Zalotna rozmowa na przyjęciu, zmysłowy taniec, flirt w mediach społecznościowych, profil na portalu randkowym, wirtualny seks – gdzie kończy się zabawa, a zaczyna zdrada? Każdy może postrzegać to inaczej.

Wiele par z pewnym stażem zauważa, że początkowa wzajemna fascynacja z czasem mija. Kiedyś spędzaliśmy z sobą każdą wolną chwilę, byliśmy sobą oczarowani i zainteresowani, słuchaliśmy siebie bardzo uważnie. Z czasem coś się psuje, i to w wielu sferach. Trudniej jest się porozumieć, rośnie niezadowolenie, brakuje bliskości i poczucia, że nadal jesteśmy dla siebie atrakcyjni.
Częściej wolny czas spędzamy osobno, rozmijamy się we wspólnych marzeniach, oddalamy się od siebie. Dzielona z partnerem codzienność bywa czasem męcząca. Kiepska „kondycja” związku to często jedna z przyczyn szukania przyjemności poza nim. Zamiast pracować nad relacjami między sobą, łatwiej jest uciec w ramiona kochanki czy kochanka, zapominając o problemach i nie gmatwając się w skomplikowaną emocjonalną układankę.
Niestety badania to potwierdzają – zdradził co drugi mężczyzna i co trzecia kobieta (CBOS). Dużą „zasługę” ma w tym internet. Zaledwie kilka kliknięć dzieli nas od flirtu albo zdrady. W raporcie prof. Zbigniewa Izdebskiego dotyczącym seksu Polaków w internecie do kontaktów seksualnych poza stałym związkiem przyznało się 42% kobiet i 48% mężczyzn.
Oprócz portali społecznościowych, na których można flirtować na potęgę, są klasyczne portale randkowe, kojarzące z sobą pary, ale powstają i takie dla małżonków, chcących zdradzić swoją partnerkę lub partnera. Zdrada jest dziś łatwa.

Bezpieczny flirt

Każdy z nas ma potrzebę uznania i adoracji, a flirt ją zaspokaja. Rozmawiając z kimś w zalotny, nieco dwuznaczny sposób, wymieniając przy tym kokieteryjne spojrzenia i gesty, bawimy się chwilą. W internecie piszemy, wrzucamy zdjęcia, rozmawiamy przez kamerę.
Z flirtu w każdym momencie można się wycofać, bo w tej grze nie ma żadnych nacisków ani deklaracji. Flirt jest jedną z tych rzeczy, które często robimy nieświadomie. „Wciągamy brzuch”, pokazujemy się od najlepszej strony, chcemy kogoś sobą zainteresować, zyskać sympatię czy urozmaicić relację.
Flirtujemy też, by poprawić sobie humor i umocnić poczucie własnej wartości. Bezpieczny flirt nie zmienia jednak nic w naszych relacjach ze stałym partnerem, bo gramy tylko do pewnego momentu. Gdy jedna strona wyraźnie uwodzi drugą, to już zaproszenie do czegoś więcej.

Między flirtem a zdradą - cienka granica

Miło jest trochę poflirtować i czuć, że się komuś podobamy. Ale definicja flirtu często jest subiektywna, zależy też od płci. Gdy na przyjęciu twój partner prosi do tańca piękną kobietę, pewnie kipisz z zazdrości. Ale kiedy godzinami przeglądasz bloga kolegi czy korespondujesz z nim na portalu społecznościowym, możesz nie traktować tego jako zagrożenia.
Każda para ma gdzie indziej postawioną granicę między flirtem a zdradą. Dla niektórych zdradą jest już rozmowa z osobą o odmiennej płci, dla innych – dopiero wypad do agencji towarzyskiej, logowanie się na portalu randkowym albo rozmowy na erotycznym czacie. Mężczyźni częściej za zdradę uznają seks, kobietom wystarczy już sama nielojalność emocjonalna partnera.
Skrajnym przypadkiem są pary, dla których nawet skok w bok jest tylko flirtem. Jednak dla większości osób flirt zatrzymuje się przed kontaktem fizycznym. To atmosfera rozmów, „czarowania się”, uśmiechu, natomiast granica fizyczności nie zostaje przekroczona.
W przypadku internetu, w którym właściwie każda znajomość polega na uwodzeniu, granice między flirtem a zdradą się rozmywają. W badaniu przeprowadzonym przez portal C-Date.pl 64% mężczyzn, ale już tylko 36% kobiet uznało flirt online za niewinną zabawę.
Z kolei raport prof. Zbigniewa Izdebskiego na temat życia seksualnego internautów wykazał, że bezpieczne dla związku są rozmowy z obcą osobą na temat seksu, ale bez zaangażowania emocjonalnego, dla żartu i za wiedzą partnera. Jeśli jednak odbywają się w ukryciu przed nim, dla wielu osób są już nie w porządku.
Za zdradę zaś ponad połowa kobiet uznała rozmowy o seksie, które łączą się z zaangażowaniem emocjonalnym, podnieceniem lub masturbacją (w porównaniu z jedną trzecią mężczyzn). Spotkanie w realu z osobą poznaną w sieci, w ukryciu przed partnerem dla prawie 72% pań było zdradą, a w przypadku panów – dla 58%. To pokazuje, że podejście mężczyzn do zdrady jest bardziej liberalne.
Rzadko kiedy umawiamy się z sobą co do „zakresu” zdrady. Raczej intuicyjnie wyczuwamy, co nią jest, a co nie. Jeśli coś odpowiada dwóm osobom w związku, jest w porządku. Ale gdy jedno z nas może poczuć się zranione, to znak, że stąpamy po kruchym lodzie.

Przyczyny flirtu i zdrady są podobne

Powody, dla których wdajemy się we flirty czy zdradę, są podobne. Czasem może to być tylko chęć potwierdzenia swojej atrakcyjności czy poszukiwania nowych wrażeń.
Takie incydenty zdarzają się nawet w udanych związkach, bo niektóre osoby mają znacznie większe zapotrzebowanie na stymulację, a nowy partner zapewnia silne bodźce. Flirtom i zdradzie sprzyja długie przebywanie w pracy, integracyjne wyjazdy zakrapiane alkoholem, wakacje.
Często jednak rozpoczęcie romansu jest objawem pewnego kryzysu w związku. Mogą go wywołać różne sytuacje, np. narodziny dziecka, problemy finansowe czy syndrom opuszczonego gniazda. Komunikacja między partnerami zaczyna szwankować – nie rozmawiają o swoich problemach ani oczekiwaniach albo z byle powodu atakują się słowami.
Zamiast się wspierać, „pielęgnują” w sobie złość do drugiej osoby, odsuwając się od siebie. W konsekwencji rośnie deficyt potrzeb – brakuje ciepła, zrozumienia czy satysfakcji seksualnej. A stąd już krok do podjęcia jakiejś formy flirtu czy zdrady partnera.
Jak pokazuje wiele badań, w nowych znajomościach kobiety szukają czułości, wsparcia emocjonalnego, a jeśli decydują się na zdradę, wybierają kogoś, kto jest „lepszy” od ich partnera. Częściej nawiązują romans z osobą z pracy lub z kręgu znajomych i zwykle trwa on dłużej. Natomiast mężczyźni poszukują wrażeń seksualnych, potwierdzenia swojej męskości czy też odskoczni od codziennych problemów. Zdradzają partnerki z przygodnymi kobietami (ale niekoniecznie prostytutkami), a ich zdrady często są jednorazowe.

Bolesne konsekwencje

Zdrada – realna czy wirtualna – zawsze rani. Bo gdy ukochana osoba angażuje się w inną relację, niszczy bliskość i wyjątkowość tego, co nas łączyło. Rujnuje partnerowi poczucie bezpieczeństwa, podkopuje wiarę w siebie, zawodzi zaufanie.
Nawet jeśli dla zdradzającego był to nic nieznaczący epizod, konsekwencje odczują oboje. Zdarza się, że dopiero zdrada otwiera oczy – może być pretekstem, by przyjrzeć się swojemu związkowi. Czy uda się go uratować, zależy od chęci i gotowości obojga do pracy nad poprawieniem relacji.
To długotrwały proces. Być może dlatego wielu parom łatwiej się rozstać. Jak wynika z danych GUS, w 2014 r. niewierność małżeńska była drugą w kolejności przyczyną rozwodów (po niezgodności charakterów), a w 68% przypadków powództwo wniosła kobieta. Można jednak tego uniknąć, nie wikłając się w żaden romans.

Wzmacniajcie związek

  • Znajdźcie czas tylko dla siebie. To może być wieczór przy lampce wina, wyjście na kolację, do teatru, do kina czy wyjazd do spa. Ważne, byście robili to systematycznie, np. raz, dwa razy w miesiącu.
  • Uwodźcie siebie nawzajem. Flirt to jedna z form podsycania ognia w związku. Najważniejsza jest pewna doza tajemniczości i niezależności.
  • Dbajcie o wygląd. Oszczędź partnerowi widoku depilowania nóg czy maseczki na twarzy, a on niech obcina paznokcie u stóp w łazience.
  • Wyjdźcie z sypialni. Jeśli od lat kochacie się zawsze w łóżku, i seks może się znudzić. Przenieście się do kuchni, łazienki, kochajcie się przed lustrem. Wypróbujcie nowe pozycje, erotyczne gadżety, striptiz.
  • Działajcie wspólnie. Gotujcie razem, odmalujcie pokój, przygotujcie przyjęcie. To zbliża i jest okazją do wymiany myśli.
  • Dbajcie o dobrą komunikację. Uważnie słuchajcie siebie nawzajem. Mówcie o tym, co was boli, ale unikajcie oskarżeń i wytykania sobie błędów. Natychmiast wyjaśniajcie nieporozumienia.

Prześlij komentarz

Obsługiwane przez usługę Blogger.