Zdrada to wypadek, który odbiera nam naiwność, ufność, idealizm. A po wypadku ludzie długo się zbierają, fizycznie i emocjonalnie - o tym, co znaczy zdrada i jak sobie z nią radzić rozmawiamy z psychoterapeutką Małgorzatą Liszyk-Kozłowską.

Maria Hawranek/ Onet.: Najbardziej perfidna zdrada z jaką pani się spotkała?

Małgorzata Liszyk-Kozłowska: W całym moim życiu zawodowym i nie tylko słyszałam o wielu, ale ostatnio widziałam rozpacz kobiety, która dowiedziała się, że mąż podczas ich podróży poślubnej kontynuował wirtualnie trwający od długiego czasu realny romans. Rozstali się – pewien rodzaj okrucieństwa i bezmyślności jest trudny do wybaczenia. Próbowała z tym żyć, ale ból zdrady, zawodu i utraty zaufania był zbyt silny. Tamtej kobiecie największy problem sprawiała świadomość, że różne wspólne z nim zdarzenia, które dla niej było kolorową bańką, to nieprawda. Cudowne chwile stały się teatrem – zdradzający odebrał zdradzonej wspomnienia, mówiła: ja już nie mogę tego tak pamiętać.

Co w ogóle jest zdradą? Bo chyba nie tylko seks poza relacją.

Zdradą jest każde tworzenie intymności, która do tej pory była zarezerwowana tylko dla mnie i partnera. Może to być seks, mailowanie, SMS-owanie, czułe słówka. Padają słowa czy gesty, które do tej pory należały tylko do mnie, ktoś obcy jest o wiele za blisko – tworzy się wrażenie trójkąta. Tłumaczenie, że nie doszło do stosunku jest żenujące - bo jeśli to byłaby zwykła kawa z koleżanką czy kolegą, to powiedzielibyśmy o tym. A nie robimy tego, bo czujemy, że naruszamy granice. Zaznaczę tylko, że nie mówię tu o sytuacji paranoicznej zazdrości – to zupełnie inna historia – tylko o zdrowym, bezpiecznym i w miarę dojrzałym związku.

A takie niewinne korzystanie z portali randkowych?

Czy takie niewinne? Pytanie – czego tam szukamy? Może czułości, adoracji, której brakuje nam na co dzień, ale nie rozmawiamy o tym? I dlaczego mamy się nie obawiać, że wirtualna znajomość przeniesie się do rzeczywistości?

Ale chyba taką wirtualną zdradę łatwiej wybaczyć?

Trochę tak, bo nie ma wyobrażenia: on ją dotykał, ona go dotykała. Nie nastąpiło przekroczenie fizycznych granic, które bardzo nas narusza. Ale jest to informacja, że szukam czegoś poza związkiem. Nie idziemy na drugi obiad, jeśli jesteśmy najedzeni. I to może być tematem do pracy dla pary, ale nie znaczy, że nic złego się nie stało – bo zdrada się zdarzyła, jest ból, granica została przekroczona.

A jednorazową wpadkę po pijaku?

Jednorazowa zdrada. Nie nazywajmy zdrady w sposób łagodniejszy - dla osoby zdradzonej "to tylko wpadka" brzmi tak, jakbyśmy chcieli umniejszyć, inaczej zaklasyfikować ten czyn. Nie gódźmy się na umniejszanie bólu – zdrada i już. Tą żabę musi połknąć ten, co zdradził.

Dobrze, to mamy parę, która od lat relatywnie dobrze się dogadywała, następuje epizod zdrady. Co się dzieje?

W partnerze uruchamia się morze wątpliwości, lęków, przerażenia – ma poczucie utraty gruntu pod nogami. W tym morzu związek może się utopić, jeżeli partner, który zdradził, nie zrozumie ogromu ryzyka, które powstało dla związku z powodu jego zdrady.

Najgorsze jest chyba to, że nie tylko ten, co zdradził, musi się teraz wysilić.

Tak. Osoba zdradzona musi włożyć taką samą pracę w to, by pozostać w związku – bo musi nauczyć się z tym żyć, nie da się zrobić lobotomii, wyciąć tego zdarzenia. A żadne zadośćuczynienie nie zmieni tego, że zdradę będę pamiętać. W pewnym momencie musi się zakończyć proces zadośćuczynienia – jeśli zdradzony wkręci się w pętlę, że "jeszcze to zrobisz, i zapomnę", to się nie uda. Bo nie zapomnimy nigdy – to zbyt bolesny cios, utrata tchu, naszego poczucia bezpieczeństwa świecie. I na sercu zawsze będzie blizna. Czy decydujemy się na życie z nią? Jeśli nie, to lepiej się rozstać.
Ale zdrada to też informacja dla pary. Wyobrażam sobie, że - przepracowana - paradoksalnie może stać się trampoliną do lepszej relacji.

Zdrada to często moment, kiedy uświadamiamy sobie, jak druga osoba jest dla nas ważna. Bo na co dzień nie nazywamy rzeczy po imieniu – dopiero ryzyko straty unaocznia jak wiele mamy. Oczywiście lepiej, żeby do zdrady nie doszło, ale rzeczywiście nie zawsze musi rozwalać związek. Kiedy uświadamiamy sobie jak ważny jest dla nas partner na tyle mocno, by nie dopuścić do takiej sytuacji ponownie, wchodzimy w absolutną szczerość - w bolesne rozmowy, które są jak operacja – nieprzyjemne, ale leczą. Wszystko co mieliśmy pochowane głęboko, wychodzi na zewnątrz. Może straciliśmy czujność na dbanie o związek, przestaliśmy randkować. W zdradzie często szukamy tego, że komuś świecą się oczy na nasz widok, że chce nam się prężyć, stroić, że ktoś nas słucha.

Dowiaduję się, że partner mnie zdradził. Co mam robić? Walizki za drzwi?

Popadam w rozpacz, do której mam prawo i mogę ją przeżywać jak chcę. Nie ma jednego dobrego rozwiązania. Trzeba sprawdzić, na co jestem teraz gotów/ gotowa – czy mam ochotę wyjechać na kilka dni, pogadać z kimś czy może pobyć w samotności. Jeżeli mamy przyjaciela, czyli osobę o bliskim nam systemie wartości, to sugeruję przytulenie się do niego i poszukanie wsparcia, pobycia, usłyszenia dobrego pytania. Tylko – to uwaga do przyjaciół - bez namolności "ja na twoim miejscu", bo to zamyka. Bądźmy prawdziwi wobec siebie i sprawdźmy, czego nam trzeba.

Jak pozbyć się natrętnego wyobrażenia: on był z nią, ona z nim?

Niektórzy opisują to w ten sposób: brudzisz mnie tamtym mężczyzną, tamtą kobietą. Trudno wytłumaczyć to uczucie racjonalnie, jest pierwotne. I dlatego oczywiście nie da się z tego brudu umyć. Może się okazać, że ten obraz jest nie do wyrzucenia i nawet ten pierwszy raz doprowadzi do rozstania. Ale jeżeli pary się decydują zostać razem, to też nie znaczy, że za miesiąc będziemy pozbawieni emocji i obrazu. Następuje wzajemna praca obu stron, dociekanie, co było szczeliną w naszym związku. Dopiero z czasem obraz blednie.

Czyli nie jesteśmy w stanie przewidzieć, czy jakaś para poradzi sobie po zdradzie, czy nie.

Nie. Wybaczenie to proces. Osoba zdradzona musi pracować, by zdrada cały czas nie była między nią a partnerem, a zdradzająca wiedzieć – że tamta strona nigdy tego nie zapomni. Zdrada to wypadek, który odbiera nam nieodwracalnie naiwność, ufność, idealizm. Po wypadku ludzie długo się zbierają, fizycznie i emocjonalnie.
Znalazłam statystykę, że podobno zdrady dopuszcza się 80 proc. mężczyzn i 30 proc. kobiet. Podchodzę do tego ostrożnie, bo kobiety ze względów kulturowych rzadziej do zdrady się przyznają, zresztą, jak rozmawiałyśmy, zdrada ma wiele odcieni.

Ale ma pani wrażenie, że to sporadyczne czy raczej powszechne doświadczenie?

Dotyczy wielu par. Mam wrażenie, że trudno nam się rozmawia w związku, często uczymy się to robić dopiero, gdy dochodzi do jakiegoś wewnętrznego kryzysu. Powszechność zdrady nie oznacza, że można się na nią przygotować - to pierwszy taki ból i nie wiemy, jakie mamy BHP. Pod naszą rozmową pojawią się komentarze: "gdyby ona mnie zdradziła, to walizki za drzwi", "a on to nigdy by mnie nie zdradził", ale tak naprawdę nikt nie wie, jak się zachowa, dopóki nie znajdzie się w takiej sytuacji. Kiedy wie, ile może stracić, może zdecyduje inaczej niż zawsze zakładał.

Czyli zdrady mogą stać się konstruktywne.

Ale są też zdrady, które informują, że nie ma co dalej w związku trwać, bo nie tworzę go sama. Np. jeśli zdrada pojawia się po raz kolejny – to znaczy, że ten człowiek nie liczy się z naszymi uczuciami i trzeba się rozejść. Nie można wiecznie przepraszać za to samo – wtedy słowo "przepraszam" to tylko dźwięk, równie ważny co, za przeproszeniem, puszczenie bąka. Nie możemy dawać się ranić. Jest też pewna grupa ludzi, wcale niemała, uzależnionych od seksu. Wtedy nie ma mowy o pracy nad parą, tylko indywidualnie nad osobą uzależnioną i współuzależnioną.

A co sprawia, że ludzie są sobie wierni?

Jeśli kobieta i mężczyzna słyszą, że są wyjątkowi, potrafią się wzajemnie sobą zachwycić, w codziennym natłoku zajęć znajdują czas na siebie (na wyjście do kina, złapanie się za ręce), to zdrada im raczej nie grozi. Co nie znaczy, że nie mają problemów – to część każdego związku. Ale rozmawianie ze sobą daje satysfakcję i przyjemność, jeśli mamy bliski sobie system wartości, to działa jak afrodyzjak. Skróty myślowe tworzą pewną wspólność, tajemnicę. Jeśli nie przeżywam tego w związku, budzi mi się we mnie chęć poszukiwania. I może doprowadzić – choć nie musi – do zdrady.


Prześlij komentarz

Obsługiwane przez usługę Blogger.