Zimą zmień krem i opony, a bezpiecznie dojedziesz do wiosny. Nie, ten krem, który stosowałyście latem i jesienią nie jest wcale najlepszym wyborem!

OK, na talerzyku też nie musi być tak bardzo fit!
Czy istnieje coś takiego, jak krem zimowy? Owszem, to taki krem, na którego opakowaniu widnieją ośnieżone górskie szczyty, choinki, czasem także dzieci jeżdżące na sankach. Ten sam krem, po zmianie grafiki na opakowaniu, funkcjonuje w niezimowych porach roku jako „krem tłusty” lub „krem do cery suchej”. Tak po prostu. Bo to właśnie wszystkie „ciężkie”, tłuste składniki stanowią barierę ochronną przed mrozem i wiatrem oraz odżywiają narażoną na przesychanie skórę. Jaki krem na zimę wybrać? Na pewno taki, w którego składzie będą oleje (z wiesiołka, słodkich migdałów, awokado, słonecznikowy, oliwa) i masła roślinne, wosk pszczeli, witaminy A i E, trójglicerydy oraz, jeśli szczególnie was nie odrzucają, oleje mineralne.
Wiem, za chwilę podniesie się krzyk, że tłuste kremy powodują, że skóra się świeci, makijaż rozmazuje, a skóra „zapycha”. Świecenie od kremu skutecznie redukuje jego cena. To znaczy produkty z wyższych półek powodują znacznie mniejsze świecenie niż te z półek niższych. Co do działania komedogennego (inaczej - zapychającego pory) - tak, taki skutek uboczny stosowania bogatych kremów może się pojawić. Dlatego nie należy pomijać ważnego etapu pielęgnacyjnego, jakim jest systematyczne złuszczanie naskórka.
Poniżej przedstawiam listę „nieoczywistych” kremów zimowych. Innymi słowy takich, których do pielęgnacji możecie używać przez cały rok, a szczególnie w czasie, kiedy skóra narażona jest na szkodliwe działanie wiatru i mrozu. A może nawet już mu uległa i trzeba ją wygoić. Cechą tych kremów nie jest ani słowo „zimowy” w nazwie, ani pingwinki na opakowaniu, a przyzwoity skład i dobre działanie. Wszystkie wybrane kremy są kremami tłustymi, a jednak większość z nich nie pozostawi na skórze tłustego, lepkiego filmu. Kiedy mrozy odejdą już w niepamięć, a w opakowaniach pozostaną jeszcze resztki produktów, możecie je z powodzeniem stosować jako kremy na noc. Żeby zadowolić zarówno przyjaciół olejów mineralnych, jak i roślinnych, w zestawieniu znalazły się kosmetyki z typowych drogerii i ekosklepów.
Cold Cream Avene: produkt, który uratował kiedyś moją odmrożoną skórę i od tamtej pory mam do niego słabość. Pomimo bogatej formuły i gęstej konsystencji, dość dobrze się wchłania. Ale przede wszystkim doskonale chroni i bardzo szybko goi podrażnienia. Przy całej mojej sympatii - nie polecam pod makijaż. No, chyba że makijaż ma się ograniczyć do warstwy pudru. Ten nałożony na Cold Cream trzyma się doskonale.
Sensitia Krem tłusty Ivostin: to krem, który otrzymuje świetne opinie użytkowniczek. Dobrze natłuszcza, nawilża, chroni przed szkodliwym działaniem mrozu i wiatru, a do tego - nie „zatyka” i bardzo dobrze się wchłania. Jeśli po zimie zostaną w tubce jakieś resztki, na pewno je wykorzystacie, bowiem krem świetnie sprawdza się w roli „kremu na noc”. Uwaga, tym kremem można bezpiecznie dzielić się z progeniturą, o ile skończyła pierwszy miesiąc życia.
Nutritic La Roche Posay: pośród zimowych kremów pielęgnacyjnych ten posiada nieprzyzwoicie lekką konsystencję. Z tego produktu będą zadowolone osoby, które obawiają się efektu świecenia czy zatykania. Jeśli szukacie kremu, który wygoi podrażnienia, mocno nawilży i odżywi skórę, a dodatkowo będzie nadawał się pod makijaż - to właśnie go znaleźliście.
Prawdopodobnie najlżejszy spośród kremów do bardzo suchej skóry (fot. Agencja Gazeta)
Krem barierowy Emolium: emolient, który pozostawiając na skórze delikatny, nietłusty film; nawilża, lekko natłuszcza i ogranicza utratę wody. Dla tych, co nie lubią tłustych preparatów, a jednak potrzebują ochrony przed szkodliwymi czynnikami atmosferycznymi.
Krem chroniący przed zimnem i wiatrem Babydream: krem o dziecinnie prostym składzie (opartym o emolienty i oleje roślinne) i za to go lubię. Posiada wszelkie cechy kremu idealnego: wspomniany już prosty i krótki skład, skuteczność, niską cenę. Idealny dla kosmetycznych minimalistów, którzy nie lubią mnożyć bytów i chętnie podzielą się kremem ochronnym z dzieckiem.
Krem ochronny na wiatr i niepogodę Hipp: jeśli nie wierzycie w dobrą jakość rossmanowych kremów, a szukacie czegoś, co można by używać wspólnie z dziećmi - to jest bardzo przyzwoity produkt o prostym składzie. Zawiera emolienty i sporo tłuszczów roślinnych.
Krem z masłem Shea i kwasem hialuronowym 50+ Nacomi: dodatkowo zawiera olej z awokado, macadamii, glicerynę i pantenol. Natłuszcza i poprawia jędrność skóry. Bardzo dobry krem pielęgnacyjny do stosowania przy niskich temperaturach i silnym wietrze. Przetestowałam osobiście i polecam zwolennikom pielęgnacji naturalnej.
Arktyczny balsam ochronny do twarzy i ciała Saisona: produkt idealny dla wszystkich, którzy unikają olejów mineralnych. Krem bazuje na tłuszczach roślinnych. Zawiera między innymi masło Shea, oleje tamanu i arganowy, słonecznikowy... lista jest długa. Preparat działa nie tylko ochronnie, ale również wspomaga gojenie przesuszonej skóry.
Krem ochronny do twarzy na wiatr i mróz dla niemowląt i dzieci oraz całej rodziny SWEET Pat&Rub: produkt o prostym, naturalnym składzie. Obok tłuszczy i wosków roślinnych zawiera mineralny filtr. Tłusty, dobrze rozprowadzający się krem bez zapachu, co prawda dedykowany dzieciom, ale zaliczający się zdecydowanie do preparatów familijnych.
Cold Cream Naturalny krem ochronny na zimę dla dzieci Alphanova Bebe: oto odpowiedź na pytanie, czy istnieją naturalne „cold cream'y”. Tak, istnieją. Produkt Alphanowa bazuje na oleju ze słodkich migdałów oraz na łagodzących i kojących ekstraktach z rumianku i nagietka. Co ciekawe, w odróżnieniu od tradycyjnych kosmetyków typu cold cream, ten produkt bardzo dobrze szybko się wchłania nie pozostawiając na skórze tłustego, lepkiego filmu. Produkt ze wszech miar godny polecenia zwolennikom pielęgnacji naturalnej. Szczególnie tym, którzy nie chcą zimą rezygnować z makijażu.
Masło Shea: dla wielbicieli prostych składów i kosmetyków naturalnych. Naprawdę nie potrzeba nic więcej - masło Shea przetestowałam na sobie i moich dzieciach. Przy dużych mrozach i wietrze bardzo dobrze chroni skórę. Łagodzi także podrażnienia.
No dobrze, powiecie, ale czy stosowanie tłustego kremu zimą faktycznie jest niezbędne? Przy temperaturze poniżej -7 zdecydowanie tak. Dopóki termometr wskazuje temperaturę wyższą - można bezpiecznie używać kremu nawilżającego. Szczególnie jeśli nakładamy na niego dodatkowe warstwy w postaci makijażu.
A jak wygląda wasza ochrona przed mrozem? Stosujecie tłusty krem, czy zawijacie szczelnie twarz szalikiem i przebiegacie sprintem dystans między biurem a samochodem?

Prześlij komentarz

Obsługiwane przez usługę Blogger.