Po owocach je poznacie. Jeśli twoje dziecko pewnego dnia uściska cię na pożegnanie i ruszy w świat wesoło pogwizdując, bez lęku i pełne wiary w swoje siły, możesz być z siebie dumna. Udało ci się, dziewczyno!

Zacznijmy od tego, że „szczęśliwy” nie znaczy - zawsze w dobrym humorze, odnoszący same sukcesy czy popularny. Szczęśliwy czasem ma zły humor, ale wie, że to nie koniec świata. Jak się przewróci, to wstanie. Nawet jeśli nie jest liderem, to dogaduje się z ludźmi i ma się z kim bawić. Wie, że jest kochany i umie kochać, a w stosownym momencie bierze życie w swoje ręce i rusza po złote runo spełnienia. Z tą definicją ten i ów może by i podyskutował, z grubsza jednak chyba mieści w sobie to co najważniejsze.
Jak to wszystko włożyć w dziecko? Bardzo proszę, oto mój osobisty dekalog wychowawczy.

1.Na początek zamień się w słuch i czucie
Wszyscy każą nam, matkom, „odpowiadać na potrzeby dziecka”. A to, kurczę, wcale nie jest łatwe. Poza oczywistościami - np. żeby miało sucho, ciepło i było nakarmione, reszta jest później wielką niewiadomą. Trzeba bardzo się w dziecko wczuwać i długo się go uczyć, żeby umieć dobrze reagować. Nie ma się tu co nastawiać na same sukcesy (pozwól sobie na popełnianie błędów i nie zadręczaj się). Mój najstarszy syn uwielbiał bale maskowe, więc przygotowywałam mu najwymyślniejsze stroje - szalonego kapelusznika, Batmana, trolla. Było z tym mnóstwo radości. Po pierwszy takim balu mój średni syn, wówczas czteroletni, którego przebrałam za jezioro (błękitna szata oblepiona rybami) spojrzał mi głęboko w oczy i powiedział: Czułem się bardzo głupio. Nie rób mi tego więcej.

2.Przytulaj ile wlezie
Tego nie przedawkujesz. Dopóki dziecko samo nie oprotestuje czułości jakimś brutalnym „weź nie rób mi wiochy” - tul, całuj, przygarniaj do siebie, bierz na kolana. Uścisk wart jest tysiąca słów. Czułością napełniasz dzieciakowi ten bark, na którym będzie jechał przez resztę życia.

3.Nie spinaj się
Z perspektywy czasu widzę, że dużo lepsze efekty daje akcentowanie tego, co się „chce” niż tego, co się „musi”. To co się naprawdę musi i tak człowieka dopadnie. Zasady są po to, żeby je łamać w imię słuszniejszych spraw. Czasem trzeba olać wieczorne sprzątanie zabawek, jeśli jest wybór: to, albo czytanie na dobranoc. Czasem trzeba zrobić święto wiosny i nie iść do szkoły/przedszkola/pracy po to, żeby pobyć razem, pobawić się, iść w fajne miejsce, wyjechać.

4.Koledzy są ważni
Był taki czas w naszym życiu, kiedy mieliśmy co tydzień na weekendowym nocowaniu kilkoro nadprogramowych dzieci. Mamy nieskończoną liczbę materacy dmuchanych oraz trzy śpiwory, do których nikt się nie przyznaje (nasze też są gdzieś w świecie). Przyjaźnimy się z rodzicami przyjaciół naszych dzieci, zabieramy je na wakacje, oddajemy nasze. To jest dziedzina życia, o którą trzeba tak samo dbać, jak o postępy w nauce. Albo nawet bardziej, bo świadectwo z paskiem szybko zostanie zapomniane, a z przyjaźni czerpie się całe życie.

5.Skupiaj się na tym, co dobre
Pamiętam taką scenę: mój syn walczy ze sobą, żeby mi powiedzieć, iż dostał pałę z klasówki. Kręci, kręci, boi się, wreszcie mówi jak było. Miałam moment dobrego natchnienia, tak dziś uważam, bo powiedziałam: Nie cieszy mnie, że dostałeś pałę, ale bardzo mnie cieszy, że mi o tym powiedziałeś i nie próbowałeś kłamać.
Ustawiło to nam kilka spraw na zawsze.

6.Pomóż mu znaleźć to, co kocha
Jednemu dziecku ciągle trzeba coś podsuwać, inne szuka samo. Ale dzieciństwo, młodość to czas eksperymentowania i próbowania jak największej liczby rzeczy, w bezpiecznych granicach. Nigdy nie wiesz, co zaskoczy i w którym momencie. Odpadły nam deskorolka, modelarstwo, język włoski, zostało wędkarstwo, saksofon i rekonstrukcje historyczne. Nie ma głupich wyborów. Np. upodobanie do mangi zaowocowało w jednym wypadku nauką japońskiego.

7.Proś o radę mądrzejszych
Czasem czegoś nie wiesz, nie rozumiesz, nie masz pomysłu. Cóż, nie jesteś wszechwiedząca. Zdarzyło mi się, ze moja córka, po okresie spokojnego chodzenia do przedszkola, zaczęła dostawać paranoi. Rzucała się co rano na podłogę, siniała z płaczu, nie chciała mnie puścić - wyglądało to dramatycznie. Wreszcie pękłam i poszłam do psychologa. Tej mądrej babce wystarczyło pięć minut, żeby postawić diagnozę: „Córka jest w okresie, gdy psychicznie oddziela się od pani. Chciałaby to zrobić, ale się boi. Trzeba jej dodać pewności siebie. Niech ją pani na 2-3 dni zostawi w domu i da jej zadanie do wykonania - na granicy jej możliwości, ale żeby podołała. Niech, na przykład, obiera ziemniaki”. Poszłam za tą radą. Dziecko siedziało i obierało ziemniaki. Oczywiście, nie tonę, tylko kilogram. I co? Po dwóch dniach zażądało powrotu do przedszkola.

8.Powiedz sobie: on po prostu tak ma
Nie wszystkie cechy moich dzieci są moimi „cechami pierwszego wyboru” i wcale tak nie musi być. Jedno jest tak oszczędne w wyrażaniu uczuć, że szok, inne znowu praktycznie - no zero romantyzmu, inne, całkiem duże, jest takim syfiarzem, że za każdym razem jak wchodzę do niego do pokoju, boję się, że zobaczę na ścianie ogromnego karaczana (jego rodzeństwo ma wszystko ułożone jak w pudełku - a przecież chowałam tak samo). Dopóki jednak ten karaczan tam nie siedzi, żądam tylko od czasu do czasu opróżniania kosza na śmieci i odkurzania. Swoją szansę na wychowanie pedanta miałam, jak był młodszy - nie udało się, widocznie tak ma być i już.

9.Stawiaj granice, ale mądrze
Nie jest tak, że luz blues i nie ma żadnych granic. Wszystkie mądre podręczniki powtarzają, że granice i zasady są potrzebne choćby po to, żeby dzieciak wiedział, jak się obsługuje świat i żeby w tym świecie czuł się bezpiecznie. Wydaje mi się jednak, że warto zrobić jeden przypis: granice są po to, żeby nie zrobić sobie krzywdy i żeby nie skrzywdzić innych ludzi, ale niech nie będzie tak, że gdzieś je stawiasz ze względu na własny strach. Twój strach - twój problem. Chce młoda jechać na obóz w wieku 8 lat? Nie ma powodu, żeby się upierać przy wspólnych rodzinnych wakacjach, jeśli impreza jest bezpieczna i dobrze zorganizowana.

10.Zajmij się sobą
Nie możesz non stop zajmować się dzieckiem, bo je stłamsisz. Daj sobie trochę luzu, spotykaj się z koleżankami, idź do kina, rozwijaj swoje hobby, zadbaj o swój związek. Jeśli będziesz zadowolona, spełniona, dzieciaki także mają większe szanse na szczęście. Bo niezależnie od wszystkich twoich zabiegów wychowawczych, od tego co im wkładasz do głowy, najmocniej działa na nie twój osobisty przykład. Smutnej, zestresowanej i wypruwającej sobie żyły kobiecie bardzo trudno wychować dziecko na szczęśliwego człowieka.


Prześlij komentarz

Obsługiwane przez usługę Blogger.