„Do kogo zadzwoniłabyś o drugiej w nocy z przekonaniem, że ci pomoże?” – to pytanie definiuje moje pojęcie przyjaźni. Przyjaciel to ktoś na kogo możesz liczyć w najtrudniejszej godzinie twojego życia, bo wiesz, że on tak samo może liczyć na ciebie. Przyjaciel to ktoś, kto jest zawsze, choć bywa, że nie ma go na co dzień. Przyjaźń to przekonanie, które nosisz w sobie, że na świecie jest osoba, która o tej drugiej w nocy odbierze ten cholerny telefon i stanie na rzęsach, żeby pomóc. To moja definicja przyjaźni – tej prawdziwej i głębokiej. A jaka jest twoja?
O przyjaźni rozmawiamy z psycholog Dorotą Hołówką.

Ewa Raczyńska: Czym dla Pani jest przyjaźń?

Dorota Hołówka: Opierając się na własnym doświadczeniu mam wrażenie, że przyjaźń w ogóle z biegiem lat nabiera większej wartości. A w związku z tym, że ja już mam parę lat, to mam też przyjaciółkę, z którą przyjaźnię się ponad 40. I to co jest niesamowite w tej przyjaźni, to, że w naszym życiu tak wiele się zmieniło. Był czas, kiedy byłyśmy ze sobą bardzo blisko, kiedy spotykałyśmy się codziennie, musiałyśmy się słyszeć każdego dnia. Ale też na przestrzeni tego czasu nie widziałyśmy się przez dwa lata. Byłyśmy i bliżej i dalej emocjonalnie, ale gdzieś w głębi duszy zawsze wiem, że jeśli coś się wydarzy dla mnie trudnego to jest to osoba, na którą zawsze mogę liczyć.

Z wzajemnością?

Tak, jestem pewna, że z wzajemnością dlatego, że przekonałyśmy się o tym. Dla mnie to, co najmocniejsze w przyjaźni, to że poddana wielu próbom sprawdziła się przez te wszystkie lata. I ta jakość przyjaźni z takiej dziewczęcej, która była oparta na plotkowaniu, na spotykaniu się, na zajmowaniu sobie wolnego czasu, nabrała z upływem lat takiego głębokiego poczucia bezpieczeństwa. Dzisiaj wiem, że gdy będzie mi ciężko, zawsze mogę na tę osobę liczyć, cokolwiek w moim życiu się zdarzy. Ale co równie ważne – mogę też na tę osobę liczyć, kiedy jest mi dobrze. Bo mam pewność, że ona będzie się cieszyła z moich sukcesów, i że ta radość będzie szczera. Że będzie mnie wspierała nie tylko w tych złych chwilach, ale też w tych dobrych.  Wydaje mi się że to jest takie głębokie poczucie, że ja to wiem.

Właśnie – wydaje mi się, czy wiem?

Uważam, że taka prawdziwa przyjaźń nie opiera się na „wydaje mi się”, czy na „ona powinna tak zrobić, zachować się”, tylko na pewności, bo życie nam pokazało, że tak jest, doświadczenie głębokiej przyjaźni nie dopuszcza do głosu wątpliwości.
Taka przyjaźń jest daleka od codziennych plotkowań, dziesiątek opowieści, setek SMS-ów. Taka przyjaźń dopuszcza sytuację, że możemy nie mieć ze sobą kontaktu przez trzy miesiące i to kompletnie w przyjaźni nic nie zmienia.

Jest wolna od zobowiązań?

Tak. W przyjaźni nie ma żadnego zobowiązania. Tu nie dochodzi do takiej sytuacji, że  ja nie dzwonię przez dwa miesiące i pojawia się we mnie poczucie, że wypada, żebym w końcu zadzwoniła.
Poza tym przyjaźń to głębokie przekonanie w mojej duszy, że na pewno dopóki ta osoba jest, nigdy nie zostanę na lodzie całkowicie sama.
A poza tym ja wiem, że taki przyjaciel może mnie skrytykować, przy czym we mnie samej jest otwartość na jego krytykę, ponieważ wiem, że nie jest ona podszyta żadną złośliwością, chęcią oceny, czy wyeliminowania mnie.

Jest jeszcze jakiś filar takiej głębokiej przyjaźni?

Kolejny to przede wszystkim pewność, że nawet jeśli czuję jakąś słabość, jakiś aspekt mojego życia mnie samej wydaje się niewłaściwy, to wiem, że przy niej mogę taka być. Niektórzy nazywają to: „po prostu być sobą”. Doprecyzowując to jest taka część w nas, którą każdy w sobie ma, coś czego się wstydzi, czego nie chciałby światu pokazać, albo w ogóle woli o tym nie mówić, albo udawać, że tak nie jest. Natomiast przy kimś, z kim łączy nas głęboka relacja przyjaźni mogę powiedzieć wszystko, nie muszę udawać, że czegoś się nie boję, że tego nie potrafię, a tamtego się wstydzę i mogę liczyć na to, że ona mnie przyjmie taką jak jestem.

Myślę sobie, że to wysoko postawiona poprzeczka i nie każdy może takim przyjacielem się poszczycić… 

Prawdziwa przyjaźń, o której mówię, wymaga pewnych predyspozycji osoby, która się przyjaźni. Chodzi tu przede wszystkim o docenienie tej relacji i o dojrzałość. Nie są to rzeczy, z którymi się rodzimy, są to cechy nabyte – dojrzałość szczególnie i umiejętność doceniania tego, co dostajemy od innych. Oczywiście przyjaźń opiera się również  na wspólnych zainteresowaniach, na spędzanym razem czasie, ale nie są to  te mocne filary, na których jest ona zbudowana.

No właśnie, często przyjaciółmi nazywamy te osoby, z którymi trudno powiedzieć, aby łączyła nas tak głęboka relacja. 

Na pewno w jakiś sposób można nazwać przyjaciółmi takich ludzi, z którymi spędzamy czas, dobrze się bawimy. Czasami takie przyjaźnie opierają się na tym, że jeden lubi mówić dużo, drugi mało, że jeden chce pomagać, a drugi tylko brać z tej przyjaźni. Jeden lubi słuchać, drugi być aktywny w rozmowie. Jedna osoba ciągle potrzebuje pomocy, a druga świetnie się czuje w roli pomocnika. Takie znajomości oczywiście można potocznie nazwać przyjaźniami, ale to, co jest dla nich typowe – wypalają się zazwyczaj wtedy, kiedy zmieniamy zainteresowanie, pracę, spotykamy partnera, z którym zaczynamy spędzać więcej czasu, kiedy osoba, która miała problemy przestaje je mieć… Jeśli relacja się rozpada, to widać jej wartość i skalę takiej przyjaźni.

Powinniśmy walczyć o takie przyjaźnie?

Ludzie czasami odchodzą, także ci, których nazywaliśmy przyjaciółmi. Uwieszenie się na przyjaźni, której już nie ma, nie jest niczym dobrym. Z czasem dochodzę do wniosku, że takie rzeczy dzieją się po coś, otwierają nas na budowanie czegoś nowego – może nowej przyjaźni, pozytywnie wpływają na nasz rozwój.
Bądźmy realistami, przyjaźń jednak w dużej mierze opiera się na wymianie, gdyby jej nie było, nie byłoby przyjaźni. Zaczęliśmy od bardzo głębokich wartości, ale często przyjaźń opiera się na bardzo płytkich korzyściach. Na przykład: lubię z tobą być, bo dobrze mi doradzasz, bo czuję się samotna, a twoje towarzystwo najmniej mi wadzi. Albo lubię z tobą być, bo mogę ci pomagać. Taka przyjaźń na płytkich filarach często się zdarza i wtedy pytanie, jak my to przyjmiemy: jako rodzaj lekcji czy rodzaj porażki.

Czy są granice szczerości w przyjaźni?

Zacznijmy od tego, że nie ma co idealizować przyjaźni. Jestem przekonana, że tak jak w związku – jeśli przyjaźń się rozwija, ewoluuje, przekracza granice, to uczy nas, gdzie te granice naprawdę są. To wszystko, to są bardzo ważne elementy. I teraz, jeśli ja nie mam predyspozycji do bycia w głębokiej przyjaźni i jeśli ktoś mi powie, że coś mu się we mnie nie podoba, a ja odbieram to jako atak na moją osobę, opinię przeciwko mnie i odwracam się od tej osoby, to wtedy trudniej jest rozwijać się w tej przyjaźni.
Jeśli się zamykam na szczerość, to też zamykam drogę tej osobie, bo na ile jestem otwarta i prawdziwa, na tyle pozwalam tej drugiej osobie taką być w stosunku do mnie. To kwestia głębokości prawdy, na którą ja sama sobie pozwalam w tej relacji, ale też prawdy, na którą pozwalam sobie w stosunku do siebie. Przecież bywa, że czasami ktoś nie chce się przyznać sam przed sobą do swoich słabości czy wad i w głębi duszy nie chce usłyszeć, tego, co chcemy mu powiedzieć. Dlatego należy pamiętać, że brak akceptacji na szczerość może być lękiem przed zobaczeniem prawdziwego obrazu siebie.

Co wtedy? Jak powinien zachować się przyjaciel?

W przyjaźni powinniśmy dawać sobie nawzajem czas na to, by pokazać: „akceptuję cię”, jedynie to daje szansę otwarcia się drugiej strony po pewnym czasie.
Możemy też dać sygnał: „ok rozumiem, że nie chcesz mi tego powiedzieć” dając przestrzeń do tego, żeby pojawiła się chęć i odwaga do bycia szczery. Wystarczy po prostu: „Ok, rozumiem, że jest to dla ciebie trudne. Chciałabym wiedzieć o tobie wszystko, chciałabym, żebyś była ze mną szczera, ale szanuję to, co się teraz dzieje, szanuje to, że nie potrafisz teraz nic więcej powiedzieć”.
Jeśli potrafimy w takich trudnych sytuacjach ze sobą rozmawiać, a nie oczekiwać pewnych zachowań, to jest szansa, żebyśmy się siebie nawzajem nauczyli.
Oczywiście bywa tak czasami w przyjaźni, zresztą w mojej też się zdarzało, że osoba, z którą się przyjaźnię, mówi: „wszystko jest w porządku”,  a ja widzę, że nie jest. Więc pytanie, co możemy zrobić? Zamiast naciskać, dopytywać, udowadniać, że wiem, że coś jest nie tak, lepiej powiedzieć: „Kiedy patrzę na ciebie i na naszą relację w tym momencie, to mam poczucie, że coś nie gra, pomóż mi wytłumaczyć, dlaczego tak się czuję?”. W ten sposób przejmujemy odpowiedzialność za tę relację.
Bo pierwszym gwoździem do trumny przyjaźni jest zamknięcie się na siebie. Kiedy czujemy złość, są między nami niedopowiedzenia, ale nie ma chęci do rozmowy następuje zamknięcie się na tę relację, co ostatecznie może zniszczyć przyjaźń.

A co z trudnymi przyjaźniami? Przecież nie zawsze jest miło i przyjemnie. 

Mam wrażenie, że trudne przyjaźnie najbardziej nas transformują, właśnie wtedy, gdy dochodzi do problemowych sytuacji, a nam uda się w jakiś sposób konflikt rozwiązać, czy uświadomić sobie pewne rzeczy na własny temat. Nic się nie dzieje przypadkiem. Taka przyjaźń może nie przetrwać próby, ale jeśli przetrwa nabiera, jeśli nie głębszej, to innej wartości dla nas.
Kiedy jesteśmy w wirze ognia, obopólnej złości, a jednak wychodzimy z takich konfliktów przyjacielskich, to tylko oznacza, że będziemy dużo bardziej wzmocnieni, bardziej pewni siebie nawzajem.
Poza tym wydaje mi się, że przyjaźń jako relacja ma najmniej zobowiązań, w końcu to w małżeństwie musimy za wszelką cenę się dogadać, przynajmniej na początku. Natomiast w przyjaźni takich zobowiązań nie ma, za to jest większe poczucie wolności. Taka przyjaźń ma wartość samodoskonalizującą, która jest na wyższym poziomie w przypadku wolnej osoby, a taką jest przyjaciel.

Teraz przyjaźń często liczy się liczbą znajomych na Facebooku? Po co nam takie „przyjaźnie”?  
W przypadku portali społecznościowych warto mieć na uwadze, że przyjaźń w dużej mierze opiera się na potwierdzeniu tak zwanej swojej „nienormalności”. Z punktu widzenia psychologii każdy z nas miewa taki okres w swoim życiu, najczęściej, gdy jest nam bardzo trudno, kiedy czuje się „inny”, „dziwny”, praktycznie każda osoba coś takiego przeżywa. I właśnie ta przynależność do grupy, która nas akceptuje, daje nam poczucie normalności. A dziś łatwiej nam znaleźć takie grupy, w których ludzie myślą podobnie jak my, mają te same zainteresowania, nawet jeśli są to zainteresowania mało popularne, wystarczy wpisać sobie słowo klucz i znaleźć grupę osób, które mówią tak jak my i myślą tak jak my. I może to nie jest jakaś głęboka przyjaźń, ale są to znajomości, które dają nam poczucie, że to co robimy jest normalne, że nasz sposób myślenia jest właściwy, że nie jesteśmy sami w tym sposobie myślenia. Tego typu przyjaźnie bardzo wspierają samoocenę.

Istnieje możliwość głębokiej, a jednak wirtualnej przyjaźni?

Tu znowu musimy wrócić do naszych predyspozycji, do naszej otwartości do wchodzenia w głębsze relacje, która wzrasta wraz z poziomem samoakceptacji. I w tym wypadku dużą, można to nazwać – przysługą dają nam te grupy wirtualne, w których się odnajdujemy. To dzięki nim zwiększa się szansa na samoakceptację, na przekonanie, że nie jesteśmy dziwakami, odmieńcami cokolwiek myślimy, czy robimy, a w konsekwencji stajemy się coraz bardziej otwarci. Wszystko to sprawia, że stajemy się bardziej skłonni do wchodzenia w głębsze relacje, ale to już w realnym świecie.


Wywiad z dedykacją dla Marty Milczanowskiej
11227942_10204929541145378_1249107811612447155_nDorota Hołówka – psycholog, international coach ICC, jest ekspertem w dziedzinie budowania relacji oraz swobodnego realizowania celów. Od 12 lat wspiera ludzi w obszarze motywacji, założycielka Stowarzyszenia Nowa Psychologia. Twórczyni autorskiego programu pracy z ciałem, który od kilku lat zmienia życie bardzo wielu ludziom. Doradca w programach radiowych i telewizyjnych, felietonistka miesięczników psychologicznych.

Prześlij komentarz

Obsługiwane przez usługę Blogger.