Gdy napisałam tekst o pięciu największych kobiecych lękach, bardzo żywo zareagowałyście zwłaszcza na pierwszy z nich. Lęk o to, że nie jestem piękna. Ten sam niepokój widzę również w komentarzach pod innymi postami, jak i w mailach, które do mnie przysyłacie. Zdaję sobie sprawę z tego, jak wiele kobiet zmaga się z koszmarem kompleksów i niewiary w swoją atrakcyjność. W Waszych słowach odbijają się również moje własne obawy. Bo tak naprawdę nigdy nie będę całkowicie wolna od martwienia się własnym wyglądem. Wydaje mi się jednak, że warto rozdzielić dwie zupełnie różne rzeczy. Jedną z nich jest zwykłe, codzienne denerwowanie się na włosy, które nie chcą się ułożyć i pryszcza na brodzie. A czymś zupełnie innym głęboki wstyd z powodu tego, jak wyglądam: mojej twarzy, figury i rzucających się w oczy niedoskonałości. Wiem, że to drugie podejście może dosłownie odebrać chęć do życia.
Wymyślając tytuł tego wpisu, zainspirowałam się tekstem Riennnahery: Kiedy przestajemy czuć się brzydkie? Polecam, zrobił na mnie duże wrażenie. Ja jednak pokuszę się o stwierdzenie, że nie czuć się brzydką to jeszcze za mało. A „piękno” jest słowem, którego po prostu boimy się użyć w stosunku do samych siebie. Bo nam wstyd, bo znamy ładniejsze dziewczyny, a na siebie zupełnie nie potrafimy spojrzeć w  ten sposób. Ponieważ boimy się, że ktoś zaprzeczy naszej urodzie jednym oceniającym spojrzeniem. Chodźcie, pokażę Wam w jaki sposób ja rozbroiłam te lęki!

Myślę, że instynktownie rozumiem to, o czym pisała Riennahera w swym tekście – o znudzeniu się swoimi kompleksami. Chociaż ja, przekładając to na język własnych uczuć, powiedziałabym raczej o „odpuszczeniu sobie” pewnych rzeczy. Wiecie, chodzi o tę wyzwalającą zmianę myślenia, która z biegiem czasu zdejmuje ciężar ze spraw, którymi zamartwialiśmy się na śmierć. To dlatego wygląd ma zupełnie inne znaczenie dla nastoletniej dziewczyny, inne dla studentki, która odkrywa swoją kobiecość, a jeszcze inne dla dojrzałej kobiety w szczęśliwym związku.
Krótko mówiąc, nawet jeśli masz kompleksy i niespecjalnie coś z tym robisz, to i tak czas zrobi swoje. Prawdopodobnie zaczniesz powoli odpuszczać sobie oglądanie przed lustrem własnych bioder w bikini i bez większego wstydu wyjdziesz na plażę. Właściwie można byłoby powiedzieć, że z kompleksów po prostu się wyrasta. I doradzić każdej kobiecie cierpliwość. Jak dobrze pójdzie, może koło sześćdziesiątki poczujesz się sexy. Hehe.

„Odpuszczanie sobie” jest błogosławionym mechanizmem kobiecej psychiki. Lecz z drugiej strony jest to postawa dosyć bierna. Nie przynosi żadnej rewolucyjnej zmiany postrzegania samej siebie – zwłaszcza w kontekście innych ludzi. W kontekście mężczyzn. W kontekście innych pięknych kobiet.
Prawdziwie piękne zaczynamy czuć się wtedy, gdy swobodnie odnajdujemy się w sytuacjach wymagających od nas świadomości własnego ciała i pewności siebie. Piękno jest więc czymś więcej, niż brakiem kompleksów. Jest to świadome korzystanie z własnego potencjału jako kobiety i jako osoby. Piękne kobiety to takie, u których mechanizmy myślenia o sobie wskoczyły na właściwe obroty i zaczęły dynamicznie napędzać ich życie.
Żeby nie poprzestać na wzniosłej teorii, pokażę Wam co rozumiem przez tę zmianę myślenia. Między innymi na własnym przykładzie. 

piękna wśród mężczyzn

Z całą pewnością czujemy się brzydkie, gdy doświadczamy braku zainteresowania ze strony mężczyzn. Gdy nikt nam nie prawi komplementów, nie rzuca zachwyconych spojrzeń, nie wyróżnia spośród dziesiątek innych kobiet. Przy czym dotyczy to nie tylko singielek, ale również kobiet, które są zaniedbywane przez swoich partnerów. Tak to już działa, że jedno zachwycone spojrzenie faceta daje większe poczucie atrakcyjności niż dzień spędzony w SPA. Nie walczyłabym z tym zjawiskiem.
Natomiast zauważyłam jeszcze ciekawsze.

Kobiety najbardziej spragnione męskiej adoracji to równocześnie te, które zupełnie nie wierzą w to, że mogą się komuś podobać. Te z nas, które szukają potwierdzenia swojej urody w oczach mężczyzny, równocześnie zupełnie nie wierzą w dobre rzeczy na swój temat. Zazwyczaj intensywnie ćwiczymy NIEprzyjmowanie komplementów już na poziome relacji z siostrami, przyjaciółkami i innymi znajomymi kobietami. Chociaż słyszymy je, i to wcale nie tak rzadko. Kobiety dosyć chętnie zachwycają się głośno szczegółami urody swoich koleżanek: chwalimy piękne włosy, świetnie dobraną sukienkę, albo to, że któraś ładnie wyszła na zdjęciu. I jednocześnie same zupełnie nie potrafimy przyjąć tego, że ktoś zauważył w nas coś pięknego. Jesteśmy przyzwyczajone do postrzegania siebie w sztywny, krytyczny sposób, w którym nie ma miejsca na inną perspektywę. (Ja sama przez wiele lat nie potrafiłam uwierzyć, że mam ładne nogi.) O ile jednak miłe słowa przyjaciółek są czymś powszechnym i słabo na nas działają, o tyle komplementy mężczyzn potrafią skutecznie przekonać nas o własnej urodzie.

Dobrze pamiętam dzień, w którym ja sama z niejakim zdziwieniem uświadomiłam sobie, że podobam się facetom. Spowodowała to dosłownie drobnostka: jakiś chłopak w sklepie podszedł do mnie specjalnie po to, żeby pomóc mi zapakować brzoskwinie, które chciałam kupić. Trwało to trzy sekundy. I pewnie szybko puściłabym je w niepamięć, gdyby nie błysk zainteresowania w jego oczach, który mnie zastanowił. Pamiętam, że tamtego dnia miałam na sobie fajną sukienkę, byłam w dobrym humorze i ogólnie w niezłej życiowej formie. Być może wszystko to spowodowało nagły przeskok myślenia (które w innych okolicznościach wyglądałoby mniej więcej tak: o matko, jaka żenująca sytuacja, wyszłam na totalną sierotę). Zamiast tego pomyślałam sobie, że było to bardzo miłe, naturalne i że właściwe czemu miałoby mnie nie spotkać? Dlaczego nie MNIE?
Oczywiście nie była to żadna rewolucja i od tamtego dnia nie poczułam się sexy laską. Nawet dziś się tak nie czuję. Ale jednorazowa zmiana perspektywy zadziałała jak koło zamachowe. Zaczęłam dostrzegać (i przyjmować!) coraz więcej pozytywnych komunikatów na swój temat. I coraz więcej ich dostawać. Aż w końcu przyzwyczaiłam samą siebie do myśli, że ludzie pozytywnie na mnie reagują i zaczęłam się wręcz tego spodziewać. Dotyczy to również mężczyzn, których, jak wiadomo pociągają pewne siebie kobiety. A pewność siebie zbudowana na pozytywnym doświadczeniu i świadomości, że ja rzeczywiście jestem warta tych wszystkich miłych słów i spojrzeń, które dostaję – jest szczególnie magnetyczna. W pewnym momencie staje się to tak naturalne, że już nieistotne jest, czy czujesz się piękna, bo dostajesz takie sygnały z otoczenia, czy dostajesz je, bo jesteś piękna. To działa w obie strony.
Gdybym miała ująć to w krótkich słowach, powiedziałabym, że zaczynamy czuć się piękne wtedy, gdy spodziewamy się i umiemy przyjmować pozytywne komunikaty na swój temat.

W tym miejscu gorąco polecam Wam krótką wypowiedź znanego dominikanina – o. Adama Szustaka. Być może wyda wam się nieco dziwne to, że ksiądz katolicki ma coś do powiedzenia na temat kobiecego piękna. Ale namawiam, dajcie mu szansę. Przy czym warto słuchać go przede wszystkim jako mężczyzny, a dopiero w drugiej kolejności zakonnika. Bo właśnie jako mężczyzna ma wiele ciekawych spostrzeżeń na temat kobiet.

piękna wśród kobiet

Jest jeszcze jedna ważna rzecz, o której chcę powiedzieć. I zacznę w podobny sposób:
Czujemy się brzydkie wtedy, gdy porównujemy się z innymi kobietami. Jestem absolutnie przekonana, że dotyczy to ogromnej większości z nas. Mam wrażenie, że kobiety mają w sobie jakąś nieokiełznaną, mroczną część osobowości, która wbrew zdrowemu rozsądkowi skanuje wszystkie inne dziewczyny w zasięgu wzroku, porównując ich urodę. Przy czym porównanie to zwykle wypada na naszą niekorzyść, wpychając nas w piekło niezadowolenia i kompleksów.
Nie jest natomiast prawdą, że kompleksy te są spowodowane idealnym wyglądem słynnych modelek. Po nich również przebiegamy wzrokiem, ale mamy świadomość, że jest to nieosiągalne piękno świata show businessu i Photoshopa. Większość kobiet na pewnym etapie wybija sobie z głowy porównywaniem się z gwiazdami. Natomiast zwracamy dużą uwagę na to, jak wyglądają kobiety w naszym otoczeniu i to im zazdrościmy urody. Czasem polega to na tym, że spontanicznie podążamy tęsknym wzrokiem za piękną figurą dziewczyny, spotkanej na ulicy. Ale zdecydowanie częściej obieramy sobie za cel jedną czy dwie koleżanki, u których podoba nam się dosłownie wszystko. I z miejsca byłybyśmy gotowe zamienić się z nimi na ciało, życie, faceta i kolekcję butów.

Mi też się to zdarza. Są rzeczy, których autentycznie zazdroszczę innym kobietom, bo wiem że z powodu fizycznych ograniczeń nigdy ich nie będę miała. Natomiast jeśli widzę wyjątkowo piękną dziewczynę, tak całościowo, czuję nie tyle zazdrość, ile coś w rodzaju uznania. Ja wręcz lubię patrzeć na piękne, proporcjonalne ciała. Trochę jak na dzieła sztuki.
W kwestii porównywania się wbiłam sobie do głowy jedną ważną rzecz: to, że kobieta jest ładna, nie oznacza że ma udane i szczęśliwe życie. Nie oznacza to, że ma świetny charakter, robi ciekawe rzeczy, jest szczęśliwie zakochana i potrafi śmiać się sama z siebie.
Jest po prostu ładna. Tyle.
Idąc tym tropem, zaczęłam patrzeć na kobiety pod zupełnie innym kątem i zastanawiać się, do których tak naprawdę warto się porównywać? Które z nich mają to, co ja uznaję za piękno? Które często się śmieją i mają spokój w oczach, które otoczone są wspaniałymi ludźmi, które żyją z pasją? Takie porównania mają zupełnie inny ciężar oraz inny cel. Bo o ile piękno fizyczne może przytłaczać i być obiektem zazdrości, o tyle czysto ludzkie piękno inspiruje i jest w zasięgu ręki.

Mam koleżankę, na imię jej Alicja. Ala, choć niebrzydka, z całą pewnością nie należy do kobiet, której urodą zachwyciłabym się na ulicy. Jest natomiast jedną z najbardziej otwartych osób, jakie znam i od początku naszej znajomości genialnie mi się z nią rozmawia. Zawsze podobało mi się w niej to, że ma swój świat i totalnie wierzy w to, co robi. Wiecie, jak nudna może być higiena żywności, biorąc pod uwagę fakt, że w dużej mierze jest systemem przepisów, które trzeba znać i stosować? Nie dla Alicji. Ona wybrała sobie tę dziedzinę na ścieżkę kariery, świetnie się w tym odnajduje, potrafi godzinami opowiadać o swojej pracy i naprawdę niesamowicie się w tym kierunku rozwija. Ta dziewczyna ma swój świat, pasję i pomysł na siebie! Dodam jeszcze, że Ala ma fantastycznego męża, mnóstwo oddanych przyjaciół i parę innych zainteresowań. Jest piękna i to w szalenie inspirujący sposób.
Przyglądając się kiedyś Alicji, zaczęłam myśleć o tym, że w zasadzie nie jest ważne to, czym zajmujesz się w życiu, bo absolutnie do wszystkiego można podejść z pasją i zaangażowaniem. Zaczęłam zastanawiać się, czy ja traktuję w ten sposób moją pracę i moje pasje? Czy jest to świat, po którym mogłabym kogoś „oprowadzić” ? Przecież robię fajne rzeczy, biologia jest ciekawa, a ja znam mnóstwo smaczków z nią związanych. Blogowanie jest ciekawe, książki są ciekawe, filmy są ciekawe i choćby nawet takie gotowanie też.
Tak się jakoś złożyło, że po pewnym czasie umówiłam się na pierwszą randkę z chłopakiem, który okazał się mężczyzną mojego życia. To było bardzo, bardzo udane spotkanie. Z gatunku tych, na których coś od razu „zaskakuje” i rozmowa toczy się właściwie sama. I wiem, że w dużym stopniu kupiłam go moim własnym światem, o którym potrafiłam opowiedzieć. Tak różnym od wszystkiego, co on sam znał z własnego doświadczenia. Czułam się piękna, gdy mnie słuchał.

Tak więc wiele zawdzięczam mojej Alicji, ale również kilku innym kobietom, które żyją w pasjonujący sposób. Uwierzcie, że od pewnego czasu dużo mniejszą uwagę zwracam na kobiecą urodę w czysto fizycznym wymiarze. Staram się natomiast inspirować kobietami, które ja według własnych kryteriów uważam za piękne.

Im dłużej nad tym myślę, tym silniej nasuwa mi się wniosek, że poczucie piękna to wyłom w naszym dotychczasowym sposobie myślenia. Taka szczelina, przez którą wpada mały promyk, pokazując w zupełnie innym świetle to, na to patrzyłyśmy do tej pory. Zbrodnią i kłamstwem byłoby całkowite oderwanie piękna kobiety od jej fizyczności. Fizyczność prawdopodobnie pozostanie niezmieniona, niezależnie od tego, jaka ilość światła na nią padnie. Ale kąt oświetlenia, co wie każdy fotograf, może zdziałać cuda.
Dzięki za cierpliwość! W oczekiwaniu na ten tekst i w czytaniu go, bo znów wyszedł długi

PS Jeżeli uważasz, że mój tekst pomaga kobietom odkrywać własne piękno – podaj go dalej. Naprawdę wierzę w to, że piękne kobiety czynią ten świat piękniejszym miejscem  Dziękuję!

Prześlij komentarz

Obsługiwane przez usługę Blogger.