Kurier przyniósł kwiaty. Z karteczką. „Szaleję za tobą, nikt nigdy nie był mi bliski”. I potem SMS „kocham cię, daj nam szansę”. To był chyba dwusetna taka wiadomość, którą od niego dostałam ( a może milionowa?). Pierwsze kolekcjonowałam. Uważałam, że są dowodem uczucia, a nie szantażem i lękiem, że mnie straci.

Pierwsza lekcja ze związku z panem „Zmienię się”: nie zawracaj jeśli podejmiesz decyzję

Dokończyłam pakowanie. Zostawiłam klucze. Nie zostawiłam kartki.
Nie, broń boże, nie jestem twarda, podła, niezłomna. Wcześniej zostawiałam dziesiątki kartek, SMS-ów, pisałam maile, tłumaczyłam jemu i wspólnym przyjaciołom. Tak, naprawdę ten uroczy facet, który tak czule mnie przytula, obraża się za to, że nie zrobiłam mu kawy rano. Hmm, potrafi nie odzywać się o to trzy dni. „Nigdy o mnie nie myślisz” mówi później. Obraża się również, o nie taki uśmiech do kolegi  („idź, puść się z nim”) , SMS–a (te twoje durne koleżanki).
Sobie też tłumaczyłam. Czułam się coraz bardziej zmęczona i coraz bardziej atakowana. Życie z manipulantem jest jak codzienne oddawanie litrów krwi– zabiera moc. Po takich dniach dopełzałam do łóżka. Było mi wszystko jedno. Zaniedbywałam pracę. Chciałam tylko wyjaśnić jemu, że przecież nic złego nie zrobiłam, nie odchodź, zrozum mnie.
Prosić takiego mężczyznę, żeby zrozumiał to jak błagać rośliny, żeby zaczęły chodzić. Ten sam abstrakt. On cierpi przyjemność z twojego proszenia. To daje mu siłę.

Lekcja z tego związku. Przestań wyjaśniać. Im bardziej wyjaśniasz, tym on bardziej gra w tę grę

Najbardziej zwiódł mnie początek.
On był tak uroczy, tak ciepły i tak bezpieczny (hahahhaa), że uśpił wszystkie mechanizmy obronne.  Zawsze śmieję się z koleżankami, jak to możliwe, że z tymi najgorszymi, najbardziej zamotanymi facetami początki są najlepsze. Jakby oni chcieli omotać nas, zaczarować, żeby potem bolało bardziej. I żebyśmy pamiętały te początki. I się ich trzymały. „Przecież on jest taki cudowny, nie mógł tak się zmienić, na pewno mu przejdzie”.
A może to my tego nie widzimy? Jesteśmy głuche na sygnały. Mój Pan Zmienię Się obrażał się na znajomych i przyjaciół: „muszą zrozumieć, że popełnili błąd” powtarzał. A na ich SMS-y nie odpowiadał. Karał ludzi milczeniem. I wycofaniem. Tak traktował matkę swojego dziecka, a potem, gdy w końcu odebrał od niej telefon, otworzył jej drzwi, mówił: „Ale o co ci chodzi? Co tak histeryzujesz? Widziałaś siebie? Może leki powinnaś brać?”.
A ona nie histeryzowała, ona walczyła o siebie. O to, że wczoraj twierdził jedno, dziś  drugie. I zawsze rozkładał ręce: „Co ona mi zrobi?”. Była w tym i drwina, i lekceważenie, i bezkarność. Kiedyś, po kolejnym jego fochu, myślałam, że to ja wariuję. A potem pomyślałam, że tacy mężczyźni doprowadzają swoje kobiety do obłędu. Bo ta bezkarność rozwala.

Lekcja z tego związku. Patrz jak on traktuje ludzi wokół. Ty masz okres ochronny

Gdy z nim byłam zapomniałam, że jestem fajna i mądra – bo gdy się obrażał, czułam się najgorsza na świecie. Najgorsza na świecie czułam się, gdy patrzył na mnie mrużąc oczy i pytał: „Naprawdę tego nie wiesz?”. Tak jakbym miała być omnibusem, który zna się na pierwiastkach, fizyce kwantowej i prawie wielokrotnych stosunków wagowych.
Gdy byłam z nim, zapominałam, że jestem seksowna. Bo karał mnie brakiem seksu. „Jestem zmęczony, nie rozumiesz?”, o odwadze też zapominałam, bo serio zaczęłam się wszystkiego bać.
Rytm był taki. Jego narastające czepianie się, potem wielka awantura. Powodem mogło być wszystko. Źle odłożona łyżka, spóźnienie, mina. Rozpoczynał się monolog. Dlaczego taka jestem, dlaczego znowu. W końcu się obrażał. Wychodził bez słowa z domu, mówił: „nie obchodzisz mnie, jest mi wszystko jedno” chociaż chwilę wcześniej było cudownie. Biegłam za nim, prosiłam.
Nikt mnie wcześniej tak nie odrzucał.
Potem było kilka dni milczenia (czasem godzin). Gdy nie odpisywałam od razu, zaczynał pisać więcej, pojawiał się pod moim domem, prosił, żebym do niego wróciła, że chce ze mną mieszkać . „Zmienię się” obiecywał. Ale moja przeprowadzka do niego nic nie zmieniła. Było tylko gorzej.

Lekcja z tego związku. Z takimi facetami jest tylko gorzej

Dziś jestem sama. On opowiada wszystkim, że jestem podła, bo go rzuciłam. Ale odebrałam jeszcze jedną lekcje – taki człowiek zawsze będzie uważał, że winni są inni. Jeśli napisałaś do kogoś ileś maili, listów, a to wcale nie naprawiło waszej relacji, jak ma ją polepszyć kolejny mail? Kolejne spotkanie i tłumaczenie swojej decyzji? Lepiej przestać pisać.
Nie będę więcej prosić nikogo, tłumaczyć nikomu nic nie będę, ani o niego zabiegać. Jestem szczęśliwa, a przede wszystkim spokojna. Ludzie teraz często mnie pytają: „Dlaczego taka piękna kobieta jest sama?”. Gdy byłam z nim, niewiele osób pytało: „Dlaczego taka piękna kobieta nie jest sama, tylko z nim?”. Był przystojny, mądry, na stanowisku. Tylko mnie niszczył. Zapomniałam przy nim, że ludzie rozmawiają, mówią do siebie i się słuchają.
Miłość może być prosta. Ale z takim facetem nie będzie nigdy. Wolę do końca życia być sama, niż jeszcze raz się komuś tłumaczyć z nie takiego uśmiechu czy miny.
Anka


Prześlij komentarz

  1. bardzo trafna obserwacja nt pewnego typu facetów, relacja, ktora niszczy nas od srodka i ciagle to my mamy wrazenie, ze zrobilysmy cos nie tak i czujemy sie winne, a to jest tylko ich swiadoma badz nie manipulacja

    OdpowiedzUsuń

Obsługiwane przez usługę Blogger.