Panna X i pani Y. Siedzę w weekend na tarasie u jednej z nich, popijają drinki (hipotetycznie), może być też: wcinają ciasteczka, piją gorącą czekoladę.
– Ach, muszę schudnąć – wzdycha jedna.
– Oj tak – wzdycha druga. – Trzeba schudnąć. Pach, ciasteczko ląduje w ślicznych (dobra, dość ładnych) usteczkach.
– Trzeba, trzeba.
Chwilę później wpada panna Z. Od marca minus piętnaście kg. Codzienne bieganie, Chodakowska i tak dalej. No i racjonalna dieta.
– Nie, dziękuję za ciasteczko (wino, drinka, gorącą czekoladę, zimną czekoladę, mrożoną czekoladę)
– No co ty, nie zjesz, już nie przesadzaj – mówi X – Chcesz zniknąć? Zero dumy z przyjaciółki. Żadnego „wow” i „niesamowite”.
– My od jutra – panna X. i pani Y. pocieszają siebie i kolejne milion kalorii wpychają sobie do dzióbków.
Znacie to? Latami tak można. Ze wszystkim. Dieta to najbanalniejszy przykład. Chodzi generalnie o odraczanie, odpuszczanie sobie, postanowienia, które nigdy nie zostaną zrealizowane.
Och, jak ta Inna, dobrze wygląda, jakiego ma boskiego męża, boskie dzieci, boski dom, boskie wszystko. I te nogi takie umięśnione i twarz śliczna, i cudowne przyjaciółki. Też tak chcęęęęęęęęęę– wyrywa się dziewczynka w tobie. Mała gówniara, która głównie tupie nogą, żąda, marzy, wyobraża sobie, że kiedy ona w końcu: zmieni tę pracę, otworzy firmę, wyjdzie za mąż, poleci na Sri Lankę… wtedy wszystko się zmieni.
A jak do tego dojdzie? Hmm, może zdarzy się cud? W końcu przecież fajni mężowie i bilety na Sri lankę lądują czasem w naszych domach bez zapowiedzi, spadają na kanapę na której leżymy i planujemy swoje boskie życie. Te boskie życie w przyszłości, bo teraz ono takie nijakie. Wygląd? No cóż…. Praca? Hmm….Pasje? Dopiero uczą się raczkować. Cele? Pewnie, że są, ale schowały się w kącie.
Aaaaaaa, ratunku, dość, basta, koniec!!!! Życie nie dzieje się w magicznym: „później”. Życie się dzieje „tu i teraz”. I jeśli my czegoś nie zrobimy, żeby to „tu i teraz” przybliżało nas do boskiego celu to nul, koniec. Nikt tego nie zrobi.
Dlaczego właściwie o tym piszę? Hmm, bo sama jestem mistrzynią planowania.
Rolki– plan od roku. Nie, te za drogie, teraz są inne priorytety, dobra, od następnego miesiąca, dobra, najpierw jednak kurs nauki na rolkach, za drogie, to za miesiąc. Fajnie, minął rok i na rolkach umiem przejechać wciąż tylko kilka metrów.
Znam też mnóstwo takich osób. Panny X i panie Y krążą wokół. „Odkładaczki”, „planowaczki”. Dlatego tak cudownie być blisko pań Z. Jest myśl, jest cel, jest dążenie.
To są te pisarki, które jednak napisały książki i poświęciły ileś lat na pracę nad warsztatem.
Te lekarki co pokończyły trudne studia i wciąż się szkolą
Dziewczyny z pasją, które zawsze osiągają to, co chcą. Uczmy się od nich, bo i inspiracja i piękna, fajna energia.
Często boimy się zacząć, a to takie proste. Scarlett O’Hara i jej filozofia może się sprawdza w kłopotach, gdy nie mamy na coś wpływu. Ale nie w planowaniu. Gdybyśmy wszystkie myślały jak ona (czyt. jutro, jutro) nie byłoby:
– spektakularnych karier
– spektakularnych osiągnięć sportowych i wszystkich innych
– spektakularnych schudnięć też by nie było:)
Ani niczego co wymaga działania, a nie siedzenia na kanapie.

Prześlij komentarz

Obsługiwane przez usługę Blogger.