Kobiety są niezrównane w biczowaniu się, że sobie z czymś nie poradziły, że czegoś nie wiedziały, że podjęły złą decyzję. Zamiast rozpamiętywać wpadki i niepowodzenia – działaj, ucz się, szukaj rozwiązań i podejmuj kolejne próby. Tylko ten, kto jest aktywny, ma szansę na zwycięstwo.

Męczy Cię, chodzi za tobą i wierci w głowie dziurę… uparte zmartwienie. Zabiera ci spokój natrętna myśl o tym, że jest źle, a będzie jeszcze gorzej. Czarne scenariusze w twojej głowie nie dają ci spać po nocach. Więc siedzisz na tyłku i martwisz się o przyszłość. Ba! Nawet zamartwiasz się. Tylko czy zauważyłaś, że ciągły strach, że sobie nie dasz rady w życiu, w niczym ci nie pomaga?
Ludzka zdolność martwienia się, jest absolutnie potrzebna i często ratuje nas z opresji, pomaga wybrać odpowiednie rozwiązanie. Tak nas pierwotnie stworzono, aby przewidywać i wybierać korzystne rozwiązania. Nie narodził się jednak jeszcze taki, który nie popełnił w życiu błędu i nie miałby czego żałować. Nie ma decyzji słusznych w 100% procentach. Nawet rządy i wielkie budżety bywają zatwierdzane niewielką przewagą głosów. Nigdy nie ma pewności, że przyjęło się najlepsze rozwiązanie, ale brak pewności w tej kwestii, nie oznacza, ze należy się uchylać od podejmowania decyzji. W życiu prywatnym, czy zawodowym trudno nam zaakceptować taką sytuacje. Trzeba przyjąć do wiadomości, że zamiast siedzieć i w nieskończoność karmić swoje lęki, lepiej po prostu coś zrobić. Trzeba rozważyć wszystkie za i przeciw, a potem podjąć decyzję. W zależności od tego, co zrobisz (bądź czego nie zrobisz) dzisiaj – twoje jutro przybierze określony kształt. Każdą z nas trapi jakaś nierozwiązana sprawa. Martwienie się jest oznaką dojrzałości, jeśli łączy się z planowaniem i zapobieganiem.

Martw się mądrze, bo bierność jest do kitu

Znasz te hasła powtarzane przez ludzi pogrążonych w poczuciu bezsilności: na nic nie mam ochoty, życie jest udręką, nie mam po co wstawać z łóżka… Od samego słuchania i myślenia o tym, człowiekowi się odechciewa. No właśnie, a jeśli sama sobie zaczynasz powtarzać, że nic się z tym nie da zrobić, że nie masz szans, że sobie nie poradzisz – to zaczynasz w to wierzyć. A to już najgorsze, co może się wydarzyć. Jeśli ty będziesz przekonana o swojej bezradności, to już nie znajdzie się nikt, kto będzie mógł przekonać cię, że jest wyjście z każdej sytuacji. Kiedy przechodzisz okresy zagubienia, zamiast rozpamiętywać niewesoły stan rzeczy, skupiaj się na szukaniu pomysłów, jak pokonać przeciwności, a potem podejmuj kroki, żeby wyjść z trudnego położenia.

Zadawaj właściwe pytania

Weź sobie do serca słowa Einsteina: „Nie możemy rozwiązywać problemów używając takiego samego schematu myślowego, jakim posługiwaliśmy się w trakcie ich pojawienia się.” W tym miejscu mogę z doświadczenia powiedzieć, że zadawanie właściwych pytań jest kluczem do sukcesu. Pytaj:
  • Jak?
  • Kiedy?
  • Co dokładnie?
  • Czego potrzebuję?
  • Jak opanować parkowanie równoległe?
  • W którym miejscu popełniam błąd?
  • Jak długo mam pracować, żeby porozmawiać o awansie?
  • Jak i gdzie szukać lepszej pracy?
  • Kogo zapytać?
  • Kogo poprosić o pomoc?
Tak, poradzisz sobie

Wyobraź sobie, jakiego efektu oczekujesz i jak będzie wyglądało twoje życie po tym, gdy uporasz się ze zmartwieniem. Zwracaj uwagę na swoje odczucia i emocje, może przejdzie cię dreszcz, poczujesz ścisk żołądka albo rozboli cię głowa. Nowe i nieznane ma prawo napawać cię obawami, dlatego bardzo istotne jest wyobrażenie sobie tego jak będzie wyglądał twój świat, gdy weźmiesz się za jego naprawianie. Z uporem powtarzaj sobie, że: „jest jakieś wyjście i potrafię jej znaleźć”, „chcę łamać normy i naruszać zasady”, „naprawdę potrafię radzić sobie z trudnościami, naprawdę potrafię pokonywać przeszkody”. To jest jedyny sposób, żeby się nie poddać. I przydaje się też wiara w to, że jeśli będziemy aktywne, to naprawdę jutro wszystko może wyglądać inaczej. D. Hammarskjold powiedział kiedyś: „Życie stawia przed Tobą wymagania na miarę sił, które posiadasz. Możliwy jest tylko jeden bohaterski czyn: nie uciec".

Nic nie robienie i samo tylko martwienie się jest bezpieczne (stąd tak duża popularność takiego podejścia do sprawy), jednak na dłuższą metę bywa bardzo męczące. To w działaniu uaktywnia się kreatywność i uwalnia życiodajna adrenalina. W ten sposób do głowy przychodzi mnóstwo pomysłów (koniecznie je spisuj – niejeden scenariusz przeboju kinowego powstał ze starych notatek schowanych w szufladzie np. Avatar). Paradoksalnie poświęcenie 100% uwagi teraz i tutaj daje ci prawo przypuszczać, że efekt twoich poczynań w sposób jednoznaczny zmieni twoją przyszłość. To dużo więcej niż wegetowanie  na kanapie z kubełkiem lodów w odwiecznym poczuciu beznadziei i rozmyślaniu o swojej marnej egzystencji, na którą „nic nie poradzisz”.

Jeśli akurat jest ci tak źle, że masz problem ze skupieniem się nad pustą kartką – ok, maszeruj na siłownię, fitness i zmęcz się tak żebyś nie miała siły już myśleć. Wyrzuć z siebie złe emocje, żale. Wyżyj się dosłownie, a po powrocie do domu wróć do problemu w sposób konstruktywny, jasny i z mocnym przekonaniem, że sobie poradzisz. Kombinowanie na zasadzie a jeśli w przeszłości postąpiłabym inaczej, podobnie jak uzależniająca bezczynność i bezradność prowadzą do stanów depresyjnych. Wróć i przyjmij do wiadomości, że masz tylko tu i teraz. Doceń, że jesteś w tym właśnie punkcie i uczysz się życia, organizując je według własnych zasad i potrzeb.

Czasami trzeba poszukać pomocy

Jeśli masz odwagę skonfrontować się i stanąć twarzą w twarz z przyczyną twoich największych problemów niezależnie od tego czy jest to niskie poczucie własnej wartości, zachowanie męża, lub kłopoty finansowe – wtedy zmienisz martwienie się w działanie. To jednak nie oznacza, że automatycznie wszystkie obawy i problemy znikną. Czasem zdarza się, że nawet gdy stajesz na głowie, próbujesz na milion sposobów, przeczytałaś już stertę mądrych książek, zwyczajnie nie masz siły dalej walczyć z tematem. Wtedy warto skorzystać z pomocy specjalisty – terapia to nie tylko moda, ludzie z tego korzystają, bo to bywa pomocne.

Spotkałam wiele kobiet, które unoszą się ambicją i honorem, mówiąc: „Będę cierpieć, ale sama sobie dam radę”. Nie o to chodzi, by odgrywać sceny z opery mydlanej, bo życie jest krótkie i kruche. Dlatego dając sobie szansę na krok w przód, stając do walki ze słabościami, przerabiając własne najcięższe problemy, stajemy się silniejsze i bardziej opanowane. Mobilizując się, podejmując wysiłek zawsze zyskujesz: nowe spojrzenie na siebie i swoje życie, oraz wiedzę i doświadczenie. To ostatnie nie jest dostępne z poziomu kanapy. Unikając ryzyka za wszelką cenę pozbawiamy się szansy na sukces. Edison powiedział: „Nie poniosłem porażki. Po prostu odkryłem 10.000 błędnych rozwiązań”. I tego się trzymać dziewczyny!

Kamila Kuzior


Prześlij komentarz

Obsługiwane przez usługę Blogger.