„Nie znoszę bab, które narzekają, że nie umieją być same. Znam też dziewczyny, które są w związkach małżeńskich i gdyby któregoś dnia ci faceci postanowili je zostawić, to dla nich byłby to koniec świata, koniec życia, bo tylko wychowują dzieci, nie pracują, nie mają własnych pieniędzy, nie wiedzą, co ze sobą zrobić bez faceta. Kompletnie tego nie rozumiem. Ja się strasznie angażuję w związek, ale nigdy nie pozwoliłabym mężczyźnie się ubezwłasnowolnić, odciąć się od moich planów zawodowych. Wierzę, że w dzisiejszych czasach kobieta jest w stanie dużo rzeczy przeżyć, znieść, przetrwać i ułożyć sobie życie na nowo.”Mocne? Kontrowersyjne?
Słowa te wypowiedziała Katarzyna Cerekwicka i dotknęła tabu, bolesnego miejsca, o którego istnieniu się nie mówi. Celem piosenkarki być może było wstrząśnięcie świadomością kobiet, które swoją wartość budują w oparciu o mężczyznę i nie widzą w tym niczego złego. Niejako z powodu kultury, wewnętrznych przykazań, poczucia, że są gorsze, starają się niczym bluszcz oplatać drugą osobę, zatracając siebie. Już na wstępie, przy zawiązywaniu znajomości wkraczają w rolę „poddanej”, osoby znającej swoje miejsce i czerpiącej życiowe siły z dobrego samopoczucia partnera. Oczywiście nie robią tego, bo lubią się biczować, ale dlatego, że są przekonane, że tak trzeba i że to jest droga do spełnienia. Tak zostały nauczone, wychowane, działają intuicyjnie i krzywdzą siebie w najbardziej bolesny sposób. A największym paradoksem tej sytuacji jest to, że nie mają o skutkach takich działań zielonego pojęcia.
Dlaczego odnajdywanie sensu życia w związku to kiepski pomysł? Co daje nam lekcja bycia singielką i z jakiego powodu każda z nas powinna ją sumiennie odrobić? Dlaczego ominięcie jej prędzej czy później kończy się repetą?

Związek nada mojemu życiu sens

Kobiety, które nie potrafią być same, zazwyczaj łączy jedno – są nieszczęśliwe. Dni mijają im w przekonaniu, że związek nada ich szaremu, nudnemu życiu sens. Czekają i żyją przyszłością, nadzieją, że przyjdzie On i wszystkiemu zaradzi…Czasami to się udaje. Jednak pewnym kosztem.
Gdy pojawia się kandydat na rycerza, od samego wstępu wkraczają w relację z pozycji „ofiary”, osoby, którą trzeba uratować, wziąć pod swoje skrzydła, bo inaczej sobie nie poradzi. A to ma pewne konsekwencje…
Co w tym złego?
Niestety to, że taki układ sprawdza się na chwilę. Nie ma osoby, która zniosłaby ciężar nieustannego „ratowania” partnera. W końcu powinie się jej noga i będzie oczekiwała wsparcia. Jednak go nie otrzyma, bo obok niej ktoś ledwo trzyma się na własnych nogach i nie umie sobie poradzić z rannym herosem. Przeciera oczy ze zdumienia i płacze z bezsilności.
Związki, w których lider jest ciągle ten sam, a rozkład sił się nie zmienia, rzadko są szczęśliwe. Zazwyczaj nie są w stanie pokonać pierwszej lepszej przeszkody. W szczęśliwych relacjach zachodzi równowaga, a przynajmniej usilne próby dążenia do niej.

Potrzebuję silnego mężczyzny

Podział na „silnych mężczyzn” i „słabe kobiety” nie sprawdza się. Na pewno nie w dojrzałych związkach. Tutaj nie chodzi o kształtne pośladki, długą gorącą noc czy funkcję reprezentacyjną u boku partnera na eleganckiej kolacji. Wszystko to można bowiem łatwo zastąpić – starzejące się ciało – młodszym, wyuzdane figury w sypialni inną chętną na jeszcze odważniejsze wygibasy, piękna figura i stylowe kreacje są ważne, ale to nie to, co elektryzuje mężczyznę i sprawia, że chce przy kobiecie trwać latami.
W długoletnich związkach, tych nad którym fenomenem pochyla się otoczenie, kobieta zazwyczaj ma coś bardzo ważnego – siłę, która jest niezbędna po to, by mądrze wspierać swojego mężczyznę.

Mężczyzna ma kobietę w garści

Każdemu, bez wyjątku, związkowi dobrze robi, gdy jest w nim miejsce na tajemniczość, niedomówienie, sfery, które nie łączą się w bezpośredni sposób. Chodzi o to, by w budowaniu jednego świata zachować dwa odrębne, które inspirują się i pobudzają.
Właśnie z tego powodu niebezpiecznie robi się, gdy mężczyzna zaczyna mieć poczucie, że ma kobietę w garści, że ona do niego należy w złego słowa tego znaczeniu. Miłość nie polega bowiem na zniewoleniu (finansowym, społecznym i każdym innym), ale na świadomym, wolnym wyborze, na wskazywaniu ciągle na nowo na osobę, z którą się jest, jako na tę, z którą pragnie się pozostać. Pamiętać przy tym należy, że wybierać można tylko z pozycji wolnej osoby, która ma wybór. Gdy jedna strona trzyma w garści drugą takiej możliwości nie ma.

Małpi rozum

Kobiety, które nie chcą i nie potrafią być same, chcą za bardzo i dostają często małpiego rozumu, gdy zaczynają „być w związku”. Nie potrafią zachować zdrowego dystansu i obserwować, jak rozwija się sytuacja. Od razu pragną dać z siebie wszystko. Wypruwają sobie flaki, po to, by on je docenił, a one w końcu zapomniały o życiu w pojedynkę.
Miłe, usłużne dziewczynki, spełniające męskie życzenia zanim w ogóle zakiełkują, nie są dobrze postrzegane. Mogą być najwyżej wykorzystane i porzucone. Rzadko bywają doceniane.

Jak będzie trzeba, to sobie poradzę

Nie chodzi o to, by kobieta wkraczająca w nowy związek, odkryła wszystkie karty. Nie jest rozsądne pokazanie, że da radę sobie ze wszystkim, bo może to zniechęcić partnera do aktywnego uczestnictwa w codziennym życiu. Chodzi raczej o to, by mieć świadomość i wiedzę, że jak będzie trzeba, to sobie poradzę, nauczę się, dowiem….
Tkwienie w związku z poczucia strachu, lęku przed samotnością, zaślepienia, przekonania, że nie umiem być sama, jest błędem. Mężczyźni kochają kobiety, które się szanują i są zdrowymi egoistkami. Nie gotują, „bo on tak lubi”, nie sprzątają, „bo on będzie narzekał”, robią to, bo same mają poczucie, że to dla nich ważne, że to daje im poczucie satysfakcji czy spokoju.

Dlaczego boimy się być same?

Lęk przed samotnością jest naturalny, pierwotny, ma swój początek już w dzieciństwie, w obawie przed porzuceniem przez rodziców. Jednak, jak każda emocja, musi być przeżyta z pełną świadomością, bez znieczulenia, zamykania oczu, uciekania od tego, co się dzieje.
Psychologowie radzą, by na brak partnera popatrzeć jak na szansę, która pozwala nam odkryć własne potrzeby, przyjrzeć się na spokojnie własnemu życiu. To czas, kiedy możemy zrozumieć, że żadna osoba nie da nam szczęścia, spokoju czy radości, jeśli nie będzie ich w nas samych.
Doświadczenie dobrej samotności to warunek, by stworzyć dojrzały związek, oparty na solidnych fundamentach. Pozwala zrozumieć, że partner nigdy nie będzie (nie powinien) być naszą własnością, że ma prawo do własnych pasji, czasu spędzonego bez bliskiej osoby, odrębnego zdania, własnych znajomych. I gdy aktualnie jest gdzie indziej, świat się nie zawala, przeciwnie można spędzić czas równie kreatywnie, w pojedynkę.
Podsumowaniem dla tych rozważań niech będą słowa Judy Ford, która napisała: „Gdy spojrzymy wstecz na nasze samotne życie, zaczynamy rozumieć, w jaki sposób doświadczenia życia w pojedynkę stanowią ważny element tego, kim jesteśmy. To połączenie różnych doświadczeń, które sprawia, że jesteśmy wyjątkowi”.


Prześlij komentarz

Obsługiwane przez usługę Blogger.