Czy seks, którego celem nie jest osiąganie orgazmu może być udany? Zwolennicy karezzy, techniki polegającej na wydłużaniu stosunku seksualnego, uważają, że tak. „Czułe bycie razem zbliża bardziej niż sam, klasycznie rozumiany, seks. Często brakuje nam nie sprawnościowego seksu, ale właśnie dotyku, uwagi, czułości”, mówi seksuolog Izabela Jąderek.
  • Według statystyk przeciętny stosunek seksualny trwa około 15 minut.
  • Jedną z metod wydłużania stosunku jest karezza. Co to takiego? To techniki seksualne pomagające wydłużyć stosunek seksualny bez osiągania orgazmu.
  • Zwolennicy karezzy uważają, że seks nie powinien być zorientowany na cel, którym jest orgazm, ale na przyjemność, satysfakcję, bliskość, czułość, pogłębienie relacji. Z orgazmem na końcu lub bez.
Ile przeciętnie trwa stosunek seksualny?

Według statystyk około 15 minut, czyli dość krótko. Choć zapewne należy sprawdzić, co dokładnie ankietowani mają na myśli, określając seks. Czy jest to moment od penetracji do wytrysku, czy od penetracji do orgazmu kobiety. Bo wytrysk i orgazm kobiety nie muszą i zwykle nie idą w parze.
A przecież kochać można się przez kilka godzin, nawet cała noc.
I to na różne sposoby. Na przykład robiąc przerwy, długo nie doprowadzać się do orgazmu, albo jeszcze inaczej, kochać się kilka raz przez całą noc. Każdy ma własne upodobania, choć do tego potrzeba energii, chęci i, nie ma co się oszukiwać, kondycji.

Jedną z metod wydłużania stosunku jest karezza. Co to takiego?

To techniki seksualne pomagające wydłużyć stosunek seksualny bez osiągania orgazmu. Dla mężczyzn oznacza to potrzebę większej kontroli i panowania nad ciałem, by nie doszło do wytrysku, dla kobiet umiejętność opóźnienia orgazmu.

Słowem to technika, która służy utrzymaniu podniecenia seksualnego na najwyższym poziomie.

Tak, ma ona swoje źródła w Indiach, wzięła się z Kamasutry – w której podejście do seksu jest bardziej nastawione na pogłębianie intymności, wydłużenie stosunku, niż traktowanie go sprawnościowo jako szybkie dojście do „bazy”.

Karezzę nazywa się leniwym seksem. To określenie „leniwy” nie brzmi zachęcająco…

Leniuchowanie może być bardzo przyjemne. I potrzebne. Na co dzień jesteśmy najczęściej mocno zaganiani, musimy zdążyć na czas, dotrzymywać terminów. Odpoczywanie to trudna sztuka. Wielu z nas tęskni do nie tyle „nic nierobienia”, ale do leniuchowania właśnie. Dobrze, by seks dawał przyjemność, po której będziemy się czuć nasyceni, z przekonaniem i koncentracją na doświadczaniu przyjemności.

W klasycznym seksie kochankowie dążą do orgazmu, który kojarzy się z seksualnym spełnieniem. W karezzie jest odwrotnie, ten orgazm się opóźnia.

Użyłeś najważniejszego sformułowania – „dążą”. Zwolennicy karezzy uważają, że seks nie powinien być zorientowany na cel, którym jest orgazm, ale na przyjemność, satysfakcję, bliskość, czułość, pogłębienie relacji. Z orgazmem na końcu lub bez.

W takim razie, jakie aspekty seksu są ważne? Na czym skupiają się kochankowie?

Emocjonalnie na pogłębieniu więzi, doświadczaniu przyjemności, błogości, dopieszczaniu się, relaksowaniu.

A fizycznie?

Na poprawie kontaktu z ciałem, obserwacji jego reakcji, kontrolowaniu oddechu, zmianie nawyków w repertuarze aktywności seksualnych.

Kiedyś dużo mówiło się, że karezza jest świetną metodą antykoncepcji i po to została wymyślona.

Ta błędna i, niestety, często przekazywana informacja wynika utożsamianiem karezzy ze stosunkiem przerywanym. Po pierwsze stosunek przerywany nie jest metodą antykoncepcyjną, po drugie karezza nie koncentruje się na przerywaniu stosunku. Łączy je jedynie to, że w obu przypadkach penis, w wyniku podniecenia, wydziela się preejekulat zawierający miliony plemników i może dojść do zapłodnienia. Techniki opóźniania orgazmu poprawiają kontakt z ciałem, zwiększają jego świadomość, pozwalają skoncentrować uwagę na każdej części ciała. W rezultacie pomagają zredukować napięcie, stres, gwałtowność reakcji. Karezzę docenią mężczyźni skarżący się na zbyt wczesny wytrysk, czy zaburzenia erekcji i ich partnerki/partnerzy, a także kobiety, uznające klasyczny stosunek za zbyt krótki, którym przestał on sprawiać przyjemność i które rzadko doświadczają orgazmów.

W tradycyjnym seksie wahania poziomu dopaminy są nagłe, co powoduje, że się od niej uzależniamy. Karezza pozwala te zaburzenia unormować.

Nie znam badań potwierdzających konkretną teorie, że akurat karezza wpływa na uregulowanie poziomu dopaminy i takie stwierdzenie jest dużym uproszczeniem. Tradycyjny seks może przecież sprawiać przyjemność i dawać satysfakcję zupełnie niewiążącą się z kompulsywnością. Ważne, choć nie w kontekście karezzy, ale technik uważności, jest jej ich praktykowanie.

Mindfulness?

Tak, ma on ma dobroczynny wpływ na samopoczucie, co zostało udowodnione naukowo. Normuje ciśnienie tętnicze, zmniejsza ryzyko zawału, obniża stres i poziom kortyzolu, będący przyczyną wielu chorób, a także zmniejsza objawy dysfunkcji seksualnych. Wracając jednak do dopaminy, rzeczywiście od jej poziomu uzależniona jest motywacja seksualna, podniecenie, orgazm. Utrzymanie przez długi czas stanu podniecenia, bez osiągania szczytu przyjemności, pozwala utrzymać poziom dopaminy na dłużej.

Czy karezza wydłużając stosunek, wpływa na zmniejszenie częstotliwości aktów seksualnych?

Zdecydowanie nie, ale po prostu trzeba mieć na to czas. Jeśli kładziemy się do łóżka z myślą, że jesteśmy zmęczeni, a seks pomoże nam zredukować napięcie, na techniki przedłożonego stosunku raczej nie wystarczy nam czasu. Warto zatem to zaplanować i dać sobie możliwość poeksperymentowania z tymi aktywnościami. W 10 minut się nie uda. (śmiech)

Ten rodzaj miłosnego wtajemniczenia jest tylko dla par z długim stażem, które dobrze się znają?

Na pewno dla tych, które chcą siebie lepiej poznać i są gotowe, by nie kochać się w sposób „normatywny”. Na początku związku może być łatwiej – jesteśmy wtedy bardziej otwarci na potrzeby partnera, słuchamy go, chcemy zadowolić, zgadzamy się na nowości, seks nas cieszy. Ale dla par z długim stażem może być z kolei zerwaniem z rutyną, dostarczyć nowej, zasilającej energii.
 
Chcesz powiedzieć, że karezza to lekarstwo na rutynę?

Zdecydowanie. Badania wskazują, że około dwóch latach związku do życia seksualnego wkrada się nuda, rutyna, przewidywalność. To moment, w którym warto zmienić coś w swoich zachowaniach – oczekiwania generują frustrację, irytację czy złość w stosunku do partnera. Wzajemna nauka i sprawdzanie nowych metod zwykle pomaga obniżyć napięcie i stres z tym związany.
Dlatego zaskoczyła mnie Twoja teoria, by z karezzą eksperymentować na początku związku. Wydawało mi się, że ważna jest znajomość upodobań partnera.
Biorąc pod uwagę statystyki dotyczące kryzysów w relacji seksualnej, nudy i rutyny, niechęci kobiet do uprawiania seksu – znajomość własnych upodobań nie zawsze ma znaczenie. Zwykle partnerzy oszczędnie się o tym informują, co wpływa na rozczarowanie. Istotą w nowych technikach jest chęć podążania za partnerem, w ramach swoich potrzeb i we własnym tempie.

Inaczej kochamy się, gdy mamy 20 lat, inaczej po czterdziestce.

Wcale nie znaczy, że gorzej. Nasza seksualność ewoluuje tak, jak zmieniają się doświadczenia, światopogląd, wraz ze wzrostem świadomości, rozwojem cech osobowości. Należy więc wsłuchiwać się wzajemnie w swoje potrzeby.

A co ze spontanicznością, która jest przecież jedna z najczęściej wymienianym określeniem „udanego seksu”?

Udany seks jest przede wszystkim wtedy, gdy spełnia potrzeby pozaseksualne: daje poczucie przynależności, bliskości, zaspokaja przyjemność, czułość, akceptację, poczucie bycia ważnym i potrzebnym dla partnera. Może być więc i zaplanowany, i spontaniczny. Można go uprawiać ad hoc, ale nie da się pomiędzy myśleniem o pracy, a innymi obowiązkami. Zaplanowany nie znaczy, że okaże się gorszy jakościowo. Te techniki wiążą się z umiejętnością koncentracji na danym momencie, uważnie i świadomie.

To prawda, że w karezzie od erotyzmu ważniejsze są przeżycia duchowe?

Jest jedna technika karezzy, która mówi tym więcej, choć każdy tę duchowość rozumie na swój sposób. Proponuję zacząć od prostego ćwiczenia. Myśleć wówczas wyłącznie o byciu razem, a nie o orgazmie.

Na czym to ćwiczenie polega?

Kobieta opiera nogi na biodrach partnera, on wprowadza członek do jej pochwy. Oboje siedzą tak ze sobą minimum 10 minut, patrząc sobie w oczy. Dłonie mogą trzymać wzajemnie na klatce piersiowej albo w okolicach serca i wyrównać oddech. Jeśli chcą spróbować, oddechem zatoczyć koło.

Koło?

To proste. Ona bierze wdech, po chwili on, w podobnym rytmie wydechy. Genitalia nie służą tylko do seksu, ale pomagają nam lepiej poczuć energię, która przez nas przepływa. Pozwalają stać się chwilę jednością. I to już jest zdecydowanie bardziej emocjonalny, duchowy wymiar seksu.

Czy są jeszcze jakieś konkretne wskazówki dotyczące technik karezzy?

Jest kilka ćwiczeń, które można polecić parom. Jedno zaczyna się właśnie od tego, o którym przed chwilą rozmawialiśmy. W tej pozycji zaleca się utrzymywanie erekcji wyłącznie mężczyznom. Potem dużą rolę odgrywają zachowania i reakcje kobiety. Silnymi mięśniami Kegla może zaciskać penisa partnera, na przykład wykorzystując technikę singapurskiego pocałunku.

A jaka jest klasyczna pozycja w karezzie?

Partnerka kładzie się na plecach i ugina nogi w kolanach. Mężczyzna kładzie się na boku i zakłada nogę na jej brzuch. Kobieta - na jego biodrze. Oboje zwracają się do siebie twarzami i umieszczają dłonie na nogach drugiej osoby. Koniecznie należy wyrównać oddech, który jest bardzo ważny w pracy nad orgazmem. Warto patrzeć sobie w oczy, głaskać, pieścić swoje ciała dłońmi. Można lekko poruszać pośladkami, wykonując coś, co można nazwać wspólnym tańcem ciał.

Na czym on polega?

Partner wsuwa członek do pochwy, kobieta zaciska mięśnie Kegla na penisie, zmieniając jakość ucisku, natężenie. Penis z pewnością będzie w silnym wzwodzie – i tu wola kobiety: jeśli mężczyzna zauważy, że jego podniecenie jest silne, partnerka powinna uspokoić ruchy lub wycofać penisa z pochwy. Mężczyźni zwykle wiedzą, gdy przychodzi tzw. „punkt bez odwrotu”. To moment, kiedy nie mogą powstrzymać już orgazmu. Zatem tuż przed tym punktem, partnerka powinna wykorzystać technikę polegającą na ucisku palcami dłoni perineum, czyli punktu znajdującego się w zagłębieniu między moszną a odbytem. Kilkukrotny ucisk sprawia, że podniecenie zacznie opadać.

W internecie czytam o zaletach karezzy: „mężczyznom pomaga sterować erekcją, kobiety dzięki niej poprawiają elastyczność mięśni Kegla”.

Dla kobiet idealną techniką będzie opanowanie singapurskiego pocałunku.

Opowiedz, na czym ona polega.

W Stanach Zjednoczonych można nawet zapisać się na specjalne kursy, które uczą tej metody i trwają nawet 8 tygodni. Wbrew pozorom wcale nie jest to pocałunek ustami. Singapurski pocałunek stanowi idealne rozwiązanie dla kobiet chcących być stroną aktywną w seksie i dla panów, którzy lubią niespodzianki. Ta technika doprowadza mężczyznę do orgazmu wyłącznie za pomocą skurczy mięśni Kegla. Wymyślono ją na Dalekim Wschodzie i często, jak wskazują badania, stosowana była przez kobiety chcące sprawić przyjemność swoim kochankom. Same ćwiczenia nie są trudne i nie obciążają organizmu. Mięśnie należy napinać i rozluźniać, najlepiej dwa razy dziennie, rano i wieczorem, przez kilka serii. Interwałowo, bo mięsień Kegla, jak każdy, można przetrenować. Zatem skurcz na kilka sekund i rozluźnienie, zawsze dłuższe. Wdech przy skurczu, wydech dwa razy dłuższy przy rozluźnianiu. Regularne ćwiczenia dają świetne efekty. Można sprawdzić je zresztą popularnym testem banana – banana w prezerwatywie wkłada się do pochwy i próbuje zgnieść mięśniami Kegla.

Na koniec chciałbym Cię zapytać, jak karezza wpływa na relacje między ludźmi, łączące ich emocje?

W tych technikach chodzi o odczucie bycia razem, bez nastawienia na cel. To doświadczenie bardzo intymne. Czułe bycie razem zbliża bardziej niż sam, klasycznie rozumiany, seks i przygotowuje do seksu kształtującego tę intymność. Bo też często nie samego sprawnościowego seksu nam brakuje, ale właśnie dotyku, uwagi, czułości. Te rytuały wystarczają do wzrostu libido, czerpania większej przyjemności ze wspólnego bycia we dwoje. Z jedną tylko uwagą: taka potrzeba uważności, dostarczania sobie bodźców, wpływania na pobudzenie, utrzymywanie energii musi wypływać w codziennych zachowaniach i być spójna z komunikacją, postawami jakie się ma wobec siebie – wtedy to ma szansę być skuteczne.

 Izabela  Jąderek - psycholog, seksuolog


Prześlij komentarz

Obsługiwane przez usługę Blogger.