Co mówić, a co przemilczeć w łóżku, co robić, a czego absolutnie unikać w miłosnej grze? Czy to znaczy, że istnieje uniwersalny przepis na udany seks?

 Technika przede wszystkim 
Najczęstszym błędem popełnianym zarówno przez kobiety, jak i mężczyzn jest... zbyt częste czytanie różnego rodzaju poradników na temat udanego życia seksualnego, a właściwie bezkrytyczne przyjmowanie wszystkiego, co rekomendują specjaliści. Szukamy przepisu na orgazm doskonały czy superkochanka, a przecież niczego takiego nie ma. Popularne poradniki karmią nas rewelacjami, odkryciami i radami, jakby istniał złoty środek na szczęście w sypialni. Jakby był na to jeden i do tego dobry dla wszystkich sposób...
Nie chcę powiedzieć, że proponowane rady i wskazówki są bezwartościowe czy nieużyteczne. Nie potępiam też osób, które chcą się edukować, bo niestety wciąż brakuje u nas edukacji seksualnej z prawdziwego zdarzenia. Chcę raczej zwrócić uwagę na to, że nie ma jednej skutecznej w każdym przypadku metody, a udzielenie rzetelnej odpowiedzi na nurtujące nas pytania wymaga dokładnego poznania danej osoby lub pary. Nie ma przecież jednej pozycji ani sposobu dotykania, który daje wszystkim kobietom czy mężczyznom niepowtarzalne doznania. Błędem jest bezrefleksyjne stosowanie kolejnych "technik" i wiara w to, że ta strategia zdziała cuda. Gdy po zastosowaniu zaleceń wyczytanych w prasie okazuje się, że nie przyniosły oczekiwanego rezultatu - popadamy w pesymizm i myślimy, że to z nami jest coś nie tak, skoro "złoty środek" nie zadziałał; rzadziej dopuszczamy do siebie myśl, że ten sposób po prostu nie był dla nas. W efekcie albo szukamy innych rozwiązań, albo, co gorsza, zaczynamy niekorzystnie postrzegać swoją sprawność seksualną. A przecież odpowiedź na to, jak być szczęśliwym w sypialni i prowadzić udane życie seksualne, tkwi w nas, w znajomości swojego ciała, ciała partnera i w odpowiednim doborze partnerów.
Kluczową rolę odgrywa dopasowanie partnerów, które może dotyczyć zarówno temperamentu, czyli wymagań seksualnych i witalności, sprawności seksualnej czy upodobań seksualnych (często dotyczących np. biegunowości: czułość - szorstkość, długa - krótka gra wstępna, bierność - aktywność, uległość - dominacja, schematyczność - poszukiwanie nowości, romantyzm - realizm), ale także budowy narządów płciowych. Budowy narządów płciowych nie można zmienić, na ich niedopasowanie nie mamy zatem wpływu. Kontakt mężczyzny posiadającego krótki członek z wieloródką o luźnej pochwie nie będzie dawał satysfakcji obojgu, gdyż objęcie członka przez ścianki pochwy jest znacznie utrudnione. Jednak kontakt tak zbudowanego mężczyzny z młodą kobietą, o dobrze umięśnionej pochwie i wąskiej budowie, może być zupełnie satysfakcjonujący dla obojga. Z kolei mężczyzna mający grubego penisa może mieć trudności w kontakcie z kobietą o wąskiej pochwie i drobnym kroczu, ale dla kobiety o innej budowie narządów płciowych może być bardzo satysfakcjonującym partnerem. Brak satysfakcji w tych przypadkach jest wynikiem niedopasowania dwóch osób, a nie tego, że któraś z nich jest "źle zbudowana". Podobnie jest z różnicami w zakresie temperamentu partnerów.

Twoje upodobania są głupie! 

 Kolejnym błędem jest obwinianie partnera za jego upodobania seksualne, traktowanie ich jako dowodu "złośliwości", braku miłości, akceptacji czy zrozumienia. Kochankowie obwiniają się za brak satysfakcji, uważają, że z nimi lub z partnerem jest coś nie tak. Tymczasem problem nie tkwi w każdym z nich z osobna, ale w tym, że nie są dopasowaną parą. To nie znaczy, że taki związek nie ma szans na satysfakcję i że sytuacja jest patowa. W każdej sytuacji można znaleźć rozwiązanie, ale będzie ono wymagało pewnych kosztów, kompromisów, wyborów. Warto zastanowić się, co chcemy zyskać, na czym najbardziej nam zależy i z czego jesteśmy gotowi zrezygnować, a potem podjąć decyzję, czy taki układ nam odpowiada. Nie ma jednego sposobu na to, co zrobić, gdy partnerzy są niedopasowani. Każdy przypadek należy rozważyć indywidualnie, by znaleźć rozwiązania pomocne dla danej pary.

Kult wielkiego penisa 

Wiele osób nadal wierzy, że pewien typ budowy genitaliów (np. duży penis) czy pewien sposób aktywności seksualnej (np. dominacja w seksie) gwarantuje zadowolenie w sypialni. Nic bardziej mylnego. To, co jest zaletą w związku z jedną kobietą, może być mankamentem w związku z inną, która jest inaczej zbudowana lub ma inne preferencje. Mężczyzna o dużym członku to w powszechnej opinii wzór świetnego kochanka, tymczasem tak zbudowany partner może mieć duże problemy w odbywaniu satys­fakcjonujących stosunków. Wprowadzając całego członka do pochwy, dotykając szyjki macicy i uderzając w tylne sklepienie, za którym znajdują się jelita, może powodować ból i dyskomfort u partnerki.
Podobnie dzieje się w przypadku gdy mężczyzna ma członek o dużej objętości. Aby kontakt był satysfakcjonujący dla obojga partnerów lub czasem w ogóle możliwy, konieczne jest pełne zwilżenie ścian pochwy, jednak maksymalne rozciągnięcie pochwy skutkuje bolesnością przy stosunku oraz powoduje brak możliwości obkurczania mięśni i nie pozwala na dodatkowe doznania płynące z pracy mięśni.

Polowanie na orgazm 

Gdy partnerzy nadmiernie skupiają się na osiągnięciu orgazmu - to on jest głównym celem aktywności seksualnej - pomijają przyjemność i wartości, jakie mogą się pojawić na drodze do szczytowania. Mają poczucie (oboje, partner lub partnerka), że jeśli któreś z nich nie miało orgazmu, to seks był nieudany, a oni (oboje lub jedno z nich) są kiepskimi kochankami. A przecież sam orgazm trwa zwykle kilka lub kilkanaście sekund i jest maleńką częścią całego kontaktu seksualnego i przyjemności, jaką można z niego czerpać.
Mało tego, skupienie się na osiągnięciu orgazmu może poważnie utrudnić osiągnięcie tego celu. Ciało jest wtedy dużo bardziej napięte, nie staramy się obserwować reakcji partnera na różne formy dotykania, nie bawimy się, nie gramy. Gdy nie dążymy do orgazmu, ale koncentrujemy się na tym, aby po prostu dobrze się czuć, dawać sobie nawzajem radość i przyjemność ? ekscytacja narasta i ułatwia osiągnięcie punktu kulminacyjnego.

Lekcje z ekranu 

Opłakane skutki może przynieść czerpanie z mediów i pornografii wzorców odnośnie tego, co jest seksowne i pożądane w sypialni.
Te poszukiwania są po części efektem braku kogoś, kto nas nauczy, jak się kochać i jak czerpać radość z seksu, więc sięgamy po dostępne "źródła". Żyjemy w czasach swobody ekspresji i braku odpowiedniej edukacji seksualnej. Seksapil jest znakomitym produktem handlowym, dobrze sprzedaje się wszystko, co pomaga osiągnąć wizerunek seksownej kobiety czy seksownego mężczyzny. Niestety, jest to wizerunek fałszywy i bardzo często w zderzeniu z rzeczywistością pojawia się rozczarowanie, zaskoczenie, wstyd i brak satysfakcji w sypialni.
Mężczyźni próbują zaspokajać swoje partnerki korzystając z nierzetelnych informacji, wywierają też na nie presję, by zachowywały się tak jak bohaterki filmów pornograficznych, gdzie przecież sceny są najczęściej kręcone i montowane tak, by przyciągnąć widza i nie ma to nic wspólnego z rzeczywistym współżyciem. Z kolei kobietom wydaje się, że powinny mieć figurę supermodelki, aby być atrakcyjną dla partnera, a nawet wierzą, że taki wygląd zagwarantuje im udane życie seksualne. Nic bardziej mylnego. Najbardziej atrakcyjnym seksualnie partnerem jest ten, kto potrafi zaspokoić potrzeby drugiej strony, a na to też nie ma przepisu czy złotego środka, bo przecież potrzeby każdego z nas są inne.

Brak rozmowy 

Aby dobrze rozpoznawać wzajemnie swoje potrzeby w sypialni, trzeba ze sobą rozmawiać. Brak dialogu na temat seksu w parze może doprowadzić do frustracji i nieporozumień. Nie rozmawiamy o seksie, bo dla niektórych to temat tabu, wstydzimy się o tym mówić lub uważamy, że opowiadanie o "tych sprawach" jest niestosowne. Trudności mogą wynikać również z braku przystępnego słownictwa do opisu narządów płciowych czy aktywności seksualnych. Większość określeń w naszym języku to terminy medyczne albo wulgaryzmy. Niektórzy czują się skrępowani, gdy mają powiedzieć partnerowi, że coś im nie odpowiada - próbują to pokazać za pomocą różnych gestów, które niekoniecznie są prawidłowo odczytane przez drugą osobę. Nie potrafimy powiedzieć partnerowi o swoich potrzebach, pragnieniach czy fantazjach, bo obawiamy się jego reakcji.
Niekiedy próbujemy dać mu coś do zrozumienia w sposób zakamuflowany (przez sugestie, insynuacje), aby wyczuć jego zdanie na dany temat lub licząc na to, że sam się domyśli. Czasem taka taktyka rzeczywiście przynosi rezultaty, może się jednak zdarzyć, że nasze myśli ? wyrażane nie wprost ? zostaną opacznie zrozumiane. Efekt? Partner nie zrobi tego, na co mamy ochotę, a to może budzić w nas złość i poczucie niezrozumienia.

Nierozpoznane potrzeby 

Brak udanego życia seksualnego to również efekt niewłaściwego rozpoznania swoich potrzeb, niezwracania uwagi na reakcje partnera i jego potrzeby. Niektórym wydaje się, że wszystkie kobiety lub wszyscy mężczyźni lubią to samo. Czasami partnerzy przenoszą zachowania z poprzedniego związku na obecny, bo sądzą, że skoro poprzedniemu partnerowi coś sprawiało przyjemność, to obecnemu też będzie dobrze.
Nasze ciała, strefy erogenne bardzo się różnią. Mamy też za sobą różne doświadczenia, które często warunkują to, jak reagujemy na pewne bodźce. To, że naszemu poprzedniemu partnerowi podobało się np. gryzienie uszu, nie oznacza, że obecny też będzie tym zachwycony. Jeśli obecnemu partnerowi nie podoba się to, co poprzedniemu, to nie oznacza, że w naszym aktualnym związku dzieje się źle. Różnimy się między sobą i nie ma w tym nic dziwnego ani niepokojącego. Poszukiwanie tego, co nam sprawia przyjemność, może dawać wiele radości.

Stały punkt programu 

Monotonia jest wrogiem każdej aktywności w naszym życiu. Seks też potrzebuje wyobraźni i urozmaicania. Wcale nie chodzi tu o używanie perwersyjnych gadżetów i najnowszych wynalazków. Warto znaleźć czas (np. w weekend, podczas urlopu) na to, by zmienić miejsce, scenerię - można wykorzystać pobyt nad jeziorem, nocleg pod namiotem czy w domku w górach, aby dostarczyć sobie przyjemnych doznań, kąpiąc się razem i pieszcząc, odsuwając codzienne kłopoty na bok.
Chodzi o spontaniczne korzystanie z okazji, aby coś zmienić, dodać, użyć wyobraźni i bawić się seksem, a nie traktować go zawsze jak stały punkt dnia. Już sam fakt zmiany i wiążąca się z tym ekscytacja dadzą nam dużo przyjemności. O ileż przyjemniej jest zjeść to samo śniadanie na skąpanym w słońcu tarasie, jeśli zwykle jadamy je w kuchni. Wystarczy drobna zmiana, aby nasze odczucia były inne.

 Ma być jak dawniej 
 
Pragnienie, żeby seks w związku ciągle był taki sam jak na początku, jest nierealne. Zmiany w seksie w związku mają dwa źródła. Po pierwsze, każdy związek ma swoją dynamikę, przechodzi przez różne etapy i na każdym z tych etapów seks może wyglądać zupełnie inaczej. Po drugie, nasz seks się zmienia, bo wraz z wiekiem zmienia się również nasz organizm.
Często pary nie zdają sobie sprawy z tych naturalnych zmian i nie potrafią się do nich dostosować. Mogą z tego powodu przeżywać niepotrzebne obawy, zaburzenia czy też błędnie interpretować zachowania partnera. Są przygnębione i mają poczucie, że coś jest nie tak z nimi lub z partnerem, co wpływa na pogorszenie jakości ich życia seksualnego

Małżeński obowiązek 


Na koniec fundamentalny błąd, którego zakładnikami stajemy się zanim jeszcze zaczniemy uprawiać seks. Niekiedy trudności, które nie pozwalają nam czerpać bogactwa przeżyć z udanych kontaktów seksualnych, wynikają z samego podejścia do seksu, ze sposobu, w jaki go traktujemy i rozumiemy.
Głównie dotyka to par małżeńskich, choć nie tylko, i jest efektem spuścizny poglądów naszych rodziców i dziadków, a także poglądów zakorzenionych dość silnie w kulturach wschodnich: seks traktuje się jako obowiązek, często realizowany głównie w łóżku, w nocy i w skrajnych przypadkach tylko dla przyjemności mężczyzny. Trudno czerpać przyjemność z życia seksualnego, jeśli seks nie jest zaliczany do kategorii rzeczy przyjemnych...?



 http://kobieta.gazeta.pl/kobieta/56,107880,19751220,malzenski-obowiazek,,10.html

Prześlij komentarz

Obsługiwane przez usługę Blogger.