Jestem zwolennikiem teorii, że miłość jednak nie przychodzi z czasem. Jedyne, co z nim na pewno dotrze, to wyboje i offroad, który prędzej czy później dopada wszystkie związki. Miłość powinna odnaleźć się już na samym początku dwojga ludzi, jako nieograniczona, wyolbrzymiona, nienaturalnie przerysowana siła, nosząca wręcz znamiona karykaturalnej.  Jedynie z takim startem, wspomnieniami – macie do czego wracać i z takich tylko worków odsypywać nadwyżki, uzbierane skrupulatnie na pierwszych stu randkach. Bilans waszych małych wojen powinien być zawsze dodatni. Zaczynając z zerem absolutnym jesteście siebie niedoświadczeni i nie macie wyższej idei, w myśl której warto byłoby wrócić do początków. Jeżeli jednak pamiętacie jeszcze szał uniesień i bardzo pierwotne orgazmy duchowe podczas wszystkich spędzanych wspólnie chwil, przejdźcie ze mną przez listę nawyków, które być może uzdrowią wasze relacje. Przeczytajcie i zakodujcie w krwioobiegu – tego nie może wam nigdy zabraknąć.

Kłóćcie się!

Dopóki się kłócicie, dopóty wam zależy. Złapcie po talerzu jeżeli trzeba, trzaśnijcie nim o ścianę. A później zbierając skrupulatnie pobojowisko, które po sobie zostawiliście porozmawiajcie o tym, dlaczego tak się stało. Pamiętajcie, że zdrowa kłótnia jest oznaką zaangażowania i nadal buzujących emocji. Nie ma nic gorszego od ciszy, w której rodzą się domysły i przypuszczenia. Kłóćcie się, ale zawsze wracajcie do łóżka pogodzeni. Jutro może przecież nie nadejść.

Rozmawiajcie

Długo. Burzliwie. Przekrzykujcie się jak trzeba. Nigdy nie zapominajcie, że musicie się oczyszczać. Mając do siebie światopoglądowy dystans mórz i oceanów, żyjąc w niezgodzie i w braku zrozumienia nie dajcie się stłamsić ciszy. To jest gwóźdź do każdej trumny, a żadne z was nie umie i nie chce czytać z fusów. Domyślać się, dochodzić oczekiwań. Jasno i klarownie – wyjaśnijcie sobie życie.

Zaskakujcie się

W górach garnków po żeberkach i w hałdach nieuprasowanych gaci musicie wychodzić ponad utarte schematy. Te małe zwroty akcji są jak zastrzyk adrenaliny w obumierające ciało i sprawią magię, na którą razem czekacie. Wystarczy wziąć wolne, pobiec po świeży chleb i twaróg, postawić przed nosem zwyczajne śniadanie. Twarożek i kawa, nie pierścionek z brylantem i tydzień w hotelu Wiśle. W skomplikowanym świecie zrobić coś tak małego, oczywistego, że aż niebywale oryginalnego. Spróbujcie, działa cuda.

Zadbajcie o emocje

Nie ma sensu bawić się dalej w związek, kiedy ani Ciebie, ani jego nie szarpie ludzkie odczuwanie od czasu do czasu. Kiedy jedyne rozmowy to te sprawdzające stan inwentarza i zapasy płynu do prania w łazience, a jedyne uniesienie, to lekkie migotanie komór podczas rozliczenia ogrzewania w miejskiej gazowni. Jeżeli tak jest, jeżeli życie biegnie wam w takt spaceru wokół tężni w Ciechocinku, poważnie zastanówcie się nad dalszym sensem historii i dokładnie zaplanujcie frekwencje zdarzeń. Walczysz – działaj, potęguj zapał, dbaj o zrywy. W innym wypadku pozwól dobrze żyć sobie i jemu, – uwolnij się, odejdź.

Wskakujcie za sobą w ogień

Tu się można kłócić. Nie odzywać godzinami i dziwnie prychać składając rozrzucone po całym domu spodnie, kość waszej codziennej niezgody. Mimo to dać sobie urwać wszystko w dobre imię jej/jego, który tak systematycznie wyprowadza Was z równowagi. Wam ma na sobie po prostu ku*ewsko zależeć, a to uczucie zobowiązane jest okryć wartością nadrzędną wszystkie partnerskie niedociągnięcia.

Zaufajcie sobie

Budowanie relacji na chyboczącym się moście z dziurawymi deskami jest powolnym umieraniem. Zacznijcie od czystej kartki, nie macie podstaw do podejrzewania najgorszego dopóty, dopóki nic się nie stało. Kiedy zaufanie zostało już nadszarpnięte zróbcie rachunek sumienia i przekalkulujcie, czy potrzeba trwania w tym tandemie, przywiązanie, ma więcej mocy niż popełnione w życiu błędy. Jeżeli to dla was za dużo, poważnie pomyślcie o zmianach. Nie pozwólcie nawet na chwilowe marnowanie swojej przyszłości i nie traćcie czasu.

Miejcie czas tylko dla siebie

Trudno jest go znaleźć, kiedy Jasia z angielskiego trzeba zawieść na karate, a Ola ma w tym tygodniu drugi balet. Ja to wszystko wiem, stoję w tych samych butach. Ale tylko wolny od obowiązków i schematów codzienności czas może pokazać wam wyraźnie, palcem, jak było zanim zaczęliście się bawić w dorosłość i za co związaliście się ze sobą na  całe lata. Raz w miesiącu jeden dzień. Dzień i noc. Dacie radę?

Chwalcie się sobą. Chwalcie siebie

„Zobacz, to jest moja żona” powiedział do kolegi z pracy mój mąż, pokazując teksty i publikacje w sieci. „Naście lat o nią walczyłem, teraz jest moja. Moja żona”. Nie ma drugiej takiej głaski, jak świadomość, że jestem dla niego kimś ważnym. Że moja postawa i podejście do świata są w jego oczach godne pochwały. Dlaczego? Bo wybierając go sobie na męża wiedziałam, że co jak co, ale oczy ma najmądrzejsze. Nie mogę sobie przecież sama zaprzeczać. Chwalenie buduje i dodaje skrzydeł. Jest świeżo wylanym betonem na dziurawej ulicy. Daje wyraźny azymut dalszej wędrówki. Dobrze jest chwalić, pokierować. Spróbujcie.

Doceniajcie

Kanapki z grubo pokrojonym chlebem, pranie zrobione białe razem z kolorowymi, kurze starte jedynie z telewizora, a za doniczką już nie. Doceniajcie, bo te nieoszlifowane zrywy świadczą o tym, że wam jeszcze zależy. Liczycie się ze swoim zdaniem.

Miejcie pasje

Wspólne. Chociaż jedną. Nic tak nie zbliży jak organizacja czasu pod kątem rzeczy, która i Tobie i jemu sprawi niebywale dużo radości. Jeżeli nie ma już nic, co ucieszy was wspólnie, patrzcie na punkt 9. Doceniajcie, kibicujcie, chwalcie.

Dziękujcie – za wszystko

Za spełnionych pierwszych dziesięć punktów lub chociaż za próby ich spełniania.

Przepraszajcie – kiedy czujecie, że stając po drugiej stronie lustra poczulibyście się źle.

Walczcie…

… bo bez zapału do walki, bez chęci wyłowienia was spod tafli wody dalsza zabawa nie ma najmniejszego sensu.


 http://ohme.pl/zwiazek/milosc-nie-przyjdzie-z-czasem/

Prześlij komentarz

Obsługiwane przez usługę Blogger.