie codziennie rano, patrząc w lustro, że jestem zwyciężczynią. Ale zdarza mi się spojrzeć na siebie życzliwym okiem, gdy dobrze ułożą mi się włosy, fajnie dobrałam torebkę i/lub udało mi się coś fajnie ogarnąć w pracy. Nie krzyczę może co sił w płucach „I love me” w zatłoczonym autobusie, ale w cichości ducha mam dla siebie sporo czułości. Może dlatego nie boję się nowego roku. Moim głównym postanowieniem jest to, żeby mówić „kocham cię” jeszcze częściej.

 http://www.msn.com/pl-pl/styl-zycia/zwiazki/13-sytuacji-w-kt%C3%B3rych-warto-m%C3%B3wi%C4%87-kocham-ci%C4%99/ar-CCmxV6?ocid=SK2MDHP

Prześlij komentarz

Obsługiwane przez usługę Blogger.