Co tu zrobić, co tu zrobić? Hmmm. No tak, jeśli naprawdę twoje życie jest do D, pewnie nawet przez sekundę nie pomyślałaś co zrobić, bo i po co, lepiej sobie trochę pojęczeć nad niedolą.
Byłam dziś rano w przedszkolu, odprowadzałam córkę – dzień wiekopomny, wchodzimy do szatni, jesteśmy pierwsze (dlatego, że dziś tylko niedobitki, większość powyjeżdżała), żartujemy z tego (bo wyjście, czyt. ubieranie i tak zajęło sto godzin, czyli godzinę). Nagle zza drzwi sali wychyla swą głowę bulterier – A PANI WIE, ŻE BĘDZIE DZISIAJ TYLKO JEDNO DZIECKO JESZCZE… O KTÓREJ JĄ PANI ODBIERZE??!! – Nosz…. – myślę (tu następuję w moich myślach seria niewybrednych epitetów). – Pewnie koło 16-tej odpowiadam. CMOK, CMOK, CMOK – przeszywa pusty  – korytarz, do tego gratis ostentacyjne westchnięcie. Córka wchodzi do sali, bulterier wywraca oczami – A pani wie, że nie robi mi uprzejmości, tylko pracuje – zupełnie tak jak ja dzisiaj? – nie wytrzymuję i rzucam trochę w kosmos. Efekt zapowietrzenie. No nic, życie tej pani z pewnością jest do dupy.
Więc ze specjalną dedykacją dla pani B. i wszystkich, których życie niewątpliwie jest do D lub tych, którzy tak uważają. Garść praktycznych porad.

Pozwól sobie czuć się źle

Nie mylić z: Zalewaj jadem każdą formę życia. 
Tak, masz prawo uważać, że twoje życie jest dupy najbardziej, że wygrywasz tę konkurencje jeszcze przed startem, że świat jest zły, bo musisz, gdy inni grillują uśmiechać się do obcych bachorów – jeśli pracujesz w przedszkolu. Masz prawo nie mieć siły, mieć żal. Masz prawo się złościć. Do wszystkich emocji masz prawo. ALE… jeśli to stan stały – pora coś zmienić. No bo skoro wszystko jest takie beznadziejne, po co w tym tkwić?
Każda matka wie, że miejsce „ojojane” mniej boli. Więc zrób sobie swoje prywatne „ojojoj”, a potem otrzyj łzy, naklej plasterek. Narzekanie bywa potrzebne, to naturalny etap w procesie podnoszenia się po upadku. To często impuls, żeby powiedzieć sobie: DOŚĆ, nie chce tak dłużej!

Weź na siebie odpowiedzialność

Nie mylić z: Obwiniaj się. 
Czasami jedno wydarzenie sprawia, że przenosimy poczucie beznadziei na całe nasze życie. Skonfrontuj się z tym. Weź odpowiedzialność za swoje niepowodzenie, złą decyzję, porażkę. Owszem, dużo łatwiej jest powiedzieć – po prostu moje życie jest do dupy, taka karma – i popłakać trochę nad rozlanym mlekiem, ale to niczego zmieni, nie pchnie cię nawet o centymetr do przodu. Nie chcesz chyba tam zostać na zawsze.
Nawet, gdy sprawy są poważne, gdy cierpisz z powodu straty miłości czy bliskiej osoby – to ważny etap. Na pewno masz wobec siebie jakieś wyrzuty – staw im czoła. To może być telefon, z którym zwlekałaś, rozmowa, której nie zdążyłaś odbyć. Nie obwiniaj się za to. Tak mogło być inaczej, codziennie może być inaczej – ale czasu nie da się zawrócić. Są rzeczy, na które już nie mamy wpływu – i to jest przeszłość. Możesz za to wyciągnąć z tego doświadczenia bardzo cenną lekcję i nawet tej nieobecnej już osobie wiele „wynagrodzić” zmieniając się na lepsze.
Twoje życie jest do bani? Nie pozwól na to nigdy więcej! Nie zakopuj tych emocji.

Rób coś dla siebie

Nie mylić z: Zapomnij o całym świecie. 
Żeby złagodzić nieco cios od losu – pozwól sobie na hojność wobec siebie. Tak, zrób dla siebie coś miłego i dobrego. Jeżeli twoje życie jest do D – czyli nikt nie dba o ciebie, nie robi ci niespodzianek, nie interesuje się twoimi potrzebami, czy nie sprawia ci przyjemności (no bo skoro twoje życie naprawdę jest do dupy, chyba tak jest?) – zrób to sama. Co stoi na przeszkodzie by pomóc sobie samemu, odczarować nieco szarość dnia? To nawet całkiem logiczne, nikt nie zna twoich potrzeb lepiej niż ty. Do dzieła.

Czerp z tego siłę

Nie mylić z: Machnij ręką na wszystko.
Z perspektywy czasu, zazwyczaj dochodzimy do wniosku, że nawet te najgorsze doświadczenia coś wniosły do naszego życia. Wzmocniły, dały lekcję i siłę do zmian. Nierzadko były impulsem. Jednym ten etap przychodzi łatwiej innym trudniej, różnimy się – to zrozumiałe. Niektórzy potrzebują więcej czasu na przystanku „smutek” czy „poczucie beznadziei” – inni dostają natychmiastowy impuls do ucieczki z tego miejsca.
Ale czasem, dopiero gdy rozejrzysz się wokół, zobaczysz co dzieję się na świecie, mówisz sobie”halo, stara, nie jest tak źle, przecież możesz zrobić to i to”.
Miej swoje złe dni, złap doła – ale zakop go w cholerę, podnieś się z kolan. Po prostu pozwól, by twój smutek czy złość mogły się naturalnie skończyć, wynieść wysoko w niebo. Nie podsycaj ich w nieskończoność.

PS: A jak ocenić czy naprawdę jest do dupy czy tylko chronicznie marudzisz? No cóż, eksperymentalnie przyjmijmy, że skoro ciągle marudzisz – musi być do D.

PS2: Na zapowietrzenie nic nie poradzę, fachowca trzeba, najlepiej pana ze spółdzielni od kaloryferów.

Prześlij komentarz

Obsługiwane przez usługę Blogger.