Pesymizm odbiera energię, a ta jest potrzebna, by sięgać po kolejne wyzwania. Brak optymizmu - przekonanie o tym, że po co zaczynać, skoro się nie uda, sprawia, że najlepszym rozwiązaniem wydaje się zaniechanie wszelkich działań. Dlatego warto spróbować się z tym zmierzyć. Jak zmienić pesymistę w optymistę?

Pesymizm negatywnie wpływa na zdrowie, pesymista ma też dużo mniej radości w życiu. Dlatego warto nauczyć się panować nad czarnymi myślami i spróbować zobaczyć świat, jeśli nie w różowych okularach, to przynajmniej w pastelowych barwach. Wypróbuj nasze sposoby na pesymizm.

    Nie planuj zbyt szczegółowo. Plan doskonały nie tylko na życie, ale nawet na dzień nie istnieje. Zawsze może popsuć się pralka, córka zgubi klucze, złamiesz obcas. Zamiast myśleć: „Ja to mam pecha”, lepiej powiedzieć sobie: „Każdemu się zdarza” (i z pewnością od razu znajdziemy kilka przykładów pechowych zdarzeń, których doświadczyła siostra, sąsiadka, koleżanka).

    Nagradzaj się. Pasmo przykrych doświadczeń wytrąci z równowagi nawet największego optymistę. Dlatego trzeba nauczyć się sprawiać sobie przyjemności. Wtedy rozczarowanie w jednej dziedzinie, będzie można zrekompensować czymś miłym w innej. Można poprawiać sobie humor, robiąc to, co się lubi. Kiepski dzień w pracy warto zakończyć spacerem po ulubionym parku i ulubiona herbata w miłej herbaciarni.

    Bądź jak mężczyzna. Często odnosisz wrażenie, że twoje problemy nie obchodzą twojego partnera? Chcesz mu się wyżalić, „przegadać” wasze sprawy, a napotykasz „ścianę”? Rzeczywiście, czasem kobieta jest zła, że mężczyzna nie roztrząsa i nie przeżywa problemów razem z nią, puszczając mimo uszu jej utyskiwania. Ale chyba w duszy mu zazdrości, że potrafi nie przejmować się wszystkim. Może warto brać z mężczyzn przykład?
    Częściej rozmawiaj. Rozmowa z kimś, kto potrafi z dystansem spojrzeć na problem, działa! Już samo wyrzucenie z siebie i nazwanie kłopotu wiele daje. Najlepiej rozpocząć jak niesamowitą historię: „Nie uwierzycie, co mi się dzisiaj przytrafiło” i poczuć się jak narrator, a nie bohater-ofiara zdarzenia.
    Wystrzegaj się narzekaczy. Spotykamy się z przyjaciółmi i zaczynamy prześcigać się w przykładach, kto ma gorzej i dlaczego, a potem mamy jeszcze gorszy nastrój. Stop! Gdy tylko ktoś zacznie za bardzo narzekać, lepiej mu przerwać krótkim: „A co u ciebie dobrego?”.

Gdy pojawia się kryzys...


Zadręczanie się bywa silniejsze od zdrowego rozsądku. Kiedy myśli skupione są na jakimś problemie, trudno nagle powiedzieć sobie „stop”, „co mnie to obchodzi” czy „będzie dobrze”. Co możemy wtedy zrobić?

    W widocznych miejscach warto umieścić kartki z prostymi hasłami, np. „Przecież mogę zmienić zdanie”, „Coś wymyślę”. Zamiast haseł można narysować uśmiechnięte buźki i przyczepić np. na lodówce i na biurku w pracy.

    Przyda się więcej ruchu. Niby proste, a mało osób z tego korzysta. Tymczasem wystarczy samotna przejażdżka na rowerze czy godzina na siłowni, by podniósł się w mózgu poziom neuroprzekaźników odpowiedzialnych za lepszy nastrój i wewnętrzną pogodę.
    Jeśli coś nie zależy od nas, trzeba powiedzieć sobie wyraźnie: „Nie mam na to żadnego wpływu. Zamartwianie się nic nie pomoże”.

    Kiedy coś wydaje nam się za trudne, wręcz niemożliwe do zrobienia, lepiej powiedzieć sobie: „Przecież radziłam sobie w trudniejszych sytuacjach”.
    Gdy zadręczanie się dopada nas przed snem, można napisać na kartce nasze zmartwienie i postanowić, że zajmiemy się nim rano. Wypoczęty umysł lepiej poradzi sobie z kłopotem.
    Jeśli już nic nie działa i myślimy o sobie „królowa pecha”, lepiej powiedzieć sobie: „Jestem optymistką i przez to będę zdrowsza!”.



Jak się rodzi pesymista? Przyczyny pesymizmu

Pesymizm utrudnia życie. Dlaczego więc w czasach, gdy dziesiątki problemów zaprzątają nam głowę od rana do nocy, powiedzenie sobie z uśmiechem „będzie dobrze” przychodzi z takim trudem? Nawet pesymista powinien spróbować być dobrej myśli. Łatwiej mu będzie żyć, a przy okazji zadba o własne zdrowie.

Skąd się bierze pesymizm? Julian Tuwim napisał: „pesymista to optymista z praktyką życiową”. Z pewnością wiele osób mu przytaknie, uważając, że optymiści to ci niepoprawni, naiwni, trochę oderwani od rzeczywistości. Bo czy można patrzeć na świat wierząc, że wszystko się uda, skoro każdego dnia doświadczamy tylu trosk?
O tym, że stosunek do życia jest ważny, niech świadczy fakt, że powstała nowa dziedzina nauki o skomplikowanej nazwie psychoneuroimmunologia, która bada zależności między psychiką a układem nerwowym i odpornością. Naukowcy opracowali już wiele raportów, z których wynika, że optymistycznie nastawione do życia i przepełnione wiarą w siebie osoby zdecydowanie mniej chorują i dłużej żyją niż malkontenci i narzekacze. Na nasze zdrowie wpływają bowiem procesy zachodzące w mózgu. Udowodniono, że u człowieka w stanie permanentnego smutku i przygnębienia zmniejsza się poziom hormonów odpowiedzialnych za sprawność układu immunologicznego. A u optymisty jest odwrotnie.

Jak się rodzi skłonność do pesymizmu?

Wiele zależy od tego, jakie mamy samopoczucie, czy jesteśmy wypoczęci, ale też od tego, jak nas wychowano, i od bagażu życiowych doświadczeń. Jakie są najczęstsze przyczyny braku optymizmu?

    Perfekcjonizm. Chcemy być doskonali w każdej dziedzinie, zbierać pochwały i dowody uznania. Wysokie wymagania stawiamy sobie, ale także dzieciom i partnerowi, a potem żądamy więcej i więcej. Zaczynamy się zamartwiać, co jeszcze możemy zrobić, co poprawić. Niestety, nie da się być perfekcyjnym zawsze i wszędzie, więc rośnie poczucie frustracji, że się nie udaje.

    Brak wiary w innych. Nie wierzymy, że dzieci sobie poradzą, że są wystarczająco samodzielne i mądre. Choć zazwyczaj nie ma z nimi problemów, to i tak mamy ciągle złe przeczucia, wymyślamy, że się zagapią, o czymś zapomną. Często też takie obawy przenosimy na partnera, który, traktowany jak dziecko, wycofuje się i przestaje być oparciem. Pojawia się poczucie osamotnienia. Jak w takiej sytuacji być optymistą?

    Lęki z dzieciństwa. Osoby, które są niepewne, często biorą to, co nieznane, za niebezpieczne. - Jeśli w dzieciństwie nie zachęcano nas do wyzwań, nie stawiano przed nami zadań, aby uchronić nas przed goryczą porażki i rozczarowaniem, to instynktownie będziemy ich unikać, jako dorośli – mówi psycholog Marta Konieczna. – A pierwsza myśl, jaka się pojawia, to: „A co będzie, jeśli się nie uda?”. Im dłużej to trwa, tym więcej wątpliwości się rodzi.

    Brak umiejętności mówienia „nie”. Często mamy problem z komunikowaniem, że czegoś nie zrobimy. Z drugiej strony niełatwo nam powiedzieć, że coś jest dla nas ważne i będziemy o to walczyć. A potem myślimy źle o sobie („jestem beznadziejna, bo znów się dałam zapędzić w kozi róg”) i o innych („pewnie znowu zrobi tę swoją minę, ja to mam szczęście, że spotykam takich ludzi”).

Ważne

Naukowcy opracowali już wiele raportów, z których wynika, że optymistycznie nastawione do życia i przepełnione wiarą w siebie osoby zdecydowanie mniej chorują i dłużej żyją niż malkontenci i narzekacze. Na nasze zdrowie wpływają bowiem procesy zachodzące w mózgu.

Kobietom trudniej o optymizm

Panie są, niestety, mistrzyniami w wymyślaniu czarnych scenariuszy. Można im powtarzać, że wszystko będzie dobrze, a one i tak wiedzą swoje. Kobiety częściej niż mężczyźni rozmyślają, co by było, gdyby... Zadręczamy się, że coś pójdzie nie tak. Codzienną gonitwę negatywnych myśli dobrze znamy. Mąż nie odbiera telefonu? Pewnie stało się coś złego. Dziecko chce jechać na obóz? Przecież tyle się słyszy o wypadkach, złym towarzystwie, no i te kleszcze… Szef burknął „dzień dobry”? Co zrobiłam nie tak? Pozornie błahe problemy spędzają nam sen z powiek i uprzykrzają każdy dzień. Roztrząsamy i analizujemy bez końca. Naukowcy zauważyli, że im właśnie poświęcamy więcej czasu niż miłym zdarzeniom, choćby w ciągu dnia zdarzyło się ich więcej niż tych nieprzyjemnych.

Pesymizm a poczucie odpowiedzialności

Zdaniem psycholog Marty Koniecznej, kobiety mają zdolność jednoczesnego myślenia o wielu rzeczach, co jest niewątpliwie ich mocną stroną. Dzięki temu panują nad życiem osobistym, zawodowym, pilnują rachunków, a po drodze rozwiązują problemy często już samodzielnych dzieci, które raz po raz wołają „mamo, ratuj!”. Ale ta kobieca umiejętność obciąża mocno układ nerwowy. Pojawia się bezsilność i zaczyna się narzekanie, by uwolnić się od emocji, które przerastają. Słyszymy: „Więcej optymizmu!”. Poza tym, jak zauważa Marta Konieczna, kobieta skupia się nie tylko na tym, co sama czuje, ale też na uczuciach innych. – Myśli: „Co oni o mnie pomyślą?”, „Czy się nie obrażą?”. W ten sposób problem staje się bardziej skomplikowany, niż faktycznie jest. Poza tym częściej się obwinia i szuka w sobie wad: „Dziecko przynosi złe stopnie, bo nie mam dla niego czasu, jestem złą matką”, albo „Mąż od miesięcy nigdzie mnie nie zabrał, no tak, wstydzi się mnie, bo jestem gruba”. Na konsekwencje takiego rozmyślania nie trzeba długo czekać: lęki, wątpliwości, obawy nasilają stres i odbierają radość życia. Poza tym kobiety lepiej niż mężczyźni przewidują, co się zdarzy, bo chcą uprzedzić zagrożenia, są bowiem bardziej zapobiegliwe. Mężczyźni bardziej skupiają się na działaniu, na tym, co jest tu i teraz.


Autor: Joanna Zielewska
miesięcznik "Zdrowie"

http://www.poradnikzdrowie.pl/psychologia/rozwoj-osobisty/rozowe-okulary-poprosze-czyli-jak-byc-optymista_42245.html

Prześlij komentarz

Obsługiwane przez usługę Blogger.