Pozorne zatrudnienie i zbyt wysoka płaca – to główne zarzuty, z jakimi spotkały się kobiety w ciąży, którym urzędnicy podważyli wysokość świadczeń chorobowych. Kontrolerzy Zakładu Ubezpieczeń Społecznych (ZUS) bacznie przyglądają się przyszłym mamom, które podjęły pracę na etacie. Zwłaszcza gdy otrzymują wysokie wynagrodzenie. ZUS zaprzecza jednak doniesieniom o urzędniczej nagonce.

Jedną z takich osób, które spotkały się z nieprzychylnością urzędników ZUS, jest pani Anna, do której historii dotarliśmy. Anna pracowała wcześniej jako główna księgowa i dyrektor finansowy jednej  z firm zajmowała się również funduszami unijnymi. Jej zarobki były bardzo wysokie. Pewnego dnia jej znajoma postanowiła otworzyć swoją własną działalność gospodarczą i zaproponowała pani Annie pracę. Początki były trudne. Trzeba było zdobyć pozycję rynkową, klientów i stanąć finansowo na nogi. Później, kiedy firma zaczęła lepiej prosperować, pani Anna podpisała nową umowę na etat. Zaczęła zarabiać ok. 15 tys. zł, co – jak podkreśla – było i tak jedynie częścią jej zarobków z poprzedniej pracy. Po krótkim czasie okazało się, że pani Anna jest w ciąży.
– Była to moja druga ciąża, na dodatek zagrożona. Jestem kobietą powyżej czterdziestego roku życia. Nie wahałam się i od razu poszłam na L4 – podkreśla pani Anna.
To nie spodobało się ZUS-owi. Według przepisów, powinna otrzymywać w przybliżeniu 100 proc. dotychczasowego miesięcznego wynagrodzenia. Tymczasem na podstawie decyzji ZUS otrzymała świadczenie naliczane od minimalnej krajowej, a nie od jej pensji. W czasie postępowania najpierw przed urzędnikami, a potem przed sądem, pani Anna i jej pracodawca musieli wykazać, że firmę było stać na tak wysoką pensję. Pani Annie po 1,5 roku trwania procesu udało się wygrać sprawę w pierwszej instancji, ale ZUS odwołał się do sądu apelacyjnego. W przypadku Warszawy czas oczekiwania na apelację to przynajmniej rok.
Oprócz wysokości wynagrodzenia ZUS kwestionuje także samo zatrudnienie na etat kobiet w ciąży. Wiele pań pracuje na pół etatu. Czasem zdarza się, że wymiar pracy jest podnoszony do wymiaru pełnego etatu. Taką sytuację miała pani Elżbieta. W jej przypadku wkrótce okazało się, że jest w ciąży. Po przejściu na zwolnienie lekarskie ZUS wszczął postępowanie wyjaśniające, które zakończyło się zmniejszeniem podstawy, od której wypłacane były świadczenia. Wiązało się z tym, że pani Elżbieta musiała zwrócić nadwyżkę od otrzymanych wcześniej środków.
W czasie trwania takiego postępowania urzędnicy ustalają, jak przy okazji zwiększenia wymiaru zatrudnienia zmienia się zakres obowiązków. Duże znaczenie ma tutaj to, czy na miejsce kobiety, która przechodzi na świadczenie chorobowe, jest zatrudniany ktoś na zastępstwo. Jeśli nie – to oznacza, że pracownik nie był potrzebny, zatem można uznać, że jest to „fikcyjny etat”.

ZUS zaprzecza nagonce na kobiety w ciąży 
 
Zakład Ubezpieczeń Społecznych zaprzecza, jakoby w urzędzie obowiązywały specjalne wytyczne skierowane przeciwko kobietom w ciąży. Przedstawiciele urzędu podkreślają w rozmowie z Onetem, że kontrole są przeprowadzane bez względu na płeć.
– Nie ma w Zakładzie Ubezpieczeń Społecznych praktyki specjalnych kontroli kobiet w ciąży. ZUS jest zobowiązany przepisami prawa m.in. do weryfikacji tytułu do ubezpieczenia czy też podstawy wymiaru opłacanych składek bez względu na płeć danej osoby. Nie były wydawane żadne zalecenia w tym zakresie – podkreśla rzecznik ZUS Wojciech Andrusiewicz.
Urzędnicy zwracają jednak uwagę, że zdarzają się przypadki próby wyłudzeń wyższych świadczeń.
– Niestety mamy do czynienia z przypadkami, choć sporadycznymi, w których osoby na krótko przed przejściem na długotrwałe zwolnienie lekarskie mają zwiększaną podstawę, od której odprowadzane są składki na ubezpieczenia społeczne. Podkreślam jednak, że te przypadki dotyczą zarówno kobiet, jak i mężczyzn korzystających ze zwolnień lekarskich. Zakład nie zwraca szczególnej uwagi na płeć czy konkretne grupy społeczne. Każdy ubezpieczony jest traktowany w taki sam sposób – zaznacza Andrusiewicz.

Kontrowersje wokół decyzji ZUS 
 
ZUS rości sobie prawo do tego typu ingerencji na podstawie ustawy o ubezpieczeniach społecznych. Prawnicy jednak podkreślają, że często zdarza się, że przed sądem ZUS nie jest w stanie obronić swoich racji i przegrywa rozprawy. Samo dochodzenie i udowadnianie swoich praw przez pracownika, nie zawsze jednak jest takie łatwe.
– W praktyce częste są przypadki, w których ZUS kwestionuje umowy o pracę zawarte przez kobiety w ciąży. Zdaniem organu, jedynym celem takich umów jest wyłudzenie świadczeń z ubezpieczenia społecznego. Pamiętam sprawę, w której pracownica będąca w 4 miesiącu ciąży zatrudniła się w firmie prowadzonej przez członka jej rodziny. ZUS uznał, że umowa ta była umową pozorną. Jednak nie każdy taki przypadek musi oznaczać automatyczną przegraną w sporze z ZUS. Jeśli umowa o pracę została zwarta w okresie ciąży, ale była rzeczywiście wykonywana tj. praca była świadczona, warto odwołać się od decyzji ZUS do sądu – podkreśla w rozmowie z Onetem Magdalena Zwolińska z kancelarii DLA Piper.
– ZUS argumentuje swoje decyzje najczęściej zasadami współżycia społecznego. To jest takie słowo-wytrych. Wystarczy, że ktoś dziś podejmie zatrudnienie, a za miesiąc zachoruje. ZUS-owi od razu wydaje się to podejrzane. Wszczynane jest wówczas postępowanie wyjaśniające, w którym zarówno pracodawca, jak i pracownik muszą odpowiedzieć na szereg pytań i potwierdzić wykonywanie pracy. Nie zawsze jest to łatwe – podkreśla w rozmowie z Onetem Katarzyna Przyborowska, radca prawny z kancelarii Lege Artis.
Jak dodaje, bardzo często zdarza się tak, że na przedstawianych ZUS-owi dokumentach nie ma podpisu pracownika, przez co kontrolerzy uznają je za dowody niewiarygodne. – A przecież pracownicy administracyjni przygotowują dokumenty dla swoich przełożonych, które oni potem podpisują. Nie ma tam przecież podpisu sekretarki czy innej tego typu osoby. Wówczas ZUS twierdzi, że taki dokument nie jest wiarygodnym potwierdzeniem wykonywanej pracy – wyjaśnia.
Kontrowersje wokół decyzji ZUS jest wiele i powstają nie tylko w środowisku osób, dla których decyzje te były niekorzystne. Również środowisko sędziów zastanawia się nad słusznością tego typu praktyk. Sąd Okręgowy w Częstochowie zwrócił się nawet z pytaniem do Trybunału Konstytucyjnego, czy kompetencje ZUS-u nie są za szerokie i nie naruszają praw pracowniczych (sygn. P9/15).
– Sytuacja osób będących na etatach jest trudna. ZUS może kwestionować wysokość pobieranych przez nie świadczeń. Inaczej jest w przypadku osób prowadzących własną działalność gospodarczą. W tym przypadku ZUS prawnie nie ma możliwości kwestionowania składek, ale również takie przypadki się zdarzają. Najgorzej mają młodzi pracownicy. Prowadziłam kilka spraw, w których argumentem ZUS-u do obniżenia podstawy wymiaru świadczeń było "doświadczenie życiowe", zgodnie z którym osoby rozpoczynające swoją przygodę z zatrudnieniem, najczęściej otrzymują minimalne wynagrodzenie – podkreśla Przyborowska.

Paweł Bednarz

Prześlij komentarz

Obsługiwane przez usługę Blogger.