Kochany,
Jeszcze kilkanaście miesięcy temu myślałam, że zraniona ze związku może wyjść tylko i wyłącznie kobieta. Bo przecież to wy, faceci zawsze nas ranicie. Potem my, biedne kobietki nie potrafimy ogarnąć się przez kolejne kilka dobrych tygodni. Dziś siedząc obok ciebie na niezbyt wygodnej kanapie, zastanawiam się, jak można tak bardzo zranić kogoś, kogo ponoć kochasz. Bo zraniona wcale nie jestem ja, ale ty. Blizny na twoim sercu i umyśle mogą się nigdy nie wyleczyć. Ale wiesz, ja się nie poddam. Za bardzo cię pokochałam. Tak, takiego zranionego, choć na początku wcale nie dawałeś tego po sobie poznać.

Byłeś jak każdy facet, z którym się spotykałam. Pewny siebie, inteligentny, zabawny, pełen chęci na więcej. Dokładnie pamiętam moment, w którym pękła ta skorupa twardziela. Leżeliśmy wtuleni w siebie po zmysłowym, pełnym uczuć seksie. I nagle z głośnika mojej przestarzałej wieży wydobyły się dźwięki „Say you love me”, Jessie Ware. „Bo nie chcę się zakochać, jeśli ty nie chcesz spróbować.” Łzy leciały z twoich burzowych ślepi jedna po drugiej. Chłopaki nie płaczą, ale mężczyźni owszem.

Dopiero wtedy opowiedziałeś mi całą prawdę o swoim poprzednim związku. Kilkanaście lat w kłamstwie. Wstrząsnął mną fragment o pracy. Codziennie wysłuchiwałeś, jakim według niej i jej rodziny nieudacznikiem jesteś. Tylko dlatego, że nie zarabiasz tyle co ona, a najlepiej jeszcze więcej. A przecież kochasz swoją robotę! I jesteś w niej doskonały. Zabawne, poznaliśmy się właśnie dzięki twojej pracy. Może to jakiś znak, może ja mogę być twoim lekiem?
Kiedy się w tobie zakochiwałam, nie myślałam o trudnej przeszłości, którą każde z nas miało. Byłeś po prostu ty. Opiekuńczy, troskliwy, przystojny, inteligentny… Było jednak coś, co nie pasowało mi do tego obrazka szczęśliwego faceta. Czasem, gdy byliśmy razem, mocniej chwytałeś mnie za rękę, a myślami byłeś zupełnie gdzie indziej. Miałam nadzieję, że myślisz wtedy o mnie. Myślałeś, ale o tym czy nie zranisz mnie swoją przeszłością. Mnie jednak ciągle najbardziej ranią twoje słowa, że szkoda mnie na ciebie, że z kimś innym byłabym szczęśliwsza. Może i nie musiałabym leczyć serca i duszy, ale wiesz… To właśnie przy tobie poczułam, że jestem bezpieczna. Jesteś tym jedynym.

Nie jest idealnie. Ponoć te idealne związki nigdy nie są prawdziwe. Nasz jest, bo kiedy wszystko się wali, potrafimy dać sobie dzień oddechu, a zaraz potem wpaść sobie z płaczem w ramiona. Po pierwszej kłótni wyznałeś, że byłeś przygotowany na przekleństwa, tydzień obrazy majestatu i wyzywanie cię od najgorszych. Wiesz, czasem słuchając o twojej poprzedniej kobiecie zastanawiam się, czy aby na pewno tak traktuje się kogoś, kogo kochasz. Wiem, wszystko wynosi się z domu. Jej ojciec był alkoholikiem, a ona nie miała zamiaru się leczyć. Jednak w żadnym momencie nie usprawiedliwia to jej zachowania. Ranienia ciebie. Jakim cudem tak długo byłeś w stanie to znosić?!
Pamiętasz zaskoczenie twoich rodziców, kiedy zadzwoniłeś czy możesz przyjść na niedzielny obiad? Przez kilka lat w ogóle z nimi nie rozmawiałeś. Bo jej rodzina była ważniejsza. Tak jak ona – zawsze ważniejsza od ciebie. Kiedy wyszłam z propozycją wspólnych wakacji, po prostu się uśmiechnąłeś. Nie wiedziałam, o co chodzi. Dopiero po godzinie dostałam SMS-a, że powinnam znaleźć sobie kogoś, kto będzie mnie zabierał na drogie wycieczki, wypady za miasto i wakacje na Bali. Przez kilkanaście lat zapomniałeś, że dla jakieś kobiety wartością nie są pieniądze, ale ty sam. A ja po prostu uwielbiam spędzać z tobą czas. Czas to pieniądz, dla mnie ten z tobą jest największą walutą.
Wiem, że się boisz. Chciałabym powiedzieć, że ja nie. Może strach jest dobrą oznaką? W końcu mamy co stracić, boimy się o to. Wiem, że „ja nigdy bym ci tak nie zrobiła” nic nie da. Ktoś inny już bardzo cię zranił. Nie wierzysz w siebie, czasem nie potrafisz uwierzyć nawet w to, że ktoś naprawdę może cię pokochać. Kiedyś powiedziałeś, że twoja miłość i oznaka słabości zawsze zapowiadało ostrą kłótnię, kolejną dawkę wyrzucania jadu. Wcześniej nie rozumiałam twojego strachu i wycofania. Dziś nie rozumiem kobiety, która powolnie niszczyła tak cudownego faceta. A na końcu miała czelność robić z siebie ofiarę. Bo tak przecież wygodniej.

Żyjemy w dziwnym świecie, w którym to zawsze kobieta jest poszkodowana. A nawet gdy to prawda, nikt nie chce jej pomóc. Wiesz, nie mówiłam ci tego wcześniej… Moją jedyną obawą jest utrata ciebie. Moment, w którym coś przypomni ci o przeszłości, a twoje rany zaczną krwawić na nowo. To nie rozerwie tylko twojego serca, rozerwie także moje. Bo ja, w przeciwieństwie do niej, chcę tylko ciebie. Nawet gdybyśmy mieli mieszkać w szałasie w Bieszczadach i jeść to, co zbierzemy sami w lesie. Pokochałam cię takiego zranionego, ale to nie znaczy, że tylko takiego cię chcę. Bo ja po prostu pragnę twojego szczęścia i zdrowia. Czerp z mojej siły i optymizmu ile wlezie! Bo kocham cię i wiem, że ty czujesz to samo do mnie. A skoro już postanowiłeś mi zaufać – nie mam zamiaru się poddać.

A gdy kolejnym razem z nieba będzie spadała gwiazdka, poproszę o poczucie bezpieczeństwa dla nas obojga. I o wspólną przyszłość, bo razem możemy wszystko. To miłość jest lekarstwem.

 http://ohme.pl/lifestyle/to-milosc-jest-lekarstwem-dla-placzacego-faceta-jego-serca-i-duszy-takze-a-ja-po-prostu-chce-byc-twoim-lekiem/

Prześlij komentarz

Obsługiwane przez usługę Blogger.