Nie musisz ratować świata, ale możesz uratować siebie. Sprawić, by twoje życie wyglądało tak, jak zawsze pragnęłaś. Bo najważniejsze (ważniejsze nawet niż zdrowie), jest poczucie sensu. Jeśli zamiast niego rządzi u ciebie bezsens, pora to zmienić!

Wszyscy mamy jakieś marzenia, jedne bardziej szalone, inne zwykłe, można by rzec, przyziemne. Ale łączy je jedno, to że już na samą myśl o nich buzia nam się śmieje. I choćby inni się pukali w głowę, my wiemy swoje. Tego pragnie nasza dusza i nic na to nie poradzimy. Marzenia jednak mają to do siebie, że kiedy pozostają tylko w sferze wyobrażeń, zamiast uśmiechu potrafią wywołać na twarzy grymas bólu, złości czy frustracji. I to właśnie ten grymas widzimy czasem w lustrze. Cóż, łatwo marzy się kilkulatkowi, trudniej zaryzykować wszystko, gdy ma się dajmy na to 30 lat. Prawda, trudniej, ale może mimo to warto? Bo jeśli czujemy się nieszczęśliwi, smutni, przygnębieni; jeśli prześladuje nas jedna myśl: "a co by było, gdyby…"; jeśli serce się rwie, choć rozum ostrzega – nie bagatelizujemy tego. Jakaś część w nas domaga się wysłuchania.

Oczywiście, nikt nam nie powie dokładnie, co mamy robić, aby nasze życie stało się piękniejsze, pełniejsze, szczęśliwsze, bo to wiemy tylko my sami. Czasem potrzebujemy tylko inspiracji, przykładu kogoś, komu się udało. Myśli, która w nas zarezonuje, wytyczy nowy kierunek, pomoże dostrzec coś, czego do tej pory nie widzieliśmy. Mentora, który poruszy czułą strunę i da porządnego kopa do działania.

Pełna moc możliwości

Jestem z pokolenia, dla którego szczytem marzeń było pojechać do Niemiec, zarobić trochę marek, kupić rozbitego golfa, przywieźć go do Polski i czuć się lepszym człowiekiem – tak zaczyna się jeden z najsłynniejszych wykładów motywacyjnych, "Pełna moc możliwości". Rok po opublikowaniu na serwisie youtube.pl ma już ponad milion odsłon, a jego autor, Jacek Walkiewicz jest obecnie jednym z najpopularniejszych mówców motywacyjnych w Polsce. Kiedy pierwszy raz usłyszałam zarówno o nim, jak i o jego wykładzie, spytałam: "Ale właściwie o czym on mówi?". "Trudno powiedzieć, w sumie o wszystkim" – odpowiedziała koleżanka. "Po prostu musisz to zobaczyć".

Zobaczyłam i potwierdzam. W sumie nie ma znaczenia, o czym, ale JAK Jacek Walkiewicz mówi…! Zadaje trafne pytania i udziela na nie jeszcze trafniejszych odpowiedzi. I konstruuje zdania, które nie dają spokoju, które wwiercają się w głowę i skłaniają do myślenia. Jak na przykład takie, zapożyczone od prof. Władysława Bartoszewskiego: "W życiu są rzeczy, które warto, i są rzeczy, które się opłaca, ale nie zawsze to, co warto, się opłaca, i nie zawsze to, co się opłaca, warto". Albo to: "Marzenia są czymś uroczystym, są czymś odświętnym. Natomiast dochodzimy do nich przez taka normalną prozę życia, przez codzienność".

Oba cytaty odwołują się do historii o kamperze, młodzieńczym marzeniu Walkiewicza. Odkąd jeździł za granicę na kempingi, marzył o tym, żeby zamiast małego namiotu mieć porządną przyczepę, jak niemieccy turyści. O kamperze marzył 20 lat, aż w końcu, już jako 40-latek postanowił go kupić. Znalazł nawet odpowiedni na allegro, pojechał do właściciela, obejrzał i wpłacił trzy tysiące zaliczki, po czym wrócił do domu i… popadł w przygnębienie. Ogarnęły go smutek i poczucie, że nie wie, co dalej. Aż w końcu, po paru dniach, jego żona spytała: "Kupujesz tego kampera czy nie?". Odpowiedział, że nie wie. Że 20 lat marzył o kamperze i teraz nie wie, czy go naprawdę chce. Na to żona: "Jacek, zawsze mi mówiłeś, że marzenia są po to, żeby je realizować. Więc zrób to, bo inaczej nigdy nie będziesz wiedział, jak to jest mieć kampera".

Walkiewicz mówiąc o sobie, mówi tak naprawdę o nas wszystkich. Jego wykład, ale też książki, są tak naprawdę o odwadze do spełniania swoich marzeń, a czasem o odwadze do ich porzucenia. Słowem – o odwadze, by stać się bohaterem swojego życia.
– My, Polacy, ale też my, Europejczycy, żyjemy w bajkowej rzeczywistości. Przy wszystkich zagrożeniach i czynnikach, które mogą nam zmniejszać jakość życia, mamy o wiele więcej niż nasi przodkowie. Tym, co psuje nam radość z osiągnięć i możliwości tego świata, to pewna nieumiejętność wchodzenia zarówno w rolę konsumenta, jak i obserwatora. Może niekoniecznie stać mnie na ferrari, ale kiedy widzę, że ktoś jedzie takim autem przez miasto, mógłbym cieszyć się chociażby tym, że kogoś na nie stać, że takie auto w ogóle istnieje. A istnieje dlatego, że ktoś miał marzenie – mówi Jacek Walkiewicz.

Jest słoneczne poniedziałkowe popołudnie, a ja siedzę naprzeciwko niego, w jego niewielkiej, ale bardzo klimatycznej księgarni przy ul. Chmielnej. Miękki fotel, gwar dziecięcych głosów dobiegający z oddali, zapach smakowitych dań dobiegający z włoskiej restauracji nieopodal. Przyszłam na wywiad o istocie marzeń, ale nie wiem, że czeka mnie tak naprawdę godzinny wykład motywacyjny. Bo Jacek Walkiewicz, jak sam twierdzi, od zawsze miał skłonność do przegadywania innych. I wiecie co, rzeczywiście jest w tym najlepszy. Zresztą, co będę wam opowiadać, posłuchajcie.

Historia o kamperze, tak naprawdę jest o tym,

… że mamy wyrzuty sumienia, gdy kupujemy sobie coś drogiego, gdy przeznaczamy dużą sumę pieniędzy tylko na siebie. W końcu kamper też spędzał mi sen z powiek. To chyba nasza narodowa cecha. Gdy słyszę, jak młoda matka mówi, że ma wyrzuty sumienia, bo kupiła sobie drogi płaszcz, to ja się pytam, w czym jest problem? Skoro płaszcz jej się podobał i skoro zarabia tyle, że było go na nią stać…. No właśnie, problem polega na tym, że ona czuje, że nie ma prawa spełniać swoich zachcianek, że trzeba było przeznaczyć te pieniądze na dziecko, jedzenie, cokolwiek, byle nie na siebie. Co za absurd! Ja teraz podchodzę do kwestii zakupów następująco. Skoro podoba mi się jakaś koszula, ale waham się, czy nie jest za droga, to mówię sobie tak: jeśli jej nie kupię, to sprzedawca jej nie sprzeda, a jak sklep przestanie przynosić zysk, to go zamkną i wiele osób straci pracę. Zarabiamy pieniądze, to je wydawajmy. Świat daje nam ogromne możliwości, ale cóż z tego, skoro my mamy w głowach same ograniczenia i blokady, by z nich korzystać, by żyć w zgodzie z sobą. A czasem bycie w zgodzie z sobą oznacza kupienie czerwonego ferrari.

Ostatnio zrobiłem taki wpis na Facebooku, że większość z nas powinno mieć na imię "Uważaj". Uważaj Kystyna czy Uważaj Paweł. Przecież od dziecka to słyszymy: "Uważaj, nie biegaj z patykiem, bo wbijesz go sobie w oko", słowo daję, nigdy w życiu nie widziałem dziecka z patykiem w oku. Przez to wieczne "uważaj" sądzimy, że nie ma sensu się za coś brać, bo i tak się nie uda, wolimy nie ryzykować, bo to niebezpieczne. Lepiej zostać w strefie komfortu. A bycie bohaterem swojego życia to akt odwagi. Bycie bohaterem swojego życia to tak naprawdę wewnętrzne zintegrowanie, takie poczucie, że jest się we właściwym czasie, we właściwym miejscu i właściwą osobą. To dążenie do w miarę największej spójności między swoim "myślę", "mówię", "robię" i "czuję". Co nie znaczy, że stajemy się niewolnikiem swoich postanowień czy przekonań. Jeśli postanawiam, że od dziś nie jem mięsa, a za rok najdzie mnie ogromna ochota na kurczaka, to go zjem. Ludzie oczywiście będą się dziwić: "Ale ty przecież nie jesz mięsa". Nie jem, ale dzisiaj zjem. Dlaczego? Bo chcę.

W życiu najbardziej fascynuje mnie to, …

… że jest tajemnicze. I że te tajemnice odkrywa przed nami stopniowo. Zwykle zapominamy, że to my kreujemy ścieżkę naszego przeznaczenia. Podejmując określone, czasem zupełnie niewinne decyzje, ustawiamy się na ścieżce, którą dalej podążamy. I dziwimy się potem, patrząc z perspektywy np. 20 lat, że jakieś nieznaczące zdarzenie doprowadziło nas tu, gdzie jesteśmy.

Ja na przykład miałem być lekarzem, wybrałem klasę biologiczno-chemiczną, miałem zdawać na medycynę. Niestety niespecjalnie lubiłem i rozumiałem fizykę, a ona była obowiązkowa dla marzących o medycynie. Pozostało mi wybrać studia, na które zdaje się tylko biologię i chemię. Zdecydowałem się na weterynarię. Zdałem z bardzo dobrym wynikiem i studiowałem tak dwa lata, z głębokim przekonaniem, że boję się zwierząt i że to, co robię, jest kompletnie bez sensu. Ale bez jakiegokolwiek wglądu w to, co mógłbym robić. Czyli dokładnie wiedziałem, czego nie chcę, ale nie miałem jeszcze zielonego pojęcia, co chcę. Z drugiej strony zawsze miałem głębokie przekonanie, że najpierw trzeba coś zamknąć, żeby coś nowego otworzyć.


Prześlij komentarz

Obsługiwane przez usługę Blogger.