Świadomość, że warto kupować kosmetyki pozbawione szkodliwych substancji rośnie, natomiast wiedza o tym, jak odróżnić te produkty od innych, jest niewielka - mówi Renata Ambasz, ekspertka w dziedzinie naturalnej pielęgnacji. 

Zwracamy coraz większą uwagę na to, co jemy, skąd pochodzą produkty, które kupujemy. A jak jest z naszą świadomością, jeśli chodzi o kosmetyki?

- Ta rośnie raczej powoli. Na razie większość ludzi chcących sięgnąć po „zdrowy kosmetyk” kupuje ten, na którego opakowaniu napisane jest, że jest on „naturalny”, a najlepiej jak zawiera dodatkowo jakiś modny ostatnio składnik, np. olej arganowy albo opuncję figową. Tylko nieliczni czytają dokładnie skład i nie zakładają z góry, że coś jest zdrowe tylko dlatego, że tak głosi nazwa nadana przez producenta.
Kiedyś w jednym z ekosklepów chciałam kupić masło shea. Sprzedawczyni bardzo ten produkt polecała. Jednak kiedy zerknęłam na skład, okazało się, że w 90 procentach składał się on z olejów mineralnych (niezdrowych dla ludzkiego ciała pochodnych ropy naftowej), a masło shea stanowiło zaledwie kilka procent produktu. Również na targach żywności i kosmetyków ekologicznych, które odwiedziłam, wielu wystawców oferowało produkty wątpliwej jakości, bez pełnej informacji na temat ich składu. Budziły one zaufanie tylko dlatego, że były opatrzone zielonymi etykietkami, mówiącymi o ich naturalności.
Podsumowując: świadomość, że warto kupować kosmetyki pozbawione szkodliwych substancji rośnie, natomiast jak na razie wiedza o tym, jak odróżnić te produkty od innych, jest niewielka. Trzeba starannie czytać skład i rozumieć, co zawiera.

Na co w takim razie zwracać uwagę? Czego unikać?

- Przede wszystkim należy zwrócić uwagę na to, na którym miejscu znajduje się komponent, z powodu którego kupujemy kosmetyk, i co jest na pierwszych miejscach listy składników. Skład produktu ułożony jest - a przynajmniej powinien być - według procentowej zawartości substancji w danym preparacie. Często okazuje się, że te dobre składniki kosmetyku, które służą do rozreklamowania go, w rzeczywistości występują w nim w śladowych wręcz ilościach.
Jeśli chodzi o te, których warto unikać, to zaliczyłabym do nich: oleje mineralne, izopropyle, glikol propylenowy (PG), laurynosiarczan sodu (SLS), etanolaminy (DEA, TEA, MEA), perfumy i zapachy (95 procent z nich pochodzi z ropy naftowej i są bardzo wolno wydalane z organizmu, zatruwając go), parabeny i talk. Są to substancje, które służą jako emulgatory, konserwanty, rozpuszczalniki, substancje nawilżające, pieniące, zwiększające objętość. Jest ich jednak bardzo trudno w kosmetykach uniknąć.

Jak te składniki wpływają na naszą skórę?

- Często dają złudzenie dobrego nawilżenia i poczucia miękkości. Jednak to tylko pozory. Ponieważ przyciągają wodę do powierzchni skóry z jej głębszych warstw (np. glikol propylenowy), tym samym wysuszają ją. Poza tym te substancje mogą powodować bóle głowy, uszkadzać nerki i wątrobę, wywoływać zaburzenia przewodu pokarmowego, centralnego układu nerwowego, być przyczyną nudności i depresji. Izopropyl, który zwiększa przenikalność skóry, jak potwierdzają badania, ma związek z rakiem piersi.
Powszechnie stosowane do nadawania objętości produktom wspomniane wyżej SLS-y mogą być przyczyną łysienia, podrażnień oczu, wysypek. SLS-y docierają do mózgu, płuc i wątroby, uszkadzają system immunologiczny. Jak większość chemicznych dodatków, mogą wywoływać mutacje, czyli innymi słowy raka. Niestety, można znaleźć je wszędzie: w pastach do zębów, produktach dla małych dzieci, szamponach, żelach pod prysznic, płynach do higieny intymnej.
Oleje mineralne, główny składnik stosowanych powszechnie kremów do twarzy i balsamów do ciała, to pochodna ropy naftowej. Uszczelniają skórę i zapobiegają utracie przez nią wilgoci, co stwarza iluzję dodatkowego nawilżenia, ale tak naprawdę jest odwrotnie - toksyny zostają uwięzione w skórze i produkty przemiany materii nie mogą zostać usunięte. Oleje mineralne powodują przedwczesne starzenie się skóry, zapobiegają produkcji naturalnego sebum, tym samym powodując jej wysuszanie. Niestety, oleje mineralne są również głównym składnikiem oliwek dla niemowląt.

Można te substancje zastąpić czymś zdrowym?

- Oczywiście, że można. Tyle że naturalne zamienniki dużo więcej kosztują. Np. litr oleju shea kosztuje ok. 300 zł, a oleju mineralnego ok. 10 zł. Rachunek jest prosty. Są też tańsze składniki na bazę kremu, np. olej słonecznikowy, ale koszty produkcji zdrowych kosmetyków i tak są dziesięciokrotnie wyższe.


Czy można znaleźć w sklepach niedrogie, ale dobre jakościowo produkty naturalne?

- Można, głównie w sklepach zielarskich i ekologicznych, znaleźć niedrogie produkty nie najgorszej klasy, ale te, niestety, mają nieatrakcyjne opakowania i kiepski marketing, w związku z tym nie przyciągają uwagi. Takie kremy może nie zdziałają cudów, natomiast przynajmniej nie zaszkodzą. Aby jednak naturalny krem był dobry, musi kosztować. Na przykład kosmetyki zawierające olejki eteryczne. Te są niezwykle skuteczne w kosmetyce, ale bardzo drogie i trudno dostępne. Olejki wysokiej jakości, które będą naprawdę działać, np. olejek rumiankowy, różany, sandałowy, jaśminowy, melisowy, mirrowy czy neroli, kosztują czasem po kilkadziesiąt euro za mililitr. Jeśli ktoś ma tani produkt z rzekomą zawartością jednego z tych olejków, to jest on zapewne niskiej jakości. Krem z wysoką zawartością olejków eterycznych nie może być tani. Niektóre firmy zamieszczają w składach swoich produktów informacje, że zawierają one np. olejek z kadzidłowca. Jeśli prześledzić, ile danego roku udało się wydestylować owego olejku na całej ziemi, a ile wypuszczonych do sprzedaży zostało produktów z rzekomą jego zawartością, od razu widzimy, że jest to po prostu niemożliwe.

Czy rzeczywiście krem, który kosztuje 1000 zł jest 10 razy lepszy od tego, który kosztuje 100 zł?
 
- To zależy. Czasem wysoka cena wynika z faktu, że kupujemy renomowaną markę wydającą miliony na wizerunek i reklamę, a znacznie mniej na jakość, czasem jedno i drugie idzie w parze, ale niestety, niezbyt często. Duże firmy kosmetyczne inwestują o wiele więcej w wizerunek niż w badania nad ulepszaniem jakości produktu, ponieważ to wizerunek decyduje o ilości sprzedanych kremów, a nie to, co jest w pudełku. Poza tym używając współczesnych technologii, bardzo łatwo jest wyprodukować krem, którego konsystencja, zapach i umiejętność wchłaniania się są bardzo atrakcyjne. Gorzej z długoterminowymi skutkami używania takiego kremu.

Jaka jest różnica pomiędzy kosmetykami naturalnymi i organicznymi?

- Kosmetyki organiczne, podobnie jak kosmetyki ekologiczne, nie zawierają składników syntetycznych, dopuszczalna jest niewielka ich ilość, o ile zezwala na to jednostka certyfikująca (np. Ecocert). Jednak w odróżnieniu od kosmetyków naturalnych, kosmetyki organiczne, zwane także bio, powinny być przynajmniej w 90 procentach zrobione ze składników naturalnych pochodzenia organicznego, a więc np. z kontrolowanych upraw organicznych.
Kosmetyki naturalne to preparaty, które powstały ze składników pochodzenia roślinnego, mineralnego lub morskiego i nie były przetwarzane razem z syntetycznymi produktami chemicznymi. Jednak nie oznacza to, że takie produkty nie zawierają syntetyków - mogą one być bazą produktu. Kosmetyki naturalne mogą także zawierać konserwanty, które sprawiają, że preparaty nie starzeją się zbyt szybko.

Jak komponujesz swoje kremy Latoille5? Jak dobierasz ich składy? 

- W swoich produktach łączę mającą tysiące lat wiedzę z zakresu ziołolecznictwa i medycyny naturalnej ze zdobyczami nowoczesnej kosmetologii. Z jednej strony korzystam z leczniczej mocy roślin, a z drugiej - ze współczesnej wiedzy powstałej w laboratoriach, pozwalającej na wnikliwą analizę składów naturalnych składników i zrozumienie, jak je łączyć i jak ich biochemia dokładnie oddziałuje na nasze ciało.
Naturalna kosmetyka również korzysta z rozwoju nauki: dzięki niej wiadomo, jakich konserwantów unikać, jak zsyntetyzować w laboratorium składniki identyczne z naturalnymi o prawie takich samych właściwościach, jak wykorzystać zaawansowane technologie, aby stworzyć bezpieczne emulgatory, zagęszczacze, antyoksydanty i inne substancje całkowicie na bazie roślinnej.
Moje kosmetyki wykonywane są ręcznie, w małych partiach, z dbałością o szczegóły. W większości kremów są jeden, dwa lub trzy główne składniki aktywne, natomiast w moich produktach tych składników jest od kilkunastu do kilkudziesięciu. Może to dziwnie zabrzmi, ale jedynym powodem, dla którego nie zawsze wymieniam ich wszystkich na etykietce, jest po prostu brak miejsca. Kupuję składniki najwyższej jakości, starannie dobieram dostawców. Co istotne, moje kremy są wzbogacane olejami dodawanymi na zimno, aby podczas obróbki termicznej nie traciły swoich cennych wartości i aby się nie utleniały.
Moje receptury są rezultatem zarówno wielu godzin praktycznych eksperymentów, jak i niekończącego dokształcania się z dziedziny aromaterapii, ziołolecznictwa i kosmetologii. To, co najbardziej odróżnia moje kosmetyki od innych, to stosowanie aromaterapii. Jest to na rynku rzadkość. Stanowią one, jak wszystko co naturalne, dosyć sporą konkurencję dla przemysłu farmaceutycznego i kosmetycznego. Tworząc swoje receptury, stosuję tzw. efekt synergii. Odpowiednio łączone olejki wzmacniają bardzo swoje działanie. Takich kosmetyków nie da się wytwarzać na masową skalę, ponieważ ich produkcję trudno jest całkowicie zmechanizować. Nie da się też przewidzieć przerw w dostawach olejków związanych np. z suszą w rejonie, z którego pochodzi roślina używana do destylacji.

Aromaterapia kojarzy mi się z inhalacjami. Jak działa aromaterapia w kremach?

- Wbrew pozorom zapach kremu jest również ważnym elementem jego oddziaływania. Terapeutyczny wpływ zapachów na nasz umysł i ciało jest znany od stuleci. W przeszłości naturalne aromatyczne substancje były często wykorzystywane dla swoich energetyzujących, znieczulających, odświeżających, relaksujących bądź seksualnie stymulujących właściwości. Chemiczna struktura olejków sprawia, że wdychane przez nos dostają się przez mózg do krwiobiegu, działając uzdrawiająco na całe ciało. W kosmetyce jednak olejki eteryczne stosuje się przede wszystkim ze względu na ich działanie na skórę. Olejki eteryczne to naturalne aromatyczne mieszanki, które można znaleźć w korze, liściach, łodygach, nasionach, korzeniach oraz innych częściach roślin. Oprócz tego, że nadają roślinom wyjątkowy zapach, stanowią ich mechanizm obronny, dzięki czemu posiadają właściwości antybakteryjne, przeciwgrzybiczne i antywirusowe. Zawierają substancje podobne do hormonów, które wpływają na szybką regenerację tkanek i zachowanie równowagi fizjologicznej w ludzkim organizmie. Są też ze względu na swoją strukturę łatwo wchłaniane.
Każdy olejek eteryczny składa się z setek różnych substancji, dzięki czemu ich działanie jest kompleksowe, np. olejek lawendowy może być stosowany na poparzenia, ugryzienia, bóle głowy, bezsenność, stres, porost włosów oraz przeciwzmarszczkowo.
Co ciekawe, olejki eteryczne są jedynymi substancjami, które mogą przeniknąć przez wszystkie warstwy skóry. Przedostają się nawet do krwi, korzystnie wpływając nie tylko na skórę, ale na całe ciało. Dzięki olejkom eterycznym inne cenne składniki kremów, takie jak oleje roślinne, ekstrakty ziołowe i hydrolaty (bardzo wartościowych produktów ubocznych destylacji olejków eterycznych) mogą przedostać się przez wszystkie warstwy skóry, skutecznie ją odżywiając i lecząc. Bez olejków większość składników kremów pozostałaby na powierzchni skóry, nie przynosząc wiele pożytku, bądź wręcz szkodząc, zatykając pory i wysuszając skórę. Ponieważ mają one wszechstronne działanie, można przy ich użyciu stwarzać produkty pomagające na konkretne problemy, takie jak trądzik, przetłuszczanie, przesuszanie i inne.
W moich kremach pełno jest nierafinowanych, na zimno tłoczonych maseł i olejów roślinnych, naturalnego pochodzenia witamin i antyoksydantów, ekstraktów i wyciągów ziołowych, hydrolatów i innych wspaniałych składników.

Czy olejki eteryczne i zioła mają wystarczająco silne działanie?
 
- Olejki eteryczne przede wszystkim balansują pracę komórek skóry. Przenikają do ich wnętrza i regulują prace mitochondriów. Jak już wspomniałam, żadne inne substancje nie są w stanie tego zrobić. Ich rola polega przede wszystkim na regulacji funkcji fizjologicznych, czyli na odmładzaniu skóry. Proces starzenia się skóry polega właśnie na zaburzeniu owych funkcji. Z wiekiem zaburzona zostaje zarówno gospodarka wodna, jak i wydzielanie sebum. To decyduje o wyglądzie skóry. Olejki eteryczne pobudzają komórki skóry do syntezy kolagenu, który decyduje o jej jędrności. To o wiele lepsza metoda niż dostarczanie skórze świńskiego kolagenu, który - jak udowodniło wiele badań - nie wchłania się. Olejki eteryczne pobudzają komórki skóry do życia, przywracając im naturalną równowagę, a tym samym młodość.

Jak powstał w twojej głowie pomysł na produkcję organicznych kosmetyków?
 
- Zawsze interesowały mnie naturalne formy terapii. Studiowałam psychoterapię, ale również różne formy terapii manualnych. Wykonując masaże, zaczęłam używać olejków eterycznych, najpierw pojedynczych, potem je mieszałam. Miałam szczęście, że mieszkałam w Londynie, gdzie wszystko można kupić. Do dzisiaj sprowadzam olejki między innymi z Anglii. Zauważyłam jak niesamowicie wpływają na wygląd skóry i jak zmieniają samopoczucie. Do tego doszło moje wieloletnie zainteresowanie ziołami. Pasja do zdrowego gotowania też miała tu swój udział.
Po 11 latach w Londynie pojechałam do Izraela, kraju z wieloma strefami klimatycznymi, o bardzo urozmaiconej przyrodzie z niezwykłą ilością pięknie pachnących aromatycznych ziół. To najlepsze miejsce na świecie, aby uczyć się aromaterapii. Poznałam wielu ludzi, którzy sami robili sobie kosmetyki, domowe maści na różne dolegliwości. Bardzo mnie to zainspirowało i postanowiłam sama się tego nauczyć. Dzięki mężowi, który w tym czasie studiował Tradycyjną Medycynę Chińską, poznałam ludzi, od których mogłam się wiele nauczyć. Jedną z tych osób była Shiri Caspi, wykładowczyni aromaterapii z Reidman College, u której studiowałam. Wtedy jeszcze nie myślałam, że produkowanie kosmetyków stanie się moim głównym zajęciem. Najpierw zaczęłam robić kremy, mydła, masła, toniki i balsamy dla siebie, później dla koleżanek, później dla koleżanek i mam tych koleżanek. Rozdawałam je jako prezenty, ale ponieważ składniki są bardzo drogie, zaczęłam je sprzedawać. Kiedy zaszłam w ciążę, postanowiliśmy z mężem pojechać do bezpieczniejszego kraju - do Polski. Tutaj zauważyłam, że tego rodzaju produkty są całkowitą nowością, dlatego zdecydowałam otworzyć własną firmę.
Renata Ambasz. Absolwentka pedagogiki na UJ w Krakowie i Psychodynamic Counselling na Goldsmiths University of London, oraz studentka Shiri Caspi, nauczycielki Aromaterapii i Naturalnej Kosmetyki w Reidman College w Tel Avivie. Jej pasją są naturalne formy terapii i wspomagania zdrowia, a szczególnie aromaterapia i ziołolecznictwo. Tworzy w Latoille5 receptury kosmetyków oparte na współczesnej, jak i mającej tysiące lat wiedzy z różnych zakątków świata.

 http://www.msn.com/pl-pl/styl-zycia/styl/aby-naturalny-krem-by%C5%82-dobry-musi-kosztowa%C4%87/ar-CCmHS1?li=AA2FWyB&ocid=SK2MDHP#page=3

Prześlij komentarz

Obsługiwane przez usługę Blogger.