To było kilka lat temu. Byłam w okolicach trzydziestki, miałam narzeczonego od lat dziesięciu. Związek z nim to był prawdziwy rollercoaster. „Wszystko przez ciebie” zwykł mawiać po każdej awanturze. Robił jeszcze wiele innych rzeczy, ale zawsze myślałam, że to moja wina. Wiadomo, która z nas nie miała takiej relacji. W mniejszym lub większym stopniu. Snułam w wyobraźni scenariusze rzucenia Drania. Bo wiadomo, że przecież to ja miałam go zostawić. Scenariusz miał być taki.
Pierwszy. Po kolejnej awanturze nie dzwonię do niego nigdy więcej. Gdy on zagaja tym swoim „co tam, co robisz?” nigdy mu nie odpisuję.
Drugi. Poznaję idealnego, normalnego mężczyznę i rzucam drania. On, oczywiście, wtedy rozumie co stracił. Błaga, przeprasza, rozumie.
Trzeci. Może nie błaga, ale już nigdy, nigdy, przenigdy nie układa sobie życia. Bo rozumie, że tylko ja byłam idealna. Rozumiejąca, czuła, wspaniała, boska.
Przyznam szczerze, że byłam pewna, że scenariusz będzie właśnie taki.
Ale to Drań mnie rzucił. Przyszedł któregoś dnia (po kłótni) i powiedział: koniec.
Do końca był draniem. Nie powiedział uczciwie, że się zakochał w innej (donieśli mi znajomi), zwalił wszystko na mnie: „jesteś taka, siaka, i po prostu nie da się”.

Wszyscy, którzy zostali kiedyś porzuceni wiedzą co to za uczucie

Jakby ktoś palił cię żywcem i dolewał jeszcze kwasu, żeby bardziej bolało. Zna też te poranki, gdy budzisz się i dociera do ciebie TA prawda i po prostu skręca ci żołądek. Nie jesz, nie śpisz i tak dalej.
Oczywiście, wszyscy mądrzy mówią: zapomnij, nie myśl, czas leczy rany, masz ochotę zabić, bo ty chcesz jednego. a.) powrotu b.) zadośćuczynienia, c.) zemsty.
Gówno cię obchodzi czas i obietnice, że będzie lepiej. Tak samo jest w związkach. Czasem po prostu upieramy się na kogoś i tkwimy w tej beznadziei, bo
– nikogo nigdy tak nie pokochamy (chlip, chlip)
– tyle czasu zmarnować? Tyle chwil
– mamy wspólne dzieci, dom (to najgorzej)
No i oczywiście, on się w końcu otrząśnie, zrozumie.
Niestety, często jest tak, że im gorszy jest (współ) partner, tym bardziej się na niego upieramy. Tak samo kobiety, jak i mężczyźni, bo przecież drań ma też wersję żeńską, równie bezwzględną i narcystyczną.

No ale cóż, jako kobieta po przejściach, wiem jak wygląda życie z Draniem

– przez większość życia czujesz napięcie (często nie wiesz, jak on zareaguje)
– często musisz przepraszać (bo on robi to rzadko albo tylko wtedy, gdy się oddalasz)
– czujesz, że robisz więcej dla tego związku, bardziej się starasz
– w sumie nie potrafisz powiedzieć jak stara się on– poza początkiem czy kilkoma zrywami, które miał w trakcie relacji
– czujesz, że jego sprawy są ważniejsze
– musisz się tłumaczyć z uczuć, emocji, sytuacji
– gdy mówisz co czujesz, on się obraża
– nie możesz na nim przez większość życia polegać
– nie czujesz wsparcia
– to cię z jednej strony kręci (skrypt z dzieciństwa: „muszę zasłużyć”), z drugiej strony czujesz obezwładniające zmęczenie i poczucie, że to niesprawiedliwe
– boisz się, że on odejdzie
– jesteś z nim, ale jakby sama (poza zrywami)
– ten związek cię unieszczęśliwia, ale ciągle dajesz mu (wam szansę)
Dopóki to jest Twoja jedyna, najważniejsza relacja, dopóty nie zrozumiesz, że można żyć zupełnie inaczej. Można się budzić bez stresu, być najgorszym człowiekiem na świecie i wiedzieć, że ta druga strona cię zrozumie, bo życie ze sobą to jest nieustanne balansowanie między „bosko”, a „beznadziejnie”. „Normalnie”, a „niezwykle”.
Musisz dać sobie szansę i zdecydować się na rozstanie. Albo na jego odejście. Gdy on nie dba o ten związek bardzo trudno jest powiedzieć: „puszczam, niech idzie”. Spotykamy się ze wszystkimi swoimi demonami. Trzeba, co prawda, często przeżyć piekło. Upokorzenia, cierpienia, żale. Słabe jest to, gdy dowiadujesz się, że on ma inną, że doskonale sobie radzi, że tej innej się oświadcza, że ma z nią dziecko…. że ona uważa, że to ty jesteś dziwna, wiadomo.

Potrzebujesz czasu, żeby zrozumieć:

– to nie była relacja, tylko wymiana usług, w której ty dawałaś więcej
– to była przemoc, tyko wtedy tego nie widziałaś
– to było używanie, tylko zamykałaś oczy
– dawał ci miliony sygnałów, ale nie chciałaś ich widzieć
– to co wydawało się nie do przeżycia, po przeżyciu żałoby (średnio do roku), jest tylko śmieszne
– to co bolało, nie boli wcale, a nawet jeśli cokolwiek wciąż czujesz, to myślisz: „ale to głupie”.

Bo spotkasz człowieka, który:

– nie będzie powodował, że czujesz napięcie (czyli to jednak nie twoja wina)
– będzie dużo robił dla związku (rany, to wszyscy mogą tak szczęśliwie żyć? Wow.)
– będzie rozmawiał z tobą o emocjach, uczuciach, a nie cię z nich rozliczał. Będzie to robił nawet jeśli nie jest mistrzem rozmowy i analizowania.
– będzie cię wspierał
– nie będziesz się bała, że odejdzie
– będziesz czuła, że jesteś z kimś
– ten związek cię uszczęśliwi
Większość relacji jest prostsza niż myślimy, a nawet jeśli nie jest, to dwie strony próbują to naprawić. Słowo klucz: próbują.
Po czym sprawdzić czy związek ma szansę? Odpowiedź jest tylko jedna – po tym, że oboje chcecie go naprawiać. Jeśli jedna strona wyraźnie pokazuje: mam to gdzieś, to taki związek nie ma szans. Możesz tracić ten czas na oszukiwanie siebie, a możesz go poświęcić na psychiczną odbudowę i danie sobie szansy na poznanie Właściwego. Z którym po prostu jest fajnie. No chyba, że jesteś masochistką;-)

Prześlij komentarz

Obsługiwane przez usługę Blogger.